Drony ze Starlinkami sieją spustoszenie na tyłach Ukrainy
W ostatnim tygodniu stycznia w kołach wojskowych w Kijowie zrobiło się nerwowo. Rosjanie zaczęli na większą skalę atakować przy użyciu dronów wykorzystujących system Starlink – ten sam, który od lat daje Ukrainie pewną przewagę na polu walki.
W sieci pojawiły się nagrania, na których widać jak drony Shahed/Gerań niszczą między innymi śmigłowce daleko za linią frontu, jak bezzałogowce Mołnia sieją spustoszenie na szlakach logistycznych, wreszcie jak BM-35 niszczą ukraińskie samoloty i radary.
Ukraińcy nie mieli środków, które mogłyby je wykrywać i neutralizować z wysoką skutecznością. A "wyłączenie" systemu Stalink nie wchodziło w grę, ponieważ na nim opartych jej wiele systemów, z których korzystają wojska Kijowa.
Fedorow prosi Muska o pomoc. Reakcja była błyskawiczna
Minister obrony Ukrainy Mychajło Fedorow poinformował 29 stycznia, że firma SpaceX współpracuje z MON w Kijowie, aby uniemożliwić rosyjskim siłom wykorzystywanie systemu Starlink do naprowadzania dronów używanych w atakach na cele na terytorium Ukrainy.
1 lutego Elon Musk napisał na platformie X, że jego firma podjęła "skuteczne" działania w celu powstrzymania rosyjskich sił przed korzystaniem ze Starlinka. Informacje te potwierdził Fedorow. Obie strony zadeklarowały, że będą kontynuowały współpracę na tym polu.
Skuteczność działań SpaceX potwierdzili, jak informuje Instytut Studiów nad Wojną (ISW), rosyjscy blogerzy wojskowi. W telegramowych wpisach z 1 lutego informowali, że operatorzy rosyjskich dronów zaczęli doświadczać blokowania sygnału Starlink podczas lotów z prędkością powyżej 75–90 kilometrów na godzinę. Zauważyli, że ograniczenia te spowodowały poważne zakłócenia funkcjonowania dronów typu Shahed, Mołnia oraz uderzeniowych BM-35 wyposażonych w terminale Starlink.
Rosyjscy blogerzy są podzieleni. Jedni bagatelizują, inni wskazują zagrożenia
Głos w sprawie skutków ruchu Muska zabrali rosyjscy prowojenni blogerzy wojskowi. Jeden z najpopularniejszych z nich, Rybar (1,5 mln obserwujących), twierdzi, że nie jest tak źle.
Potwierdza, że terminal Starlink "przestaje przesyłać sygnał internetowy po dwóch minutach lotu z taką prędkością (75-90 km/h – red.)". "Lecz po ponownym uruchomieniu znów zaczyna działać" – dodaje.
"Najbardziej interwencja Muska dotknęła drony takie jak Mołnia i BM-35, które – wyposażone w terminale Starlink – zdołały wcześniej skutecznie uderzać w jednostki pływające w rejonie Odessy oraz w lotniska Sił Zbrojnych Ukrainy' – zaznacza.
Inny kanał, Konstruktor Dronów (Rozraboczik BPLA), twierdzi, że efekt działań SpaceX będzie ograniczony. "Przestańcie panikować! (…) Przecież początkowo funkcjonowaliśmy bez Starlinka i był on dla nas jedynie sporadycznym dodatkiem — pojawiał się i znikał" – stwierdził.
Z kolei kanał Informator Wojskowy (Wojennyj Oswiedomitiel) jest bardziej sceptyczny: "Na obecnym etapie trudno ocenić, czy w przyszłości uda się obejść ten system, tak jak miało to miejsce w przypadku wcześniejszych ograniczeń prędkości. Jeśli nie, era dronów BM-35 i Molnija-2 korzystających ze Starlinka okaże się efektownym, lecz krótkotrwałym epizodem na tle ogólnej przewagi Sił Zbrojnych Ukrainy w wykorzystaniu dronów z tego typu łącznością satelitarną".
Wskazał również poważne ryzyko. Jeśli SpaceX zacznie szeroko stosować listę dopuszczeń – czyli wiarygodnych terminali, na których znajdą się m. in. te ukraińskie, a rosyjskie nie – to wyłączone zostaną nie tylko terminale montowane na dronach armii Putina, ale także te, wykorzystywane przez Rosjan do zapewnienia łączności internetowej na linii frontu.
Rosyjska propaganda wściekła na Muska. Chcą nuklearnego uderzenia w Starlinki
Na posunięcie SpaceX w swój tradycyjny sposób zareagowała kremlowska propaganda. Prezenter telewizji państwowej Władimir Sołowjow wezwał na antenie do przeprowadzenia "orbitalnych uderzeń jądrowych" przeciwko satelitom firmy SpaceX.
Jednak zaraz jeden z jego gości wyjaśnił, że taka eksplozja spowodowałaby uszkodzenie także rosyjskiej infrastruktury w kosmosie.