W Europie coraz głośniej mówi się o konieczności ograniczania ryzyka w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Choć europejscy przywódcy podkreślają, że nie chodzi o całkowite zerwanie więzi, coraz więcej decyzji wskazuje na systematyczne zmniejszanie zależności od USA w kluczowych obszarach takich jak obronność, technologia, energia czy handel.

Trump podważył zaufanie. Europa buduje bezpieczeństwo bez USA

Według "Politico" relacje transatlantyckie znalazły się w punkcie, którego wielu europejskich dyplomatów nie pamięta od dekad. W Brukseli panuje przekonanie, że stosunki z USA nie powrócą już do stanu sprzed prezydentury Trumpa. W czasie gdy oficjalna dyplomacja próbuje zachować pozory stabilności, w kuluarach zapadają decyzje o długofalowych zmianach strategicznych.

Symbolicznym momentem było spotkanie konserwatywnych liderów UE w Zagrzebiu. To właśnie tam uznano, że Unia Europejska musi wzmocnić własną klauzulę wzajemnej obrony zapisaną w art. 42.7 Traktatu o UE. Przez lata była ona traktowana jako dodatek do art. 5 NATO. Dziś, w obliczu wątpliwości co do gotowości USA do obrony Europy, ma stać się realnym filarem bezpieczeństwa. – Jeśli chcemy, aby znów traktowano nas poważnie, będziemy musieli nauczyć się języka polityki siłowej – powiedział niemiecki kanclerz Friedrich Merz.

NATO pęka w szwach. Europa zmienia kurs i szuka nowych partnerów

Proces uniezależniania się od Ameryki jest dopiero na początku i – jak podkreślają unijni urzędnicy – potrwa wiele lat. Jean-Luc Demarty, były szef departamentu handlu Komisji Europejskiej, zwraca uwagę, że UE wciąż jest silnie powiązana z USA gospodarczo i militarnie. Jednak, jak zaznacza, nie jest to relacja "życia i śmierci".

Widać to szczególnie w handlu. W ostatnich miesiącach Bruksela przyspieszyła zawieranie i renegocjowanie umów z partnerami spoza kręgu amerykańskiego – Indiami, Indonezją, Meksykiem czy Australią. Celem jest dywersyfikacja rynków i zmniejszenie wrażliwości na polityczne turbulencje w Waszyngtonie.

Najbardziej dynamiczne zmiany zachodzą w sektorze technologicznym – zauważa "Politico". Zależność od amerykańskich gigantów — takich jak Google, Meta, X czy Palantir — od lat budziła w Europie niepokój, ale dopiero obecny kryzys nadał temu tematowi polityczną wagę.

Bruksela mówi "dość" gigantom z USA. Europa rozwija własne platformy

Francja planuje zakazać urzędnikom korzystania z amerykańskich narzędzi do wideokonferencji, takich jak Zoom, Teams czy Google Meet, zastępując je rodzimymi rozwiązaniami. Podobne dyskusje toczą się w Niemczech i w Parlamencie Europejskim. Nawet w tradycyjnie proamerykańskiej Holandii rośnie presja społeczna, by chronić wrażliwe technologie przed przejęciem przez firmy z USA.

Europa przeżywa moment swojej niezależności — stwierdziła komisarz UE ds. technologii Henna Virkkunen, podkreślając, że kontynent nie może być zależny od jednego kraju lub jednej firmy w obszarze krytycznych technologii.

Symbolicznym przykładem tej zmiany jest zapowiedź uruchomienia europejskiej platformy społecznościowej "W", która ma konkurować z serwisem X Elona Muska i przechowywać dane wyłącznie na europejskich serwerach.

Według "Politico" podobne myślenie pojawia się w energetyce. Choć USA dostarczają dziś ponad jedną czwartą gazu importowanego do UE, Bruksela obawia się zastąpienia jednej zależności inną, tym razem amerykańską. Kryzys wokół Grenlandii stał się dla europejskich decydentów sygnałem alarmowym, że energia nie jest już tylko kwestią ekonomii, lecz także geopolityki.

Energia, pieniądze i obrona. Europa krok po kroku odcina się od USA

Równolegle UE analizuje swoją zależność od amerykańskich systemów płatniczych, takich jak Visa i Mastercard. Planowane wprowadzenie cyfrowego euro ma dać Unii suwerenny instrument płatniczy, niezależny od infrastruktury finansowej USA. W Niemczech pojawiają się też głosy krytyki wobec przechowywania ogromnych rezerw złota w Nowym Jorku.

Zmiana mentalności jest widoczna także w polityce przemysłowej i obronnej. Coraz więcej państw, w tym Polska, Holandia i kraje bałtyckie, popiera klauzule "Kupuj produkty europejskie". W unijnym programie obronnym wartym 150 mld euro ograniczono udział komponentów spoza UE do 35 proc., a Stany Zjednoczone nie zostały uznane za kraj partnerski.

Europejska Partia Ludowa, najpotężniejsza siła polityczna w UE, otwarcie mówi dziś o konieczności budowy własnych zdolności wojskowych. Obecnie kraje europejskie są w dużym stopniu uzależnione od Stanów Zjednoczonych w zakresie środków wsparcia wojskowego, w tym nadzoru i rozpoznania, wywiadu, transportu, obrony przeciwrakietowej i zasobów kosmicznych. Nieprzypadkowo plan działania UE na 2026 roku nosi tytuł "Czas na niezależność".