"Obrazy, jakie zobaczyliśmy tej nocy, są wstrząsające, a utrata życia cywilów jest tragedią" - powiedział Blinken podczas konferencji prasowej z okazji przedstawienia corocznego raportu na temat wolności religijnej na świecie.

Jak dodał, Amr, który jest zastępcą asystenta sekretarza stanu ds. Izraela i Palestyny, ma w rozmowach ze stronami konfliktu "zachęcać w imieniu prezydenta (USA Joe) Bidena do deeskalacji przemocy".

Reklama

Departament Stanu podkreślił, że najpilniejszym zadaniem dyplomaty będzie skupienie się na zaprzestaniu przemocy, a nie kwestie, które przyczyniły się do jej wybuchu i narastających napięć.

Blinken oświadczył, że Waszyngton jest głęboko zaniepokojony coraz krwawszą wymianą ciosów między Izraelem i Palestyńczykami. Potępił przy tym ostrzał rakietowy Izraela przez Hamas; powiedział, że Izrael ma prawo się bronić, ale zaznaczył, że na Izraelu jako na państwie spoczywa dodatkowa odpowiedzialność, by zrobić wszystko, by uniknąć ofiar cywilnych. Blinken zapewnił, że USA są "głęboko zaangażowane" w rozmowy z obiema stronami.

Izraelskie władze poinformowały w środę o zabiciu 16 dowódców Hamasu w kolejnej serii nalotów i operacji służb specjalnych w Strefie Gazy, w ramach odwetu za niemal nieprzerwany ostrzał rakietowy Izraela przez Hamas. W wyniku bombardowania runęły dwa całe wieżowce w centrum Gazy, a według miejscowych władz od wtorku w nalotach zginęło dotąd 48 Palestyńczyków, w tym 14 dzieci. W rezultacie ostrzału m.in. Tel Awiwu przez islamistów zginęło sześć osób, w tym jedno dziecko.

Eskalacja przemocy między stronami to m.in. wynik zamieszek i starć arabskich mieszkańców Jerozolimy z policją, które trwają od niemal miesiąca i w ostatnich dniach osiągnęły apogeum w postaci walk na Wzgórzu Świątynnym i meczecie Al-Aksa.

Do sytuacji w środę odniósł się także Pentagon. Szef resortu Lloyd Austin odbył rozmowy z ministrem obrony Izraela Benim Gancem i podkreślił w niej poparcie dla prawa Izraela do samoobrony.

"Austin przekazał żelazne wsparcie dla prawa Izraela do obrony siebie i swojego narodu i stanowczo potępił ostrzał rakietowy ze strony Hamasu i innych grup terrorystycznych" - powiedział rzecznik resortu John Kirby.

Strefa Gazy: po izraelskim ataku runął trzeci wieżowiec

W Strefie Gazy runął w środę 14-piętrowy wieżowiec Al-Szoruk, na który izraelskie lotnictwo zrzuciło dwie bomby. To trzeci wysoki budynek w palestyńskiej enklawie zniszczony w tym tygodniu przez izraelskie siły powietrzne.

Zawalenie się wysokościowca Al-Szoruk, w którym znajdowały się m.in. biura palestyńskiej telewizji Al-Aksa, pokazała izraelska telewizja, a większość komentatorów prognozowała, że Hamas odpowie na to zmasowanym ogniem rakietowym - podaje Associated Press.

Lotnictwo izraelskie zniszczyło już dwa inne budynki - 14-piętrowy biurowiec i 9-piętrowy apartamentowiec. Za każdym razem strona izraelska oddała wcześniej salwy ostrzegawcze, które pozwoliły ludziom na opuszczenie budynków.

Hamas oświadczył we wtorek późnym wieczorem, że wystrzelił w odwecie 130 rakiet na Izrael. Od tego czasu z Gazy wystrzelono ponad 1050 pocisków rakietowych, a izraelskie lotnictwo przeprowadziło kilkaset nalotów na Strefę Gazy.

Ponadto wysłane tam zostały dwie brygady piechoty, co może wskazywać na to, że izraelskie siły przygotowują się do operacji lądowej - pisze AP.

Izraelska armia poinformowała o śmierci swego żołnierza

Izraelska armia poinformowała w środę na Twitterze, że jeden z jej żołnierzy został zabity przez pocisk rakietowy wystrzelony ze Strefy Gazy. To pierwszy izraelski wojskowy, który zginął w trwającej od poniedziałku wymianie ognia między Hamasem a siłami Izraela.

Ofiarą antyczołgowego pocisku rakietowego padł 21-letni izraelski sierżant Omer Tabib.

Liczba ofiar konfliktu po stronie palestyńskiej sięga co najmniej 48 - podaje Associated Press, powołując się na palestyński resort zdrowia. Ponad 320 osób zostało rannych. Zginęło 14 dzieci.

W Izraelu zginęło sześć osób, w tym trzy kobiety i dziecko, a kilkadziesiąt zostało rannych.

Starcia, do jakich dochodzi obecnie między Palestyńczykami a siłami Izraela, to najpoważniejsza fala przemocy w tym konflikcie od 2014 roku - pisze AP.

O ile jednak w 2014 roku doszło do de facto wojny między Izraelem a Hamasem, o tyle teraz Palestyńczyków mieszkających na terenach okupowanych poparli palestyńscy obywatele Izraela, co jest reakcją na brutalne tłumienie niedawnych protestów i toczące się izraelskie operacje militarne w Strefie Gazy - podaje AP.

Gwałtowne protesty wybuchły w wielu miastach zamieszkanych zarówno przez Żydów jak i Palestyńczyków. Nie widać na razie, by któraś ze stron konfliktu miała zamiar ustąpić pola. Premier Izraela Benjamin Netanjahu powiedział, że izraelskie siły wzmocnią swą ofensywę i że "zajmie to sporo czasu".

Wcześniej w środę izraelskie służby specjalne Szin Bet poinformowały w komunikacie, że w ich operacjach oraz działaniach izraelskiej armii zginęło w środę 16 członków rządzącego Strefą Gazy radykalnego ugrupowania palestyńskiego Hamas, w tym sześciu wysokich rangą przywódców ruchu.

Według Szin Bet we wcześniejszych atakach w środę zginął jeden z szefów wywiadu Hamasu i dowódca odpowiedzialny za dostarczanie sprzętu do produkcji amunicji.

O natychmiastowe zakończenie przemocy w Izraelu i na okupowanych terytoriach palestyńskich zaapelował w środę szef unijnej dyplomacji Josep Borrell, wskazując, że konsekwencje eskalacji konfliktu poniosą przede wszystkim cywile.

Szef MSZ Francji Jean-Yves Le Drian powiedział w środę, że "należy zrobić wszystko", by nie dopuścić do nowego "morderczego konfliktu" na Bliskim Wschodzie.

Wiceminister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Wierszynin wezwał Izrael do "natychmiastowego" przerwania rozbudowy osiedli na terytoriach palestyńskich.