„To zdecydowanie ogromna zmiana w podejściu Korei Północnej do jej programów rakietowych” – podkreśla Schiller, który jako specjalista w dziedzinie rakiet i pocisków balistycznych wykłada na Uniwersytecie Bundeswehry w Monachium.

Masowe testy rakiet

Reklama

Pjongjang wystrzelił w ubiegłym tygodniu międzykontynentalny pocisk balistyczny (ICBM), który według japońskiego ministerstwa obrony ma wystarczający zasięg, by uderzyć w kontynentalne terytorium USA. Taki pocisk mógłby również przenosić głowicę nuklearną.

Władze Korei Północnej zaostrzyły przy tym retorykę wobec USA i Korei Południowej oraz wykluczyły rezygnację z broni jądrowej. Pjongjang znowelizował też swoją oficjalną doktrynę nuklearną, która przewiduje teraz, że może on dokonać uderzenia jądrowego jako pierwszy.

Poprzedni przywódcy KRLD Kim Ir Sen i Kim Dzong Il wystrzelili łącznie mniej niż 30 pocisków w ciągu prawie trzech dekad. Testy znacznie przyspieszyły dopiero po przejęciu władzy przez Kim Dzong Una w 2012 roku. Od tamtej pory Korea Północna przeprowadziła ich co najmniej 180, w zależności od sposobu liczenia – podkreśla Schiller.

„Widzieliśmy ponad 20 różnych nowych rodzajów pocisków balistycznych wystrzelonych w tym okresie po raz pierwszy oraz dodatkowych siedem, których nigdy nie wystrzelono, ale pokazano na defiladach. Tylko w ciągu ostatnich ośmiu tygodni Pjongjang wystrzelił około 50 pocisków” – zaznacza ekspert.

„Już liczby sprawiają, że to jest przerażające. To również pokazuje, że teraz rzeczywiście mają te pociski do dyspozycji, potrafią wystrzeliwać je precyzyjnie w zakładane cele z procedurami operacyjnymi wymaganymi w czasie wojny” – uważa Schiller.

Jego zdaniem trudno jest porównać stopień zaawansowania i skuteczność północnokoreańskich pocisków do tych, jakich używają inne kraje, ponieważ wiedza na ich temat jest ograniczona. „Iran pokazał, że jego systemy działają całkiem dobrze w walce, więc domyślam się, że powinniśmy oczekiwać tego samego po Korei Północnej” – zaznacza.

„W przypadku wojny (północnokoreańskie pociski) są tak samo możliwe do przechwycenia, jak inne pociski. Być może trochę trudniejsze, w zależności od tego, o jakim systemie obrony mówimy. Korea Północna pokazała wiele wystrzałów o +spłaszczonej trajektorii+, na wysokościach od 40 do 60 km, a niektóre systemy mogą mieć problem na takiej wysokości” – ocenia ekspert.

Groźne pociski Korei Północnej

Według zestawienia opracowanego przez stację BBC Korea Północna pracowała nad pociskami różnych typów i zasięgów, w tym balistycznymi, manewrującymi i hipersonicznymi. Jest wśród nich Hwasong-17 o zasięgu szacowanym na ponad 15 tys. kilometrów, jaki prawdopodobnie został wystrzelony w ubiegłym tygodniu. W opinii ekspertów kilka wcześniejszych prób tego pocisku zakończyło się niepowodzeniem.

W październiku nad Japonią przeleciał najprawdopodobniej wystrzelony przez Koreę Północną pocisk pośredniego zasięgu Hwasong-12, który mógłby zagrozić amerykańskiej wyspie Guam na Pacyfiku. Pjongjang testował też pociski Hwasong-14, które zdaniem niektórych mogłyby dolecieć nawet do Nowego Jorku. Pociski typu Hwasong-15 mają natomiast zasięg szacowany na 13 tys. km, co oznacza, że mogłyby uderzyć w całe kontynentalne terytorium USA.

„Korea Północna testowała pociski o coraz dalszym zasięgu. To mogłoby być zwiastunem kolejnej próby głowicy nuklearnej, który od jakiegoś czasu jest spodziewany” – powiedział cytowany przez BBC ekspert z brytyjskiego think tanku Royal United Services Institute (RUSI) Joseph Byrne.

Według Schillera prawdziwym „bólem głowy” dla regionu, a szczególnie dla Korei Południowej, powinny być natomiast małe pociski, takie jak KN-25. „Mogą one być użyte w dużej liczbie w przypadku otwartej wojny przeciwko Korei Południowej. Wszystkie inne pociski, szczególnie dalekiego zasięgu, są przeznaczone bardziej do odstraszania przeciwnika na poziomie politycznym i strategicznym, a nie do faktycznego wygrywania wojny, gdy się ona rozpocznie” – ocenia ekspert.

Tak duża liczba wystrzeliwanych ostatnio pocisków wskazuje, że mimo zapaści gospodarczej i międzynarodowych sankcji Korea Płn. nie napotyka dużych problemów w swoich zbrojeniach rakietowych i jest skłonna inwestować w niego ogromne pieniądze. „Jakkolwiek by na to nie patrzeć, podkreśla to, że sankcje osiągają słabe wyniki i prawdopodobnie będzie tak również w przyszłości” – ocenił politolog Mason Richey z Uniwersytetu Języków Obcych Hankuk w Seulu, cytowany przez agencję Reutera.

Przygotowania do próby jądrowej

W Seulu i Waszyngtonie narastają tymczasem obawy, że Pjongjang szykuje się do przeprowadzenia próby broni jądrowej - siódmej w swojej historii i pierwszej od 2017 roku.

Według ekspertów w pierwszych pięciu testach, które odbyły się w latach 2006-2016, detonowano bomby o mocy nieprzekraczającej 10 kiloton. Dla porównania, bomba zrzucona przez USA na japońskie miasto Hiroszima w 1945 roku miała moc ok. 16 kiloton. W ostatniej próbie we wrześniu 2017 roku Pjongjang przetestował bombę, która mogła mieć moc między 100 a 370 kiloton – przypomina BBC. Władze Korei Płn. określiły ją jako bombę termojądrową i ogłosiły się mocarstwem nuklearnym.

Według ekspertów że Pjongjang będzie się teraz starał przetestować lżejsze ładunki o podobnej sile. „Wydaje się, że testują teraz nową zdolność, zminiaturyzowaną głowicę, która może być zamontowana na szeregu pocisków, w tym na pociskach balistycznych krótkiego zasięgu” – ocenił Byrne z think tanku RUSI.

Andrzej Borowiak (PAP)