Oddajcie nam 30% armii? Ukraina z listą szokujących żądań do Niemiec!

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
30 kwietnia 2025, 12:21
[aktualizacja 30 kwietnia 2025, 12:21]
Ukraińscy czołgiści szkolą się obsługi czołgów rodziny Leopard. Bez wsparcia NATO, wyszkolenie tak dużej liczby rekrutów dla ukraińskiej armii byłoby niemożliwe.
Ukraińscy czołgiści szkolą się obsługi czołgów rodziny Leopard. Bez wsparcia NATO, wyszkolenie tak dużej liczby rekrutów dla ukraińskiej armii byłoby niemożliwe./Kancelaria Prezesa Rady Ministrów
Ukraina chce walczyć do 2029 roku – ale za niemieckie pieniądze. Tak można streścić najnowszy apel Andrija Melnyka, kontrowersyjnego ukraińskiego dyplomaty, który znów zaszokował niemiecką opinię publiczną. W otwartym świątecznym liście do przyszłego kanclerza Niemiec, Friedricha Merza, Melnyk przedstawił listę żądań tak śmiałych, że nawet najbardziej zaprawieni w realiach wojny politycy przecierają oczy ze zdumienia.

550 miliardów euro i trzecia część armii. Na już.

Żądania Melnyka brzmią bardziej jak ultimatum niż prośba o pomoc. Ukraina, według jego słów, mogłaby kontynuować wojnę aż do 2029 roku – pod warunkiem, że Niemcy i reszta Zachodu otworzą swoje skarbce. Konkrety? Przekazanie 30% całego sprzętu Bundeswehry, w tym 45 myśliwców Eurofighter, 100 czołgów Leopard 2, setek transporterów opancerzonych i rakiet Taurus. Dodatkowo – 0,5% niemieckiego PKB rocznie (czyli 86 miliardów euro), konfiskata 200 miliardów euro rosyjskich aktywów oraz gwarancje członkostwa Ukrainy w NATO i UE.

Luftwaffe, Eurofighter
Luftwaffe, Eurofighter

Die Welt publikuje ukraińskie żądania

Wszystkie te żądania i propozycje pochodzą z otwartego listu Andrija Melnyka, opublikowanego 19 kwietnia na łamach niemieckiego dziennika Die Welt. Tekst ten, stylizowany na osobisty apel do Friedricha Merza, przyszłego kanclerza Niemiec, wywołał szeroką falę komentarzy i emocji.

Kontrowersyjny niemiecki dyplomata

Andrij Melnyk to obecny stały przedstawiciel Ukrainy przy ONZ. Wcześniej pełnił funkcję ambasadora Ukrainy w Niemczech, gdzie zasłynął z kontrowersyjnych wypowiedzi i bezkompromisowego stylu dyplomacji, którym wielokrotnie wprawiał niemieckich polityków w zakłopotanie. Przykład - nazwanie kanclerza Niemiec "obrażoną pasztetową” (niem. beleidigte Leberwurst), gdy ten w 2022 r, odmówił pojechania do Kijowa. Jego sposób komunikacji często balansuje na granicy między naciskiem a prowokacją – i jak widać, wciąż skutecznie przyciąga uwagę mediów i decydentów.

Andrij Melnyk
Andrij Melnyk

W imię święta? Melnyk liczy na cud

„Nie mam złudzeń, ale liczę na cud” – mówi Melnyk, nazywając swoje propozycje… realistycznymi. I choć całość brzmi jak plan fantasy dyplomacji, nie brakuje głosów, że Niemcy mogą część tych żądań spełnić. W tle cały czas toczy się dyskusja o dostawach rakiet Taurus – a przecież Rosja już ostrzegała, że ich przekazanie oznacza bezpośrednie zaangażowanie Berlina w konflikt. Czy Melnyk rzeczywiście wzywa Niemcy do frontalnej konfrontacji?

Dyplomacja czy cyrk?

Styl Melnyka od lat budzi kontrowersje – balansuje na granicy dyplomacji, PR-u i czystej prowokacji. W niemieckich mediach już porównywany jest do „zaklinacza węży”, który potrafił owinąć wokół palca najpierw kanclerza Scholza, a teraz próbuje tego samego z Merzem. Niegdyś ambasador w Berlinie, dziś reprezentant Ukrainy przy ONZ – nie boi się dużych słów i jeszcze większych oczekiwań. Ale czy Europa jeszcze daje się wciągać w tę grę?

Niemiecka cierpliwość na granicy wyczerpania

Coraz częściej pojawia się pytanie: ile jeszcze Zachód zniesie? Ukraina dostaje miliardy, broń, szkolenia, wsparcie logistyczne – ale dziękuje coraz rzadziej, a żąda coraz więcej. Gdy niemieckie społeczeństwo mierzy się z kryzysem gospodarczym i własnymi problemami, żądania Melnyka mogą okazać się kroplą, która przeleje czarę goryczy. A w tle coraz wyraźniej słychać pytanie: czy wojna ma w ogóle plan zakończenia?

Co po 2029?

Melnyk mówi o wojnie do 2029 roku. Ale co potem? Tego już nie wyjaśnia. Tymczasem niemieckie i unijne raporty mówią wprost – realny scenariusz zakłada, że do tego czasu może dojść do otwartego starcia Zachodu z Rosją. Czy więc Melnyk nie tylko żąda sprzętu, ale wręcz oczekuje od Europy przyjścia na wielką wojnę?

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj