Ale wielu komentatorów twierdzi, że nie był to jedyny powód wprowadzenia opłat za gaz w rublach. Uważają oni, że Kreml chciał w ten sposób zasiać ziarno niezgody między krajami i NATO, i UE. Sprawić, żeby zaczęły się kłócić o to, czy kupować gaz za ruble, czy też nie. I trzeba przyznać, że to się Putinowi poniekąd udało. Istnieją również hipotezy głoszące, że wprowadzając płatności w rublach, Rosja oficjalnie rzuca wyzwanie dolarowi i euro w ich roli międzynarodowych walut rozliczeniowych. Na weryfikację tej ostatniej hipotezy przyjdzie jeszcze poczekać, bo takie rzeczy nie dzieją się z dnia na dzień.
Ekonomista Narodowego Banku Włoch Michele Savini Zangrandi zwrócił uwagę na jeszcze jeden – niedostrzegany dotąd – element całej układanki: moskiewską giełdę. Zgodnie z dekretem procedura zakupu gazu przez podmioty z „krajów nieprzyjacielskich” wygląda następująco: chętny musi założyć w Gazprombanku dwa konta – walutowe i rublowe. Pieniądze (euro/dolary) wpływają najpierw na konto walutowe, zaś następnie kupujący musi zlecić Gazprombankowi przekonwertowanie ich na ruble. Transakcja wymiany nie może się jednak odbyć gdziekolwiek. Dekret stanowi, że euro lub dolary podlegają zamianie na rosyjski pieniądz tylko na moskiewskiej giełdzie. Jedynie wtedy transakcja może w ogóle dojść do skutku.
Reklama

Treść całego artykułu przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP.