Załużny wejdzie do polityki? Ma przewagę nad Zełenskim

52-letni Załużny jest powszechnie uważany w Ukrainie za bohatera. W latach 2021–2024 był Naczelnym Dowódcą SZU. Od 2024 roku jest ambasadorem Ukrainy w Wielkiej Brytanii.

Od miesięcy mówi się, że były wojskowy może porzucić placówkę i rozpocząć walkę o fotel prezydenta Ukrainy. Najnowsze sondaże, ze stycznia tego roku, dają mu niewielką przewagę nad Zełenskim (23 proc. poparcia wobec 20 proc. dla obecnego prezydenta). Póki co jednak ani Załużny nie złożył wyraźnej deklaracji, że zamierza wystartować w wyborach, ani nie widać szans, by wystąpiły warunki sprzyjające przeprowadzeniu głosowania – wciąż trwa wojna.

Opublikowany w środę wywiad dla agencji AP wyraźnie pokazuje, że Załużny może niebawem rozpocząć prekampanię. Formułuje w nim ciężkie oskarżenia pod adresem Wołodymyra Zełenskiego.

SBU wkroczyło do sztabu Załużnego. Przy brytyjskich oficerach

Załużny mówił AP, że napięcia pomiędzy nim a prezydentem pojawiły się wkrótce po ataku Rosji w lutym 2022 roku. Spierali się o to, jak najlepiej bronić kraju. Ich relacje osiągnęły punkt krytyczny kilka miesięcy później, we wrześniu, gdy Ukraina prowadziła skuteczną kontrofensywę w obwodzie charkowskim.

Załużny relacjonuje, że pewnego dnia odbył wyjątkowo nerwowe spotkanie z prezydentem. Zaraz po jego zakończeniu wrócił do swojego biura w Kijowie.

Kilka godzin później do jego gabinetu weszło kilkudziesięciu funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa Ukrainy – przeprowadzili przeszukanie. Według Załużnego w budynku przebywało wówczas kilkunastu brytyjskich oficerów.

Ludzie z SBU nie wyjaśnili, czego szukają. Jednak Załużny twierdzi, że nie dopuścił, by przejrzeli dokumenty czy komputery.

Zadzwonił do Jermaka. "Wiem, jak walczyć"

Całą sytuację uznał za wyraźny sygnał ostrzegawczy z kręgów Zełenskiego. W obecności funkcjonariuszy zadzwonił do Andrija Jermaka, ówczesnego szefa kancelarii prezydenta.

Powiedziałem Jermakowi, że odeprę ten atak, bo wiem, jak walczyć – relacjonuje.

Następnie generał skontaktował się z ówczesnym szefem SBU, Wasylem Malukiem. Ten miał go zapewnić, że nic nie wie o przeszukaniu i sprawdzi sprawę.

Pomylili adres klubu nocnego ze sztabem?

Później Załużny dowiedział się, że dwa dni przed incydentem SBU wystąpiła do sądu rejonowego w Kijowie o nakaz przeszukania pod tym samym adresem, co jego biuro – podobno w wyniku pomyłki. Tyle tylko, że według dokumentu sądowego służba chciała przeszukać klub nocny rzekomo prowadzony przez zorganizowaną grupę przestępczą.

AP sprawdziła informację Załużnego. Dwaj byli pracownicy klubu powiedzieli jednak agencji, że lokal był zamknięty jeszcze przed inwazją Rosji z lutego 2022 r.

Załużny twierdzi, że nakaz przeszukania był jedynie pretekstem i że służby nie mogły pomylić adresu klubu ze striptizem z centrum dowodzenia armią państwa w czasie wojny.

Mieli uderzyć jak jedna pięść. Co poszło nie tak z kontrofensywą?

Latem 2023 roku Ukraińcy rozpoczęli kontrofensywę. Jak wiadomo, zakończyła się ona krwawą klęską – żołnierze SZU nie zdołali przedrzeć się przez rosyjskie linie, ponosząc znaczne straty.

Załużny twierdzi, że opracowany przy wsparciu partnerów z NATO plan nie powiódł się, ponieważ Zełenski i rząd "nie dostarczyli mu odpowiednich zasobów".

Pierwotna koncepcja zakładała bowiem skoncentrowanie sił w "jedną pięść", by odbić częściowo okupowany obwód zaporoski, a następnie ruszyć na południe w kierunku Morza Azowskiego. Pozwoliłoby to Ukraińcom przeciąć lądowy korytarz zaopatrzeniowy łączący Rosję z anektowanym w 2014 r. Krymem. Powodzenie planu zależało od znacznych koncentracji sił i elementu zaskoczenia.

Zamiast tego, jak twierdzi generał, wojska konieczne do udanego uderzenia na jednym kierunku rozproszono po całym froncie. Słowa Załużnego potwierdzili dwaj zachodni urzędnicy zaangażowani w militarne wspieranie Ukrainy.

Załużny już jest politykiem. Zapewnia jedno, a robi drugie

Co ciekawe, po sformułowaniu tych oskarżeń Załużny podkreślił w rozmowie z AP, że unika rozmów o polityce, by nie pogłębiać podziałów w kraju.

– Dopóki trwa wojna albo obowiązuje stan wojenny, nie będę o tym mówił i nic w tym kierunku nie robię (by wystartować w wyborach – red.) – stwierdził.

W tym kontekście nie sposób jego słów odebrać inaczej niż jako element politycznego teatru, w którym generał zaczyna coraz odważniej grać.