Kiedy zacząłem pisać ten felieton, wybuchła wojna. Felieton to jednak gatunek czasu pokoju, żarty i finezja tracą użyteczność, kiedy na stolicę naszego sąsiada jadą czołgi - pisze Jan Wróbel.
Przeglądam doniesienia agencyjne z różnych państw Unii: w jednych czytam o „operacji wojsk Putina” i „aktywności wojskowej”, w drugich, jednak, o „wojnie”, „agresji”, „inwazji rosyjskiej na Ukrainę”. I wypowiedzi ważnych polityków: mówią o „inwazji”, „konflikcie” bądź „bardzo poważnym naruszeniu norm”, o problemie, który chcieliby rozwiązać magicznymi formatami dyplomatycznymi.
Słowa, jak wiadomo, same w sobie nie zmieniają losów świata, ale fakt, że nazywanie po imieniu ataku na Bogu ducha winne państwo sprawia tak wiele kłopotów, skłania do refleksji. Z jednej strony to nie świadczy źle o Europie, że z takim trudem postrzega ohydę postępowania Putina.
CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU DGP I NA E-DGP
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zobacz
|
