"Foreign Affairs": Wyzwolenie ukraińskich terenów ujawni problem. Jak wymierzyć sprawiedliwość kolaborantom?

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
30 października 2022, 09:22
Ukraina, zniszczony budynek
<p>Ukraina, zniszczony budynek</p>/Shutterstock
Odbicie ukraińskich terytoriów z rąk Rosji będzie dla Kijowa zarówno doskonałą wiadomością, jak i problemem. Prezydent Wołodymyr Zełenski ogłosił w październiku, że lojalni wobec Ukrainy mieszkańcy tych terenów nie mają się czego obawiać, jednak oddzielenie kolaborantów od pasywnych współuczestników i ofiar może być trudne do wykonania - ocenił Brian Milakovsky, specjalista ds. rozwoju ekonomicznego Ukrainy, który do stycznia 2022 r. mieszkał w Siewierodoniecku.

W swoim artykule dla „Foreign Affairs” Milakovsky podkreślił, że „istnieje spektrum współodpowiedzialności, od bezpośredniej zdrady po pasywne uczestnictwo”.

„Nasze podejście zawsze było i pozostaje jasne i sprawiedliwe: jeśli ktoś nie służył okupantom i nie zdradził Ukrainy, nie ma powodu, aby uznać taką osobę za kolaboranta” – zadeklarował w październiku prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski.

W ocenie Milakovsky’ego, ukraiński przywódca będzie musiał wziąć pod uwagę ustalenie równowagi między środkami karnymi i reintegracyjnymi w regionach takich jak Donbas, gdzie znaczna część administracji pozostała na swoich stanowiskach w czasie okupacji. Od czasu wycofania się z Kijowa i innych regionów północnej Ukrainy w marcu, Rosja skupiła się na okupacji południowego wschodu.

„Putin nazywa ten region – szeroką połać stepu i linii brzegowej, które carowie wyrwali z rąk osmańskich sułtanów w XVIII wieku – Noworosją. Pomimo faktu, że etniczni Ukraińcy zawsze stanowili tam większość, Putin ma obsesję na punkcie pomysłu, że jest to utracona rosyjska prowincja” – opisał Milakovsky.

Jak zaznaczył, tożsamość narodowa na południowym wschodzie jest bardzo złożona i jest to lekcja, jakiej Putin powinien był się nauczyć już w 2014 r.

W czasie pierwszych dni okupacji prorosyjscy mieszkańcy, pragnący wesprzeć wojska okupacyjne byli głównie emerytami, odczuwającymi nostalgię za Związkiem Sowieckim - zauważył specjalista. Jednak wraz z wprowadzeniem nowej normalności w postaci rządów Rosjan, bardziej zróżnicowana demograficznie prorosyjska ludność zaczęła pokazywać się na ulicach i placach, machając flagami z okazji Dnia Rosji i obklejając swoje samochody literą Z, rosyjskim symbolem inwazji.

Częstotliwość występowania tych, którzy witali rosyjską okupację z otwartymi ramionami różni się w zależności od okupowanego terytorium na południowym wschodzie w sposób, który ogólnie odzwierciedla różnice, jakie powstały w 2014 r. – zaznaczył Milakovsky.

„Sympatia dla Rosji jest największa w odległych wioskach i przygnębiających górniczych miasteczkach, gdzie optymizm ekonomiczny jest rzadkością” – ocenił autor.

„Lokalni mieszkańcy, którzy popierali Rosję, uciekli z obwodu charkowskiego i Donbasu w następstwie ukraińskiej kontrofensywy militarnej, zatykając przejścia graniczne do Rosji. W tej emigracji wzięła udział zdradziecka elita biurokratyczna, jeżdżąca drogimi importowanymi autami, jak i ludzie upchani w pojazdach typu sowieckiego vintage, co sugeruje, że sympatycy Rosji posiadający skromne dochody także uciekali. Niektórzy wyjaśniali zachodnim dziennikarzom, że obawiali się represji i martwili o swoich kolaboracyjnych kolegów w obwodzie chersońskim” – napisał Milakovsky.

Jego zdaniem, nie są to bezpodstawne obawy. Wielu Ukraińców domaga się, aby ci, którzy kolaborowali z Rosjanami zostali ukarani. Prawo, jakie przyjął ukraiński parlament w marcu uznaje za przestępstwo współpracę z państwem agresorem. Jedyne kategorie zawodów, jakie z niego wyłączono to lekarze, pracownicy służb ratunkowych i pracownicy komunalni. Inni pracownicy państwowi, którzy pozostali na stanowiskach, mogą zostać osądzeni. Dotyczy to na przykład nauczycieli i pracowników socjalnych.

Działaczka na rzecz pokoju Almut Rochowanski, która od 2014 r. pracuje z aktywistkami na Ukrainie, przekazała, że niektórzy nauczyciele i pracownicy socjalni dalej wykonują swoją pracę, ponieważ boją się, że nikt inny nie mógłby służyć ofiarom przemocy domowej i gwałtów, dwóch zbrodni, które dominują w strefie wojny. Ukraińskie aktywistki opowiadają się jednocześnie za karaniem lokalnych urzędników, którzy kolaborowali z rosyjskimi okupantami.

„Identyfikacja i karanie kolaborantów przez ukraiński rząd muszą zostać dokonane w sposób przejrzysty i odpowiedzialny, aby nie stały się kolejnym źródłem traumy dla przytłoczonej wojną ludności. Ukraina powinna unikać nagłych zbiorowych kar wobec całej kategorii rzekomych kolaborantów, przyznając im prawo do odwołania i biorąc pod uwagę wyjątkowe okoliczności. Sprawiedliwie zarządzany, taki proces może wzmocnić odpowiedzialność, uczciwość i rządy prawa w regionach wychodzących z nihilistycznej, rosyjskiej okupacji” – podsumował Milakovsky.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj