Sekretarz generalny Komisji Europejskiej i bliski współpracownik szefa KE Jean-Claude’a Junckera, Niemiec Martin Selmayr, obejmie nowe stanowisko w unijnej egzekutywie - od 1 listopada będzie szefem przedstawicielstwa KE w stolicy Austrii.

Poinformowała o tym w środę KE.

Niemiec zrobił błyskotliwą karierę za kadencji Junckera i był uważany za najbardziej wpływową osobę w kierowanej przez niego Komisji. Liczne kontrowersje wzbudził jednak jego awans w niejasnych okolicznościach ze stanowiska szefa gabinetu Junckera na sekretarza generalnego KE.

Reklama

To jedno z najważniejszych stanowisk w Komisji - sekretarz generalny ma pod sobą ponad 30 tys. urzędników i kieruje ich działaniami. W Brukseli wskazywano wówczas stosunkowo niewielkie doświadczenie Niemca w unijnym aparacie urzędniczym oraz przypominano, że zazwyczaj najwyższe stanowiska w KE zajmują osoby z bardzo dużym stażem i doświadczeniem.

Według nieoficjalnych informacji Selmayr był rozmówcą przedstawicieli polskich władz (m.in. wicemarszałka Senatu Adama Bielana) w sprawach dotyczących praworządności. Kontaktowali się z nim również wysokiej rangą dyplomaci w Brukseli, jednak porozumienie, które miało zakończyć spór KE z Polską w sprawie praworządności, nigdy nie zostało zrealizowane.

Kilka miesięcy po wyborze Selmayra unijna rzeczniczka praw obywatelskich Emily O'Reilly oceniła, że jego awans mógł odbyć się z naruszeniem prawa i podważył zaufanie do unijnych instytucji.

Wybór Selmayra został też skrytykowany przez Parlament Europejski. W przyjętej w grudniu 2018 r. rezolucji europosłowie wskazali, że przy jego wyborze na stanowisko KE złamała zasady przejrzystości, etyki i praworządności. Tuż po przyjęciu rezolucji Komisja oświadczyła, że nie zgadza się z jej treścią.

48-letni Selmayr pracuje w Komisji od 2004 r. Początkowo pełnił funkcję rzecznika prasowego KE ds. społeczeństwa informacyjnego i mediów, następnie, do 2014 r., był szefem gabinetu komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding. W 2014 r. kierował kampanią Junckera jako głównego kandydata na przewodniczącego KE z ramienia Europejskiej Partii Ludowej.

Niemiec ma opinię niezwykle skutecznego i bezkompromisowego urzędnika, uważany jest za szarą eminencję KE, bez którego zgody i wiedzy nie może zapaść w Komisji żadna ważna decyzja. W ostatnich latach media brukselskie krytykowały jego "nazbyt stanowcze" metody zarządzania, a także jego wpływy, które zdaniem wielu komentatorów znacznie wykraczają poza zakres pełnionej oficjalnie funkcji.

>>> Polecamy: Niemieckie media zaniepokojone zwycięstwem Borisa Johnsona. Przeczytaj więcej o "angielskim Trumpie" >>>