"Mieliśmy bardzo intensywną dyskusję i mam wrażenie, że wszystkie delegacje są świadome, iż znajdujemy się w historycznym momencie, że stawką jest duże porozumienie i wiarygodność UE, to, czy uda jej się wykazać solidarność oraz wyjść z obecnego kryzysu" - powiedział Roth na konferencji prasowej online, łącząc się z Berlina.

Ministrowie ds. europejskich, którzy przygotowywali rozpoczynający się w piątek szczyt UE, zgodzili się, że porozumienie ws. budżetu i funduszu odbudowy jest potrzebne szybko. "Potrzebujemy kompromisu i powinien on być osiągnięty w trakcie nadchodzącego weekendu" - oświadczył Roth.

Jak zaznaczył, wprawdzie nie jest człowiekiem, który przyjmuje zakłady, ale jest optymistą, że "27" ma szansę wypracować przełom ws. kształtu unijnej kasy na szczycie. Z jego wypowiedzi wynika, że Berlin jest gotowy - i chce do tego przekonywać inne stolice - porzucić najbardziej niepopularne rozwiązania, aby mieć porozumienie.

"Teraz nie jest czas, by dyskutować o czerwonych liniach, ale raczej na to, żebyśmy wszyscy wykazali samokrytycyzm i zapytali samych siebie, czy możemy przesunąć się w kierunku innych" - mówił.

Z jego relacji wynika, że w Radzie ds. Ogólnych jest jasna chęć do tego, by w wieloletnich ramach finansowych była warunkowość, czyli połączenie dostępu do funduszy z praworządnością. "Jest determinacja, żeby wzmocnić praworządność w UE, w tym również w kontekście wieloletnich ram finansowych" - oświadczył.

Reklama

Nie odpowiedział przy tym na pytanie, czy dla Berlina kwestia ta jest jedną z czerwonych linii, z których jego kraj byłby w stanie zrezygnować. Z nieoficjalnych informacji ze źródeł dyplomatycznych wynika, że co najmniej dwie delegacje chcą odrzucenia tego mechanizmu.

"Nie wypowiadam się w imieniu rządu federalnego, a reprezentuję Radę i mówię jako kierujący Radą ds. Ogólnych. Nie trzeba przypominać, że dla niemieckiej prezydencji wzmocnienie praworządności jest czymś szczególnie istotnym (...). Mamy wsparcie zdecydowanej większości naszych partnerów w UE. To nie jest coś, co musi być poświęcone (w negocjacjach - PAP)" - zapewniał Roth.

Unijny komisarz ds. budżetu Johannes Hahn oświadczył, że KE wolałaby, aby mechanizm praworządność był mocniejszy i wyglądał tak jak zaproponowano to w 2018 r.

Zgodnie z wersją przedstawioną przez przewodniczącego Rady Europejskiej Charles'a Michela stroną inicjującą i nadzorującą przebieg procedury stosowanej w razie zagrożenia dla praworządności będzie Komisja Europejska, jednak o ostatecznym zastosowaniu środków dyscyplinujących będą decydowały państwa członkowskie.

Jest ona łagodniejsza, niż zaproponowana wcześniej przez Komisję Europejską, bo przewiduje, że do decyzji o ewentualnych sankcjach potrzebne będzie zebranie większości kwalifikowanej państw członkowskich. Komisja proponowała wcześniej, że będzie to tzw. odwrócona większość kwalifikowana, co oznaczałoby konieczność znalezienie odpowiedniej liczby państw, nie żeby przyjąć decyzję, ale żeby ją odrzucić. Za takim, ostrzejszym podejściem są też eurodeputowani większości frakcji.

"Liczę na Parlament Europejski w negocjacjach" - oświadczył na konferencji prasowej w Brukseli Hahn.

Punktem, co do którego panowała względna zgoda na spotkaniu ministrów, była strona dochodowa budżetu. Z relacji Rotha wynika, że wśród krajów UE jest otwartość na wprowadzenie nowych zasobów własnych dla budżetu. "Ale nie powinniśmy mieć złudzeń, poza tym jest wiele rozbieżności, które będą musiały zostać rozwiązane w ciągu nadchodzących godzin i dni" - przyznał.

Jako na główny obszar sporu wskazał wielkość funduszu odbudowy. Szef Rady Europejskiej podtrzymał propozycję KE, by wynosił on 750 mld euro, z czego 500 mld miałyby stanowić granty, a 250 mld euro pożyczki. Roth zaznaczył, że niektóre kraje cały czas naciskają, by pomoc w większym stopniu składała się z pożyczek, a nie subsydiów.