Bezpieczeństwo to podstawa odbudowy wenezuelskiej petropotęgi

Choć Trump nie wykluczył całkowicie wysłania wojsk USA do Wenezueli, to jego współpracownicy podkreślają, że jest on niechętny, by pozostały one na miejscu dłużej. To ogranicza pole działania Waszyngtonu.

Trump i jego świta zabiegają bowiem o zaangażowanie największych amerykańskich koncernów naftowych w wyciągnięcie z kryzysu sektora naftowego Wenezueli. Muszą przekonać je, że są w stanie zapewnić im bezpieczeństwo nie tylko na kilka miesięcy, lecz na lata. Bez tego inwestycje w kraju, będącym w stanie zawieszonej transformacji politycznej, nie ruszą.

Tymczasem przywrócenie wydobycia ropy na wielką skalę ma kluczowe znaczenie dla trumpowskiej wizji porządków w Wenezueli bez Maduro (tym bardziej, że ten kraj posiada największe rezerwy ropy na świecie). Jednak jej realizacja nie nastąpi bez jasnej strategii zabezpieczenia infrastruktury naftowej przez działaniem karteli – które już zaczęły się panoszyć – i innych wrogich USA sił.

"Psy wojny" węszą zarobek. W grze są miliardy dolarów

Dwa źródła stacji CNN, zaznajomione ze sprawą, twierdzą, że rozmowy na temat zabezpieczenia tych obiektów są wciąż na wczesnym etapie. Jednocześnie, jak relacjonuje osoba znająca kulisy negocjacji, kilka prywatnych firm najemniczych już teraz rywalizuje o zdobycie kontraktów w Wenezueli.

A jest o co walczyć. Podczas interwencji w Iraku Stany Zjednoczone wydały około 138 mld dolarów na prywatne firmy wojskowe zajmujące się ochroną oraz zabezpieczaniem logistyki i odbudowy kraju.

W ubiegłym tygodniu Pentagon rozesłał zapytanie ofertowe do amerykańskich firm najemniczych z prośbą o ocenę możliwości ich zaangażowania w Wenezueli. Równolegle te podmioty zaczęły kontaktować się z biurem Departamentu Stanu odpowiedzialnym za zagraniczne inwestycje budowlane, deklarując gotowość do zapewnienia ochrony w momencie ponownego otwarcia ambasady USA w Caracas.

Departament Obrony odmówił CNN komentarza w tej sprawie.

Kto dostanie rządowe kontrakty? Są pierwsi faworyci

Według rozmówców CNN nie jest jeszcze jasne, które firmy ostatecznie otrzymają kontrakty, ale jest już kilku faworytów. Jednym z nich jest Grey Bull Rescue Foundation, organizacja skupiająca byłych żołnierzy amerykańskich sił specjalnych. Zrobiło się o niej głośno, gdy w ubiegłym roku pomogła Marii Corinie Machado – liderce wenezuelskiej opozycji i laureatce Pokojowej Nagrody Nobla – w potajemnej ucieczce z Wenezueli.

Bryan Stern, założyciel Grey Bull, przyznał CNN, że jego ludzie działają w regionie od miesięcy, a jego rozmowy na temat większego zaangażowania w Wenezueli trwają.

Poza tym zaangażowany może zostać Erik Prince, założyciel słynnej firmy Blackwater (obecnie Constellis), która ochraniała obiekty i logistykę podczas interwencji w Iraku. Zrobiło się o niej głośno, gdy w 2007 r. jej pracownicy zabili w toku strzelaniny cywilów.

Dziś Prince znajduje się w kręgu bliskich sympatyków administracji Trumpa. Ale czy jego kontrakt jest już pewny? Nie wiadomo.

Giganci nie chcą inwestować w Wenezueli. Waszyngton wciąż nie ma planu

Od czasu zatrzymania Maduro administracja Trumpa napotyka opór ze strony największych koncernów naftowych, sceptycznych wobec ponownego zaangażowania w Wenezueli.

Podczas spotkania w ubiegłym tygodniu prezes koncernu ExxonMobil Darren Woods powiedział wprost Trumpowi, że w obecnej sytuacji "nie da się inwestować" w tym kraju. Po tej wypowiedzi prezydent miał stwierdzić, że jest teraz „skłonny” w ogóle wykluczyć Exxon z planów dotyczących Wenezueli.

Analitycy przewidują, że globalni giganci naftowi będą działać bardzo ostrożnie. Czekają aż Waszyngton przedstawi im wiarygodny plan zapewnienia bezpieczeństwa w Wenezueli. Obecnie, mimo upadku Maduro, u władzy nadal pozostają przedstawiciele jego reżimu.