"Nie da się ukryć, że są w administracji Bidena środowiska i ludzie, którzy byliby skłonni przystać na propozycję Putina, by zawrzeć z nim układ i naciskać na Ukrainę, by spełniła żądania Kremla. Na szczęście jest to opinia mniejszości i coraz mniej popularna" - powiedział ekspert w rozmowie z PAP, powołując się na swoje rozmowy z przedstawicielami administracji.

"Do tej pory mantrą zespołu Bidena było, że chcą stabilnych i przewidywalnych relacji. Ja mówię im: to dobrze, kto by tego nie chiał! Ale tu liczy się, czego chce Rosja, która nie jest tym zainteresowana. Jeśli zgodzicie się na deal z Putinem, to nie zamknie tematu, bo zawsze będą kolejne prowokacje" - mówł Fried.

Reklama

Weteran amerykańskiej dyplomacji zwrócił uwagę na konsekwentne ostrzeżenia ze strony Waszyngtonu o tym, że Rosja poniesie dotkliwe koszty, jeśli zdecyduje się na kolejną ofensywę. Podkreślił też słowa szefa dyplomacji USA Antony'ego Blinkena podczas spotkania szefów dyplomacji OBWE w Sztokholmie na temat porozumień mińskich. Blinken zwrócił uwagę, że Ukraina spełniła część zobowiązań wynikających z Mińska, podczas gdy Rosja nie wypełniła ani jednego, wobec czego nie można oczekiwać od Kijowa dodatkowych ustępstw.

"Po wszystkich tych słowach administracji byłoby niezwykle trudno wycofać się i nagle przystać na to, czego chce Putin" - ocenił ekspert Atlantic Council. Dodał, że Waszyngton jest gotowy do podjęcia dotkliwych dla Rosji sankcji.

Fried zwrócił też uwagę na to, że Biały Dom wysłał jasny sygnał Rosji posyłając do Moskwy z ostrzeżeniem dyrektora CIA Billa Burnsa. Burns, który należy do "gołębii" w administracji, miał w Moskwie przekazać stanowcze stanowisko Białego Domu. Jak dodał, choć prawdopodobne jest spotkanie Putina z Bidenem w najbliższych dniach, nie należy spodziewać się przełomu.

"Pamiętajmy, że podczas spotkania w Genewie w czerwcu Biden powiedział, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy okaże się, czy bardziej stabilne stosunki z Rosją są możliwe. Więc jest to dobry czas na kolejną rozmowę" - powiedział.

Według eksperta, nikt tak naprawdę nie wie, jakie intencje stoją za koncentracją rosyjskich wojsk przy granicy z Ukrainą. Spekuluje, że w grę wchodzą trzy scenariusze.

"Pierwszy to ten, że Rosja wykonuje te groźne ruchy, by wymusić wielki deal z USA. Drugi, to że planuje wielką ofensywę i zajęcie dużej części terytorium. I zapewne pokonałaby Ukrainę, ale przecież Ukraina będzie się bronić. To by znaczyło kilkadziesiąt tysięcy ofiar po stronie rosyjskiej" - ocenia Fried. "Dlatego bardziej prawdopodobna jest ograniczona ofensywa, zajęcie kilku miejscowości i ogłoszenie +wielkiego zwycięstwa+" - dodał.

Jednocześnie Fried krytycznie skomentował działania Waszyngtonu i Berlina dotyczące Nord Stream 2. Jak podkreślił, dotychczasowe działania niemieckich dyplomatów, którzy lobbują w Kongresie przeciwko nakładaniu nowych sankcji na projekt stawiają USA i rządzących Demokratów w jeszcze gorszej pozycji. Wskazał tu na tzw. "non paper" niemieckiej ambasady rozsyłany do kongresmenów, w którym Berlin zapowiadał, jakie kroki mógłby podjąć przeciwko Rosji w razie jej wrogich działań wobec Ukrainy.

"To, co tam się znalazło, było jeszcze bardziej rozwodnioną wersję postanowień zawartych we wspólnym oświadczeniu USA i Niemiec z lipca. Tam wyraźnie była mowa o sankcjach w przypadku szantażu energetycznego. Niemcy muszą zrozumieć, że Waszyngton poświęcił na ich rzecz dużo kapitału politycznego" - powiedział Fried. "Gdyby Niemcy naprawdę chcieli przekonać do zostawienia NS2 w spokoju, powinni zaproponować konkretne działania w obronie Ukrainy. W przeciwnym wypadku trudno komukolwiek w Waszyngtonie bronić decyzji o odejściu od sankcji" - dodał.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)