Podczas czwartkowego wystąpienia dla prasy Garland po raz pierwszy oficjalnie potwierdził, że w poniedziałek doszło do przeszukania posiadłości byłego prezydenta w Mar-a-Lago. Powiedział też, że ze względu na wcześniejsze ujawnienie tej informacji przez samego Trumpa oraz "znaczący interes publiczny" zwrócił się do sądu federalnego Południowego Dystryktu Florydy o ujawnienie wystawionego przez sąd nakazu rewizji wraz z protokołem zabranych z posiadłości przedmiotów.

"Wierne stosowanie się do praworządności jest fundamentalną zasadą ministerstwa sprawiedliwości i naszej demokracji. Podtrzymywanie praworządności oznacza stosowanie prawa równo, bez strachu i faworyzowania. Dokładnie tym zajmuje się ministerstwo pod moją pieczą" - powiedział Garland.

Reklama

Szef resortu podał, że osobiście zatwierdził wniosek o przeprowadzenie rewizji i że "nie podjął tej decyzji lekką ręką".

"Tam, gdzie to możliwe, standardową praktyką jest staranie się, by używać mniej intruzywnych środków" - dodał.

Odniósł się też do krytyki ze strony byłego prezydenta i jego zwolenników oraz do zarzutów dotyczących uczciwości FBI i organów ścigania.

"Nie będę milczał, kiedy ich uczciwość jest niesprawiedliwie atakowana. Przedstawiciele FBI i ministerstwa sprawiedliwości są oddanymi, patriotycznymi funkcjonariuszami państwowymi" - powiedział Garland. Wcześniej Trump i jego zwolennicy sugerowali, że podczas rewizji w Mar-a-Lago funkcjonariusze FBI mogli podłożyć fałszywe dowody.

Jak powiedział w telewizji CNN ekspert prawny Elie Honig, zwrócenie się do sądu o ujawnienie nakazu jest prawdopodobnie odpowiedzią na krytykę Trumpa, który mógł sam ujawnić dokumenty, lecz dotąd tego nie zrobił. Prawnicy byłego prezydenta mogą też sprzeciwić się ujawnieniu nakazu i protokołów przez sąd.

Według doniesień mediów i współpracowników Trumpa poniedziałkowa rewizja dotyczyła niejawnych dokumentów, które były prezydent miał ze sobą zabrać po opuszczeniu Białego Domu. Trump już w styczniu oddał 15 pudełek dokumentów - w tym opatrzonych klauzulą "ściśle tajne" lub wyższą - zaś w czerwcu dodatkowe dokumenty zabrali na podstawie nakazu śledczy. Mimo to śledczy podejrzewali, że przetrzymywał on wrażliwe dokumenty mające znaczenie dla bezpieczeństwa narodowego.

Z Waszyngtonu Oskar Górzyński (PAP)