W pierwszych dziesięciu miesiącach tego roku przeciętne wynagrodzenie brutto w przedsiębiorstwach przemysłowych wyniosło 4267 zł – wynika z danych GUS. Jednak poziom płac był mocno zróżnicowany – w 12 województwach pensje były niższe od średniej krajowej. Niespełna 3,6 tys. zł wyniosła statystyczna płaca w woj. warmińsko-mazurskim. Z kolei niemal 4,9 tys. zł w woj. mazowieckim.

Niemniej dystans, jaki dzieli zarobki w najbiedniejszych regionach do przeciętnych wynagrodzeń w kraju, zmniejsza się. To dlatego, że od stycznia do końca października wzrost płac w województwach najsłabiej rozwiniętych należał do najwyższych.

I tak w woj. lubelskim i warmińsko-mazurskim średnie wynagrodzenie wzrosło o 4,9 proc. w porównaniu z takim samym okresem ubiegłego roku, a w woj. podkarpackim i podlaskim o 4,7 proc., podczas gdy przeciętna pensja w krajowym przemyśle urosła o 3,4 proc.

Przyspieszenie wzrostu wynagrodzeń w najsłabszych gospodarczo województwach to przede wszystkim wynik stosunkowo dobrej koniunktury. A ta ostatnio sprzyjała rozwojowi produkcji nawet na terenach odstających pod względem rozwoju od reszty kraju, gdzie PKB liczony na mieszkańca jest o blisko 30 proc. niższy od przeciętnego dla całego kraju.

– Przedsiębiorcy muszą podnosić płace w najsłabszych województwach. Są one tam wciąż niskie i pracodawcy obawiają się, że gdy nie zwiększą wynagrodzeń, to stracą ludzi. Część z nich może wyjechać do innych regionów, gdzie zarobki są wyższe, reszta pewnie wyemigruje za granicę – twierdzi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP.

Dysproporcje maleją, ale nadal są bardzo duże. Przeciętne wynagrodzenie w woj. warmińsko- mazurskim jest o 16,2 proc. niższe od średniej krajowej (przed rokiem 17,4 proc.), w woj. podlaskim o 15 proc. (16,1 proc.), podkarpackim 13,1 proc. (14,2 proc.). ⒸⓅ