Kolekcja Fundacji Czartoryskich. Finalizacja zakupu to początek

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 stycznia 2017, 06:00
Dama z gronostajem
Dama z gronostajem/PAP
Czy kupując dzieła zgromadzone w Fundacji Książąt Czartoryskich za ułamek ich wartości, Skarb Państwa zrobił dobry interes? Nie wiadomo, bo tak naprawdę nikt nie wie, ile dokładnie warta jest kolekcja, która za 100 mln euro przeszła w rządowe ręce.

Ministerstwo Kultury przyznaje, że przed zakupem nie została przeprowadzona żadna, nawet szacunkowa wycena. Jak wynika z informacji resortu przekazanych DGP, przy transakcji opierano się na dotychczasowych szacunkach Muzeum Narodowego w Krakowie, według których kolekcja jest warta od 2,5 mld do 3 mld zł.

Szacunki tej instytucji pochodzą jednak z połowy lat 90., a w dodatku są bardzo niedokładne. – Wyceniając starodruki z XVI w., przyjęto, że każdy wart jest 800 zł, niezależnie od stanu czy wartości dzieła. A dość wspomnieć, że jest wśród nich np. pierwodruk „De revolutionibus” Mikołaja Kopernika z biblioteki Króla Zygmunta Augusta – mówi prof. Marian Wołkowski-Wolski, były prezes zarządu Fundacji xx. Czartoryskich. – Nie ma więc wątpliwości, że – dodaje. I przekonuje, że wykupując kolekcję z rąk fundacji, państwo zrobiło fatalny interes.

– Pieniądze wydano bezcelowo, w sposób całkowicie nieuzasadniony – uważa prof. Wolski. – Po pierwsze, zbiory znajdowały się w depozycie Muzeum Narodowego w Krakowie, czyli w instytucji bezpośrednio podległej ministrowi kultury. Po drugie, były pod opieką kustoszy i konserwatorów, więc są w znakomitym stanie. Po trzecie, polskie prawo i tak uniemożliwiało zbycie tej kolekcji czy wywiezienie najmniejszego jej elementu bez zgody stosownych władz – argumentuje były prezes fundacji. W jego ocenie te 100 mln euro można było dużo lepiej spożytkować, gdyby przeznaczono je na powiększenie zbiorów publicznych o nowe dzieła zakupione na zagranicznych aukcjach.

Innego zdania jest dr Wojciech Szafrański z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. – To najlepiej wydane publiczne pieniądze w historii. Jestem pewien, że gdyby każdy z poprzednich rządów miał okazję wykupić kolekcję Czartoryskich za ułamek jej wartości, postąpiłby dokładnie tak samo – uważa prawnik. Zwraca jednocześnie uwagę, że państwo i tak ponosiło koszty jej utrzymania. – Tak samo, jak korzyści z jej udostępniania – ripostuje prof. Wolski. Podkreśla on, że fundacja nie pobierała pieniędzy z tytułu biletów, wypożyczeń krajowych czy umów licencyjnych. Wszystko i tak trafiało do państwa. – Jedyne przychody fundacji pochodziły z umów zagranicznych. Fundacja pobierała opłaty w wysokości 1 proc. wartości ubezpieczenia, z czego 10 proc. szło na Muzeum Narodowe w Krakowie – dodaje.

O tym, że zakup kolekcji był bardzo dobrym ruchem, jest przekonany z kolei prof. Kamil Zeidler z Uniwersytetu Gdańskiego, który zauważa, że przepisy antywywozowe, przynajmniej w odniesieniu do części kolekcji, można było ominąć. – Ponadto przejście własności zbiorów na własność Skarbu Państwa daje gwarancję, że zawsze będą one publicznie dostępne. Nie będzie to uzależnione od dobrej woli fundacji – argumentuje prof. Zeidler.

>>> Polecamy: Więcej mieszkań pod wynajem i wzrost cen. Oto prognozy dla rynku mieszkaniowego

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj