Nominowanie Boltona, "największego jastrzębia wśród jastrzębi, (...) świadczy o bardzo niepokojącej fazie rozwoju prezydentury Trumpa" - czytamy w komentarzu redakcyjnym.

"FT" podkreśla, że awans wrogo nastawionego do Iranu Boltona sprawia, że "ryzyko kolejnej wojny na Bliskim Wschodzie jest bardzo realne". "Równie duże jest zagrożenie konfrontacją między USA a Chinami" - czytamy.

W tym kontekście brytyjski dziennik zauważa, że Bolton opowiadał się również za "prewencyjnym uderzeniem na (północnokoreański - PAP) reżim Kim Dzong Una". Podkreślono jednak, że trudno ocenić, jak na taki krok odpowiedziałyby Chiny. Ponadto "Bolton nie jest zwolennikiem 'polityki jednych Chin', będącej podstawą amerykańsko-chińskich relacji" - czytamy.

"Prezydent Stanów Zjednoczonych ma teraz zespół, który popiera jego najbardziej wojownicze instynkty. Jedynym umiarkowanym głosem (w jego administracji - PAP) został minister obrony Jim Mattis" - ocenia "FT" i podkreśla, że "Trump stopniowo czyści rząd z osób, które wierzą w sojusze".

"Najbardziej niepokojące jest to - czytamy w komentarzu - że teraz Trump nie będzie już słyszał opinii przeciwnych" poglądom nowych doradców. "Mimo wszystkich swoich wad ustępujący doradca ds. bezpieczeństwa Herbert Raymond McMaster pełnił funkcję pośrednika między członkami administracji o odmiennych poglądach. Oznaczało to, że mówiono Trumpowi rzeczy, których nie chciał słyszeć. Również odchodzący sekretarz stanu Rex Tillerson usiłował wnieść głos równoważący niektóre z najbardziej jastrzębich instynktów Trumpa, szczególnie w sprawie Iranu".

Ale zdaniem "FT" ani Bolton, ani Pompeo nie wierzą, że potrzebna jest funkcja pośrednika. Nowy doradca ds. bezpieczeństwa, którego opinie były równoważone, gdy wchodził w skład administracji prezydenta George'a W. Busha, "teraz będzie miał kluczową rolę" - ocenia gazeta. "Nikt w Białym Domu Trumpa nie ma obecnie takich urzędniczych umiejętności" jak on - czytamy.

Jednocześnie brytyjski dziennik przypomina, że obecny doradca prezydenta USA ds. ekonomicznych Larry Kudlow popiera podpisane w ubiegłym tygodniu przez Trumpa memorandum, które uruchomi sankcje handlowe wobec Chin, obejmujące cła odwetowe i ograniczenie inwestycji. "FT" w tym kontekście podkreśla, że Kudlow zastąpił Gary'ego Cohna, który sprzeciwiał się jednostronnemu protekcjonizmowi.

"FT" ocenia, że choć na razie jest "za wcześnie, by przewidywać upadek liberalnego porządku świata", to "Stanami Zjednoczonymi kierują obecnie ludzie, którzy gardzą zasadami regulującymi ten ład". Administracja Trumpa może "ten stworzony przez USA porządek zniszczyć" - czytamy.

"Siła Ameryki zawsze była potęgowana siłą jej sojuszy. Jasne jest, że dyplomacja nie jest grą, w której wyłania się tylko jednego zwycięzcę. A termin 'każdy zwycięża' można stosować zarówno w światowym handlu, jak i przy pokojowym rozwiązywaniu konfliktów" - konkluduje "Financial Times".

>>> Polecamy: Chiny mogą być zachwycone polityką Trumpa. Wojna handlowa jest na rękę Państwu Środka [OPINIA]