Kobosko: Odszedł Magnat

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
2 listopada 2009, 14:50
Michał Kobosko
Michał Kobosko/Forsal.pl
Miarą człowieka są u nas nie tylko jego osiągnięcia i to, co po sobie zostawi, ale też siła kierowanej przeciw niemu krytyki, często brutalnej i bezpodstawnej, biorącej się z zawiści i frustracji. Jan Wejchert był jedną z najważniejszych i najbarwniejszych postaci polskiego dwudziestolecia. Jego życie pokazuje jak w soczewce poplątane polskie drogi. Jak wtedy, gdy zakładał firmę polonijną, prowadząc działalność z założenia na granicy PRL-owskiego prawa. Czy wtedy, gdy liderzy IV RP wielkim nakładem sił starali się wykazać nieprawe źródła sukcesów ITI. Wejchert wzbudzał kontrowersje, bo prawie wszystko, czego się tknął, zamieniał w złoto.

Był jednym z najzamożniejszych Polaków – a to samo w sobie jest przecież niegodne i niesprawiedliwe. Ale nie obnosił się z bogactwem, cały wysiłek i nadwyrężone zdrowie wkładał w kolejne projekty, nowe przedsięwzięcia. Gnało go ku nowemu, a im trudniejsze było wyzwanie, tym większą sprawiało mu frajdę. Robił nie tylko to, co miało przynieść zysk, ale też realnie i po cichu pomagał wielu ludziom. Miał swoją wielką pasję – grę w golfa, i potrafił godzinami opowiadać o projekcie życia – własnym polu golfowym, które powstaje pod Warszawą.

Stworzył, wspólnie z partnerami, największą grupę medialną w tej części Europy. Zarzucali mu koneksje, znajomości, układy z jednymi politykami przeciw drugim – a on punkt po punkcie budował telewizję, którą oglądają miliony, a w której z własnej nieprzymuszonej woli pracują setki najlepszych fachowców. Trafnie obstawił, że przyszłość leży w mediach elektronicznych, internecie, telewizji cyfrowej, ale gdy było trzeba, uratował bankrutującą legendę wolnej prasy Tygodnik Powszechny. Przekonany przez Mariusza Waltera zainwestował w Legię Warszawa, co okazało się najtrudniejszą i najbardziej frustrującą inwestycją z możliwych. Dziś mieszkańcy Warszawy obserwują, jak na Legii w błyskawicznym tempie miasto buduje jeden z najnowocześniejszych stadionów klubowych Europy. Powinien kiedyś nosić imię Wejcherta, bo bez niego tego obiektu by nie było.

Więcej: "Odszedł Magnat".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: media
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj