Takie wyliczenia sporządził Andrew Sheng, były prezes komisji ds. giełd i papierów wartościowych w Hongkongu, które obecnie jest doradcą regulatora chińskich banków. Przyjmuje on bowiem, że roczne obroty na rynkach kapitałowych i walutowych sięgają około 900 bilionów dolarów, a na instrumenty pochodne przypada dodatkowo 625 bln dolarów. 

Sheng porównuje opodatkowanie transakcji finansowych do podatku od gier hazardowych, negatywnych ze społecznego punktu widzenia. Handel, który stwarza wielkie ryzyko dla sytemu finansowego, z niewielkimi korzyściami dla gospodarki, musi być opodatkowane, a to dlatego, ze taki podatek zwiększy zwiekszy koszty złożonych produktów finansowych, jak CDO-sy, których istotą są wielopoziomowe transkacji, przynoszące w efekcie minimalne zyski – argumentuje Sheng.

Opinia byłego regulatora rynku kapitałowego w Hongkongu wpisuje się w coraz bardziej powszechną debatę „opodatkowania Wall Street”, która zyskuje spore poparcie, zwłaszcza wśród polityków. 

Ideę takiego podatku rzucił po raz pierwszy amerykański ekonomista John Maynard Keynes w samym środku Wielkiego Kryzysu z lat 1930, a powtórzył ją w latach 1970. James Tobin, widząc w tym receptę na powstrzymanie spekulacji na rynkach walutowych. Koncepcja ta nigdy nie została wcielona w życie, ale obecnie przezywa swoja drugą młodość.

Grodon Brown, premier Wielkiej Brytanii powiedział na początku listopada, że podatek od transakcji mógłby zrekompensować miliardy dolarów, jakie podatnicy na całym świecie wyłożyli na ratowanie banków. Poparcie dla pomysłu zgłosili przedstawiciele Francji, Niemiec i Austrii. Ale sekretarz skarbu USA Timothy Geithner odpowiedział w dzień później Brownowi, że podatek nie jest czymś, co USA mogłyby poprzeć. Natomiast Nancy Pelosi, speaker Izby Reprezentantów USA stwierdziła, że idea ta ma „istotne poparcie” w®ód kongresmanów Partii Demokratycznej. 

Jest jednak wielu twardych oponentów. Allan Meltzer, profesor ekonomii politycznej w Carnegie Mellon Univeristy w Pittsburgu powiedział, że taki podatek wyrządziłby jedynie szkodę dla rynków. Traderzy, którzy zajmują się dostarczaniem płynności, zostaliby z tych rynków wypchnięci.

Kwestię podatku od transakcji wydobył na Wyspach na światło dzienne Adair Turner, prezes brytyjskiego regulatora usług finansowych Financial Services Authority. Podczas wystąpienia z udziałem bankierów pod koniec września powiedział im, że powinni bardziej koncentrować się na usługach społecznie pożytecznych, a mniej na spekulacji, zyskach i wygórowanych listach płac. Za koncepcją Turnera opowiada się 53 proc. Brytyjczyków.

Zyskała ona również wsparcie ze strony Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który początkowo był sceptyczny. Jego szef Dominique Strauss-Kahn oświadczył, że fundusz zbada możliwości ograniczenia finansowych ekscesów.