Światu brakuje japońskich produktów

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
2 kwietnia 2011, 17:34
Realnej gospodarki nie da się błyskawicznie przenieść z miejsca na miejsce jak pieniędzy na giełdzie.

Rynki finansowe szybko dochodzą do siebie po kataklizmie w Japonii. Nic dziwnego, pieniądz łatwo przepływa ponad granicami, bez trudu znajduje nowe miejsca inwestycji. Gorzej z realną gospodarką. Fabryk nie da się z dnia na dzień przenieść, brakującej części nie można szybko zastąpić inną. To dlatego konsekwencje trzęsienia ziemi w Japonii będą większe, niż można sądzić po reakcji giełd i wahaniu notowań jena.

Zwłaszcza że ani akcje, ani waluty nie oddają w pełni dramatyzmu sytuacji. Powód: oba rynki można w pewnych granicach stymulować. Tak było i tym razem, kiedy tokijska giełda została zasilona przez japoński kapitał rządowy. W przypadku jena sytuację zaciemniła z kolei interwencja finansowa krajów grupy G7, która osłabiła japońską walutę, by wesprzeć odbudowę kraju. Rynki finansowe szybko uczą się żyć po tamtejszej traumie.

>>> Czytaj też: Toyota, Honda, Nissan: tsunami uderzy w zyski motoryzacyjnych gigantów w Japonii

Natomiast przemysł odczuwa kłopoty dopiero teraz. Toyocie brakuje części elektronicznych, gumowych, żywic. Honda już uprzedziła swoich dilerów w USA, aby nie przyjmowali zamówień na auta do odbioru w maju, bo ponad stu jej kooperantów poniosło szkody z powodu tsunami. Peugeot Citroen ma trudności z produkcją niektórych silników Diesla – brakuje mu części elektronicznych dostarczanych przez japońskie zakłady. Problemy ma fabryka Opla w Hiszpanii, w niemieckim Eisenach, a także zakład GM w Korei. Na alarm bije Volvo, który kupuje ok. 10 proc. podzespołów w Japonii. Bez produkowanych tam drobiazgów nie da się robić aut, telefonów i komputerów. Fabryki w USA, w Europie i w Azji gorączkowo tworzą plany awaryjne, bo może zabraknąć im pamięci RAM, układów scalonych i matryc LCD. Z Japonii pochodzi około jednej piątej ich światowej produkcji.

Uszczelki, małe czujniki i niewielkie elementy elektroniczne rozłożyły poważną część globalnej gospodarki na łopatki. Światowa sieć trzeszczy, bo kilka jej elementów zostało zerwanych.

Do tego nie wiadomo na jak długo, bo awaria w elektrowni atomowej w Fukushimie i ograniczenia w dostawach elektryczności mogą przyhamować japońską gospodarkę na wiele miesięcy.

375034-i02-2011-061-000-010c-001.jpg
Stanisław Koczot, zastępca kierownika działu rynki i finanse
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj