Francja, główny hamulcowy wolnego handlu z USA. Ale ma dobre powody

Paryż boi się zalewu kultury made in Hollywood oraz presji prawa autorskiego.

Francja wezwała Brukselę do upublicznienia mandatu negocjacyjnego (strategii rokowań) w sprawie rozpoczętych w czerwcu rozmów o utworzeniu transatlantyckiej strefy wolnego handlu, mającej połączyć UE i USA.

>>> Czytaj też: Handel transatlantycki - czas zabrać się do pracy

Paryż oficjalnie mówi o jawności życia politycznego, ale w rzeczywistości należy on do największych malkontentów umowy TTIP. Francuska minister handlu Nicole Bricq zaapelowała do unijnego komisarza ds. handlu Karela De Guchta o ujawnienie planów negocjacji na łamach francuskiej gazety „Liberation”.

Mandaty negocjacyjne co do zasady trzyma się w tajemnicy, aby nie ułatwiać zadania partnerom negocjacyjnym. W wielu państwach Europy, w tym w Niemczech, podobny zapis funkcjonuje w obowiązujących przepisach. W Polsce ustawa o tajemnicy dyplomatycznej, uwzględniająca także mandaty negocjacyjne, jest właśnie przygotowywana. 

Strach przed ACTA

Francuzi jednak obawiają się, że pod pretekstem umowy o wolnym handlu Amerykanie będą próbowali wylobbować przepisy podobne do tych zawartych w odrzuconej już umowie ACTA , doprowadzając do absurdu zasady ochrony prawa autorskiego czy ograniczając swobodę w internecie. Dlatego Paryż od chwili pojawienia się pomysłu TTIP, jednego z kluczowych projektów drugiej kadencji prezydenta Baracka Obamy, domagał się wyłączenia z umowy sfery audiowizualnej. W Europie od 1998 r. filmy czy piosenki są traktowane na zasadzie wyjątku kulturalnego. 

>>> Czytaj też: Transatlantycka strefa wolnego handlu. Czy jest o co kruszyć kopie?

Na podstawie tych zapisów mogą istnieć narodowe instytuty kultury stosujące nic innego jak właśnie kulturowy protekcjonizm. Tymczasem w rozumieniu Amerykanów utwory muzyczne czy filmowe to towary jak każde inne, a co za tym idzie jakakolwiek ochrona rynku przed filmami made by Hollywood jest niedopuszczalna.

Różnica zdań nie jest motywowana ideologią, lecz interesami. Dopóki Europejczycy będą chętniej chodzić do kina na amerykańskie hity kasowe, dopóty rządy w UE, ze szczególnym uwzględnieniem Francji, będą próbowały dotować i chronić własne produkty, uzasadniając to walką z uniformizacją kultury zachodniej. Kultura to nie wszystko.

Amerykanie nakładają dziś zaporowe cła na ubrania czy obuwie z Europy (na ten ostatni produkt rzędu 56 proc.). Europejczycy jeszcze większe bariery stosują w odniesieniu do produktów tytoniowych zza oceanu, obłożonych aż 350- proc. cłem. Ale to właśnie szeroko pojęte kwestie kulturalno- komunikacyjne budzą największe kontrowersje. Po ujawnieniu przez Edwarda Snowdena skali inwigilacji internautów i dyplomatów przez amerykańskie służby to właśnie we Francji pojawiła się najostrzejsza krytyka z zapowiedziami zerwania rozmów o TTIP włącznie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Michał Potocki
Michał Potocki
Dziennikarz i redaktor DGP. Zawodowo zajmuje się tematyką światową, zwłaszcza państwami Europy Wschodniej
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraFrancja, główny hamulcowy wolnego handlu z USA. Ale ma dobre powody »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj