W październiku ubiegłym roku cyklon Hudhud uderzył w znajdujące się na południu Indii portowe miasto Visakhapatnam, niszcząc wszystko na swojej drodze. Władzom miasta udało się jednak uratować życie dziesiątek tysięcy mieszkańców tej aglomeracji. Było to możliwe dzięki systemowi schronów ewakuacyjnych wbudowanych po fali powodzi, która przez lata nawiedzała Zatokę Bengalską.

To właśnie Visakhapatnam uznaje się za pierwsze indyjskie „smart city”. Jak donosi agencja Reuters, już wkrótce dołączą do niego kolejne aglomeracje, które walczą o udział w przełomowym projekcie ogłoszonym przez premiera Narendę Modiego.

Jego głównym celem jest stworzenie przestrzeni miejskich opartych o najnowsze rozwiązanie technologiczne i odnawialne źródła energii, które umożliwią efektywniejsze zarządzanie krytycznymi zasobami, takim jak woda, jak również poprawią komfort życia mieszkańców.

>>> Czytaj też: Pierwsza zadyszka Modiego. Budowa dróg w Indiach to karkołomne zadanie

Tak mogłoby wyglądać jedno z indyjskich "smart cities"

więcej
źródło: youtube.com

Transport publiczny oparty na czystej energii, miejskie oświetlenie zasilane energią słoneczną czy też energooszczędne domy i budynki mieszkalne – to tylko kilka przykładów rozwiązań, które mają zrewolucjonizować funkcjonowanie 100 indyjskich miast.

Swoistym języczkiem u wagi w projekcie „smart cities” ma być jednak kompleksowy system zarządzania kryzysowego, który umożliwi skuteczną walkę z niekorzystnymi zmianami klimatu i klęskami żywiołowymi nawiedzającymi Indie. To właśnie ten system kilka miesięcy temu uratował życia tysięcy mieszkańców Visakhapatnam.

Z najnowszego raportu ONZ dotyczącego zmian klimatycznych wynika, że globalny wzrost temperatur do końca tego stulecia doprowadzi do podniesienia poziomu mórz nawet o 82 cm. Stwarza to wielkie zagrożenie dla miast portowych na całym świecie – od Szanghaju, przez San Francisco, a na indyjskim Visakhapatnam skończywszy.