Mam problemy prawne. Oskarżono mnie o wyłudzenie pieniędzy i używanie fałszywego dyplomu – pisze Wietnamczyk, który w 2012 roku podjął studia Executive Doctor of Business Administration w Instytucie Nauk Ekonomicznych PAN. Wietnamskie ministerstwo edukacji – jak przekonuje – uznało, że studia organizowane w Instytucie nie spełniały standardów. PAN ani resort nauki nie był w stanie tego ustalić, gdy prowadził je Instytut. O nieprawidłowościach w latach 2011-2013 w tej placówce pisaliśmy na łamach DGP.

Pierwszy kierunek studiów EDBA, którego jednym ze słuchaczy był naukowiec z wietnamskiego uniwersytetu, został zainaugurowany w 2011 roku. Wykładowcami mieli być m.in. premier i szef Narodowego Banku Polskiego prof. Marek Belka, byli ministrowie finansów: prof. Grzegorz Kołodko i prof. Jerzy Osiatyński, a także prof. Jerzy Hausner i ówczesny szef PAN prof. Michał Kleiber.

Z reklam nowego kierunku, wynikało, że studenci otrzymają tytuł doktora biznesu, który jest uznawany m.in. w USA i Wielkiej Brytanii. Celem edukacji – jak tłumaczyli twórcy – miało być „przekazanie wiedzy i umiejętności niezbędnych zarządzającej kadrze kierowniczej w nowoczesnej firmie”.

Obiecywano również dyplom The Vienna Institute for International Economic Studies, mimo że umowy z austriacką uczelnią w tym zakresie nie było.

– Kiedy przedstawiałem potwierdzenie z INE PAN, zaświadczające iż ukończyłem studia zarządzenia i biznesu, władzom mojej uczelni, wietnamskie ministerstwo edukacji sprawdziło, iż stopnia doktora biznesu nie ma w polskim systemie edukacyjnym. Wyrzucono mnie z uczelni, grozi mi sprawa o wyłudzenie rządowego stypendium na ten cel – opisuje swoją sytuację były słuchacz z Wietnamu. I dodaje, że jego sprawa stała się już sławna w środowisku naukowym. – Moje reputacja została zepsuta – dodaje. Grozi mu sprawa w sądzie. Chodzi m.in. o wyłudzenie 12 tys. euro (ponad 40 tys zł). Tyle wynosiło czesne.

>>> Czytaj też: Egzaminator z przypadku. Wadliwy program komputerowy pokonał nauczycieli

To niejedyny przypadek. Słuchaczy z zagranicy było kilkudziesięciu, m.in. lekarz z Australii, jeden z szefów dużego koncernu samochodowego, wykładowcy z RPA, student z Indii. Wszyscy uważali, że zdobędą tytuł doktora biznesu. Wiele osób korzystało ze stypendiów rządowych lub ze swojej macierzystej uczelni.

Słuchacz z Arabii Saudyjskiej znalazł się w podobnej sytuacji jak Wietnamczyk. Jak opisuje, stracił pracę z powodu braku tytułu. Wszyscy oni liczą, że sprawa zostanie wyjaśniona na ich korzyść. To, co mogą otrzymać, to zaświadczenie ukończenia studiów podyplomowych o nazwie EDBA. Tytułu doktora biznesu już nie, taki bowiem nie istnieje w polskim systemie prawnym.

Jak tłumaczy prof. Cezary Wójcik, który jest nowym szefem Instytutu i przejął go razem z problemami po poprzedniku (już ze studentami i otwartym tokiem studiów) – kłopot polega na tym, że problemy są nawet z wydaniem zwykłego zaświadczenia. Jak przekonuje, nie ma teczek osobowych studentów, nie jest też jasne, jakie przedmioty zaliczyli, nie ma wiarygodnych list obecności.

Jako rozwiązanie sytuacji pada propozycja zrobienia doktoratu w INE. Oczywiście po napisaniu pracy doktorskiej. W tej grupie jest student z Wietnamu. Obecnie studia działają już zgodnie z prawem.

Były kierownik studiów prof. Ryszard Domański nie rozumie problemu. Jego zdaniem to, co może otrzymać Wietnamczyk to Certificate of Completion Exectivie DBA studies. – I tu żadne ministerstwo w Wietnamie nie ma nic do sprawdzania. Executive Studies są w Polsce powszechnie uprawiane – przekonuje.

Sprawę nieprawidłowości w INE PAN jako pierwsi opisywaliśmy w DGP. O ich skali mówił powołany w maju 2013 roku nowy szef Instytutu prof. Cezary Wójcik. Problem dotyczył nie tylko nieprawidłowości przy kierunkach studiów. Brakowało 120 regulaminów, uchwał i dokumentów.

Działało wiele kierunków, np. studia dla marszandów, miłośników sztuki, studia o terroryzmie.

INE PAN w rankingu resortu nauki uzyskał ocenę B (najlepsza jest A plus). Instytut znalazł się wśród 16 najgorzej ocenionych w PAN. Głównym zarzutem pod adresem INE był brak grantów i publikacji.

Rada Kuratorów oceniająca dotychczasowe działania Wójcika zarzuciła mu doprowadzenie do konfliktów personalnych. Te – jak wynika z naszych informacji – są rzeczywiście bardzo silne. Oprócz tego toczy się sprawa braku wypłat stypendiów, których nie otrzymywali byli studenci. Zarzucają Wójcikowi opieszałość. Dyrektor wskazuje, że udało się zwiększyć liczbę grantów z zera do siedmiu oraz odmłodzić kadrę. Dodaje, że działania naprawcze pozytywnie oceniało Ministerstwo Nauki.

Sprawa wróciła, gdy do kłótni została wmieszana prof. Mirosława Marody, wiceprezes PAN, która kandydowała na stanowisko nowego prezesa PAN. Cezary Wójcik oskarżył ją w liście otwartym o bezczynność i brak nadzoru, gdy dochodziło do nieprawidłowości. Marody skierowała wniosek o odwołanie Wójcika w trybie natychmiastowym.

>>> Czytaj też: Duńscy studenci będą uczyć się o Polsce. Rusza kierunek poświęcony Europie Środkowej