Ten spadek jest korzystny, ponieważ zbyt silne uzależnienie gospodarki od koniunktury panującej na rynku jednego partnera handlowego jest ryzykowne. Lepsza jest większa dywersyfikacja kierunków eksportu – ocenia prof. Krzysztof Marczewski z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Przekonaliśmy się o tym w 2009 r., gdy PKB Niemiec obniżył się o 5 proc. W ślad za tym nasz eksport do tego kraju spadł o 11,8 proc. Ale już w następnym roku przyspieszył i od tego czasu nieustannie rośnie.

Zdaniem analityków o dużym udziale Niemiec w naszym eksporcie decyduje nie tylko sąsiedztwo i potęga gospodarcza tego kraju. – Sprzyjają mu także inwestycje Niemców nad Wisłą – dodaje prof. Marczewski. Do końca 2013 r. wyniosły one ponad 27 mld euro.

>>> Czytaj też: Czy Polska ma szansę powtórzyć niemiecki cud gospodarczy?

Co ważne, poczynając od 2009 r., w handlu z Niemcami uzyskujemy dodatnie saldo – w ubiegłym roku wyniosło ono ponad 6 mld euro. Dzięki tym nadwyżkom redukowany jest deficyt w całym polskim handlu zagranicznym, który w ubiegłym roku wyniósł (według wstępnych danych) 2,4 mld euro.

Eksport z Polski do RFN rośnie od 25 lat. W ubiegłym roku padł rekord. Liczony w dolarach był on już szesnastokrotnie większy niż przed ćwierćwieczem. W 2015 r. będzie jeszcze lepiej.