Zablokowanie szybkiej ścieżki dla Porozumienia Transpacyficznego, o którego podpisanie zabiega prezydent Barack Obama, podniosło polityczną wagę radykałów w Partii Demokratycznej. Do niedawna prezydent był w stanie zapewnić ich poparcie dla swoich inicjatyw budżetowych i gospodarczych. Teraz będzie mu trudniej, bo demokraci zaczęli wyznaczać punkty kampanii prezydenckiej 2016 r. Porozumienie Transpacyficzne o wolnym handlu pomiędzy 12 krajami z brzegów Pacyfiku, od Chile po Wietnam (bez Chin) jest jednym z takich punktów. Najczęściej cytowanym uzasadnieniem przeciwko porozumieniu jest teza, że wolny handel niszczy miejsca pracy na rodzimym runku, ale zablokowanie go ma także drugie dno. Prezentuje je konsekwentnie Elizabeth Warren, senator ze stanu Massachusetts.

Połamać banki na kawałki

– W Citigroup mówi się, że ustawa o reformie Wall Street Dodda-Franka jest zła. Całkowicie się zgadzam! Powinna była połamać was na kawałki! – to fragment jednego z przemówień Elizabeth Warren z jesieni 2014 roku.

Warren ma za sobą dwie dekady kariery profesora prawa na Harvard University i zaledwie dwa lata jako senator USA. Zdołała sobie jednak przez ten czas zbudować tak silną pozycję, jaką wielu innych polityków uzyskuje dopiero po kilku kadencjach w Kongresie czy Senacie, lub kiedy kandydowali na urząd prezydenta. Zdobyła uznanie i miejsce w Senacie, programowo i ostro krytykując duże banki, które po kryzysie nie tylko nie zostały ukarane, lecz również wciąż – jej zdaniem – stwarzają niebezpieczeństwo następnego kryzysu. Twierdzi tak, mając dobre rozeznanie w pokryzysowej polityce wobec sektora finansowego, albowiem przed objęciem funkcji senatora przez kilka lat nadzorowała organizację i funkcjonowanie Biura Finansowej Ochrony Konsumentów. Biuro powstało jako jeden z instrumentów przewidzianych potężną ustawą Dodda-Franka, która miała okiełznać skłonne do podejmowania ryzyka instytucje finansowe. Zdaniem Elizabeth Warren nie okiełznała i jest to błąd, który trzeba naprawić. Tak jak inne problemy, jak choćby obrotowe drzwi pomiędzy polityką a Wall Street oraz zaniedbanie klasy średniej. Kluczem do tego wszystkiego jest Wall Street.

Ustawa Dodda-Franka zmieniła Wall Street poprzez dosłownie setki nowych przepisów. Ich wprowadzanie i przestrzeganie nadzoruje dobre pół tuzina rządowych agencji (przepisy wchodzą w życie sukcesywnie). Banki zwolniły tysiące traderów, analityków i inwestycyjnych bankierów, przyjmując na ich miejsce specjalistów odpowiedzialnych za przestrzeganie przepisów. Jak określił to Daniel Gallagher, członek Komisji Papierów Wartościowych, „w bankowości myśli się kreatywnie o promocji formowania nowego kapitału, tymczasem ustawodawcy warstwa za warstwą tworzą nowe regulacje, które formowanie kapitału blokują”.

Większość bankowców próbuje strawić nowe przepisy i wrócić do robienia pieniędzy. Największe banki nie zostawiły reformy Wall Street ustawodawcom, zacięcie walcząc przy pomocy lobbingu o każdy istotny szczegół ustawy Dodda-Franka. Wiele z tych potyczek wygrali (np. o zniesienie nakazu tworzenia osobnych filii dla inwestycji w derywatywy), ale największe nadzieje banki pokładały w republikanach, którzy zdobyli jesienią 2014 roku większość i w Kongresie, i w Senacie. Teraz jednak Wall Street ponownie jest dużym stresie. Powód: Elizabeth Warren.

Jak Kartagina posypana solą

Uderzenie w wielkie banki nie jest retoryką. Warren przedstawiła plan, jak dopełnić reformę Dodda-Franka. Jego głównym punktem jest rozbiórka sześciu największych banków – JPMorgan Chase, Citigroup, Bank of America, Wells Fargo, Goldman Sachs i Morgan Stanley. Wall Street porównuje plan Warren do posypania ziemi kartagińskiej solą, albowiem jeśli zostałby przyjęty, gwarantowałby, że na Wall Street nic w przyszłości nie urośnie. Problem w tym, że plan jest tyle radykalny, ile mglisty. Wiadomo, że chodzi o podzielenie banków na mniejsze. Jaka jednak miałaby być czapka kapitałowa? Tego nie mówi nawet sama senator Warren. Jeśli miałoby to być na przykład 200 mld dol., w Ameryce powstałoby około 30 banków, które nie będą się koncentrowały nie na pomnażaniu kapitału, tylko na tym, na tym jak nie przekroczyć limitu.

Drugim punktem planu poprawy Dodda-Franka jest przywrócenie tzw. zasady Glass-Steagall, która zakazywała bankom komercyjnym prowadzenia działalności inwestycyjnej na rynkach kapitałowych.

Trzecim punktem jest kwestia shadow banking. Stanley Fischer, wiceszef Rezerwy Federalnej, podał niedawno informację, że banki dostarczają obecnie zaledwie 1/3 kredytu w amerykańskim systemie finansowym (za resztę odpowiadają firmy ubezpieczeniowe, fundusze inwestycyjne, brokerzy, fundusze hedgingowe, wzajemne, a nawet osoby prywatne). To najniższy poziom od 30 lat, od kiedy finansowanie pożyczek poprzez rynek papierów wartościowych zdobyło przewagę nad bankami. Wygrywa, bo jest tańsze. Senator Warren chce to zakwalifikować jako shadow banking.

>>> Czytaj także: Postrach finansistów. Kolejne kraje wprowadzają podatek bankowy

Obrotowe drzwi dla polityków

Wreszcie senator-rewolucjonistka chce zniszczyć procedurę „obrotowych drzwi” pomiędzy biznesem a polityką.

– Szybkość, z jaką ten proces się odbywa, jest porażająca – mówiła w niedawnym wywiadzie ze znaną dziennikarką Katie Couric. – Oni są zatrudniani nie dlatego, że wnoszą wiedzę ekspercką, tylko dlatego, że sprzedają w ten sposób dostęp do swoich kolegów w Kongresie i w Senacie, którzy konstruują prawo – twierdzi Warren i wskazuje znane przykłady.

Ben Bernanke, który jako szef Rezerwy Federalnej i autor programu Quantitive Easing przez osiem lat sterował gospodarką USA, został niedawno doradcą Citadel Investment Group, jednego z największych funduszy hedgingowych na Wall Street, który zarządza 25 mld dol. aktywów. Alan Greenspan, poprzednik Bernankego, doradzał również funduszowi hedgingowemu Paulson & Company. Timothy Geithner, były minister skarbu, dołączył kilka miesięcy temu do firmy private equity Warburg Pincus. W ostatnich tygodnia Eric Cantor, były lider większości w Kongresie, rozpoczął pracę w firmie inwestycyjnej Moelis & Co., gdzie będzie zarabiał 26 razy więcej, niż kiedy zasiadał w Kongresie (400 tys. dol. podstawowego uposażenia, drugie tyle w bonusach rocznych plus 1 mln dol. w akcjach).

Z pomniejszych punktów senator Warren ma w planie także pomoc klasie średniej, którą jej zdaniem prezydent Obama wepchnął w biedę. Chce zredukować stopy procentowe przy pożyczkach studenckich na edukację i chce podnieść wysokość płacy minimalnej.

Jak „za duże” banki mają się do Porozumienia Transpacyficznego o wolnym handlu? Zdaniem Elizabeth Warren i frakcji, która porozumienie zablokowała, może ono otworzyć drogę do wycofania jeśli nie całej, to przynajmniej części reformy Wall Street poprzez klauzulę umożliwiającą inwestorom zaskarżenie zmian w prawie danego kraju, jeśli zmiany te powodują zmniejszenie wartości inwestycji. Zdaniem senator Warren nie tylko jest to niesprawiedliwe uprzywilejowanie międzynarodowych korporacji, lecz także otwiera drzwi do wycofania reform Dodda-Franka.

– Absolutnie nie ma racji – publicznie odciął się prezydent Obama na kilka dni przed głosowaniem Porozumienia Transpacyficznego w Senacie. – Elizabeth tak jak ja jest prawnikiem, a prawnicy mają tendencję do budowania hipotetycznych scenariuszy. W większości spraw się zgadzamy, ale w tej kwestii jej argumenty nie mają szans wobec faktów.

Miały jednak szansę zebrania zwolenników pośród demokratycznych senatorów i prezydent Obama tę rundę przegrał. Spotęgowało to zdenerwowanie.

Wozy w koło

Warren zablokowała unieważnianie ustawy Dodda-Franka, które zapowiadali republikanie. Teraz, przynajmniej do czasu wyborów, nie bardzo mają sposobność do powrotu do tego tematu bez utraty głosów. Argumenty Elizabeth Warren są bowiem bardzo nośne w całej Ameryce, wśród ludzi o różnych przekonaniach politycznych. Wielkie banki się przestraszyły i zaczęły ustawiać wozy w koło, czyli przygotowywać odparcie oblężenia jak osadnicy na Dzikim Zachodzie. Według wyliczeń Elizabeth Warren banki z Wall Street wydają ponad 1 mln dol. dziennie, aby lobbować w Kongresie i Senacie na rzecz swoich interesów. Przygotowania do obrony swoich pozycji oznaczają, że nakłady na lobbing jeszcze się zwiększą, tym bardziej że bankowość będzie tematem przewodnim kampanii wyborczej.

No bank is too big to jail (nie ma tak dużego banku, aby uniknął więzienia) – to zdanie będzie motywem przewodnim kampanii wyborczej 2016. Przynajmniej po stronie demokratów, którzy uważają temat za najistotniejszy. Niezależny senator Bernie Sanders właśnie stanął przeciw Hillary Clinton w rywalizacji o nominację Partii Demokratów w wyścigu o stanowisko prezydenta, wzywając do reformy Wall Street. Zmienił jedynie slogan, idąc o krok dalej – twierdzi, że jeśli instytucja jest za duża, aby ją ukarać, jest też za duża, by istnieć. Ma poparcie skrzydła Elizabeth Warren.