Ostatnio poruszałem temat rosnącej destabilizacji na obszarze Eurazji. Tym razem chcę się skupić na bardziej szczegółowej analizie poszczególnych regionów, zaczynając od Europy. Swoją analizę zaczynam od Starego Kontynentu, a nie od Bliskiego Wschodu, ponieważ pomimo znaczących sukcesów Państwa Islamskiego, region ten w szerszej perspektywie jest drugorzędny względem Europy. Oczywiście Bliski Wschód jest ważny, ale to Europa w sensie gospodarczym jest tak produktywna, jak USA, a ponadto Stary Kontynent przez ostatnie 500 lat był siłą, która w znaczniej mierze wpływała na kształt świata. Bliski Wschód się liczy, ale to europejskie kryzysy mogą zdestabilizować świat. Np. to co dzieje się dziś pomiędzy Grecją a Niemcami, ma wiele różnych konsekwencji. Wobec tego zanim zaczniemy jakąkolwiek bardziej szczegółową analizę, musimy zacząć od Europy.

Europa przechodzi obecnie dwa nachodzące na siebie kryzysy. Pierwszym z nich jest kryzys Unii Europejskiej. Blok ten rozpoczynał swoje istnienie jako system integracji gospodarczej, ale przewidziano też, że będzie czymś więcej. Unia Europejska miała być instytucją, która stworzy Europejczyków. Stary Kontynent składa się z różnych narodów o odmiennych interesach i trudnej historii, zatem podziały pomiędzy różnymi europejskimi państwami są faktem i mogą destabilizować sytuację. Europejski projekt nie miał na celu obejście tych podziałów – są one zbyt głębokie. Celem Unii było raczej nałożenie na tożsamości narodowe tożsamości europejskiej. Zatem wciąż miały istnieć państwa dysponujące suwerennością, ale obywatele tych państw mieli w coraz większym stopniu postrzegać się jako Europejczycy. Powstała w ten sposób tożsamość europejska miała zarówno stworzyć wspólną kulturę oraz ograniczyć narodowe partykularyzmy. Zachętą, aby realizować ten projekt, miały być pokój i prosperity. Unia Europejska miała doprowadzić do wzrostu dobrobytu, który eliminowałby niebezpieczeństwo konfliktu. W tym kontekście pewnym wyzwaniem dla Europy był fakt, że prosperity w najlepszym razie jest cykliczne i ma charakter regionalny. Stary Kontynent nie radzi sobie z integracją, ponieważ brakuje prosperity, a bez realizacji tej obietnicy projekt może się nie udać. W efekcie kryzys Unii Europejskiej jest jedną z destabilizujących sił.

Używam pojęcia Półwysep Europejski, aby opisać obszary leżące na zachód od linii pomiędzy St. Petersburgiem a Rostowem nad Donem. Francja, Niemcy i Włochy ze swoimi systemami rzecznymi na Dunaju i Renie są częścią tego Półwyspu. Na wschód od opisanej linii znajduje się Rosja. Podczas gdy Półwysep Europejski jest blisko połączony z oceanami, a przez to zaangażowany w globalny handel, Rosja jest krajem śródlądowym. Kraj ten obejmuje olbrzymie i jednocześnie uwięzione masy lądu, ze swoimi dalekimi portami na wybrzeżu Pacyfiku, Turcją blokującą dostęp do Morza Śródziemnego, z zamarzającymi portami na Morzu Bałtyckim i w Arktyce. Na Półwyspie Europejskim, szczególnie w jego zachodniej części, mało kto znajduje się w większej odległości od morza niż kilkaset kilometrów. Rosja, która jest uzależniona od droższego transportu lądowego, pozostaje istotnie biedniejsza niż Stary Kontynent.

Drugi kryzys umocowany jest w strukturze strategicznej Europy i trudniej go przezwyciężyć niż pierwszy kryzys. Pomijając wysypy oraz półwyspy, które tworzą Europę, największy problemem Starego Kontynentu jest relacja pomiędzy w dużej mierze jednolitą, ale biedniejszą częścią Kontynentu, zdominowaną przez Rosję, a bogatszą, ale znacznie bardziej podzieloną częścią na zachodzie. Pomiędzy Rosją a Europą znajduje się pogranicze, które czasem znajduje się pod kontrolą Zachodu, innym razem Rosji, a najczęściej jest podzielone. Pogranicze to bywa czasami niezależne i suwerenne, ale zdarza się to rzadko. Częściej, nawet w kwestii suwerenności, jest podzielone pomiędzy strefy wpływów innych krajów. Pogranicze składa się z dwóch warstw. Pierwsza z nich to Białoruś, Ukraina i część Bałkanów. Druga część to Polska, Czechy, Słowacja, Węgry Rumunia i Bułgaria. Po II wojnie światowej władza Moskwy sięgała nawet poza drugą warstwę europejskiego pogranicza. Po upadku ZSRR kraje te stały się suwerenne, zaś wpływ Europy rozciągnął się na wschód poprzez dwie instytucje – NATO i Unię Europejską, które sięgnęły do drugiej warstwy europejskiego pogranicza. Po tym państwa bałtyckie stały się częścią drugiej warstw pogranicza, zaś Białoruś i szczególnie Ukraina stały się strefą buforową.

Należy to odnotować dwie kwestie. Po pierwsze, to istnienie Unii Europejskiej dało Europie ramy ekspansji na wschód. NATO pod wieloma względami po zakończeniu zimnej wojny straciło rację bytu i zaczęło wygasać. Unia Europejska po upadku ZSRR była dynamiczna i wydawało się, że zjednoczy Europę. UE dostarczała ram do dalszej ekspansji i stanowiła atrakcyjną opcję dla nowych narodów w obszarze pogranicza.

Druga kwestia, o której trzeba wspomnieć, to fakt, że Rosja w latach 90. XX wieku znajdowała się w stanie systemowego szoku. Był to okres chaosu, który charakteryzował się kompletną utratą kontroli i planów. Wyglądało to tak, jakby Rosja była nieświadoma. Z europejskiego i amerykańskiego punktu widzenia wydawało się to nową normą jeśli chodzi o Rosję. I rzeczywiście – było to państwo przejściowe. Jedyną instytucją, która w sensie historycznym spajała Rosję, były służby specjalne. W biednym kraju, który ma minimalne możliwości komunikacyjne i transportowe, zdolność centrum do kontrolowania peryferii jest ograniczona. Instytucja efektywnego systemu bezpieczeństwa była nieodzowna, jeśli Rosja chciała uniknąć podziału.

Od czasów carów właśnie to spajało Rosję. Dzięki temu po pierwszym szoku transformacyjnym udało się ustabilizować kraj. I nie chodziło tu o akurat taką osobowość Władimira Putina. Jeśli nie on, to wyłoniłby się inny lider, który w podobny sposób poradziłby sobie z dezintegracją gospodarki i państwa rosyjskiego.

Proces ten nieuchronnie doprowadził Rosję do wewnętrznej reformy w obrębie ograniczeń osłabiającej się władzy. Oznaczało to zarówno stabilizację gospodarczą kraju jak i zabezpieczenie swoich interesów geopolitycznych – najpierw na Kaukazie, a potem na Ukrainie. Bez bufora na wschodzie Europy, Rosja byłby pozbawiona strategicznej głębi, która w przeszłości zapobiegała inwazjom Europy na Rosję. Zatem każde działanie mające na celu stabilizację Rosji wymaga spojrzenia na zachód – w kierunku europejskiego pogranicza. Druga warstwa pogranicza została już wchłonięta przez Europę, nie mówiąc o tym, że nawet państwa bałtyckie stały się jej częścią. Jakakolwiek ekspansja Europy na wschód musi w tej sytuacji jawić się Moskwie jako zagrożenie egzystencjalne.

Co prawda z punktu widzenia Unii Europejskiej coraz intensywniejsza integracja na Starym Kontynencie była łagodna, ale Moskwa widziała to nieco inaczej. Rosjanie bowiem zobaczyli coś, czego wcześniej nie widzieli – coraz bardziej zintegrowane instytucje, z ambicjami wśród niektórych państw, aby budować europejską federację, a to z kolei mogło z czasem wykroczyć poza gospodarkę. Wystarczyło to, że w Europie toczono dyskusje nad budową systemu obronności i federacji, aby spowodować obawy Moskwy. Bez strefy buforowej, zjednoczona Europa mogłaby stanowić egzystencjalne zagrożenie dla Rosji. Dodatkowo USA znajdowały się w sojuszu z Europą i dzieliły ze Starym Kontynentem obawy co do odrodzenia się Rosji. 

>>> Zobacz również: Po co Rosja kopie rowy na granicy z Ukrainą?

Powrót Rosji i kryzys w Europie

W 2008 roku doszło do dwóch fundamentalnych wydarzeń. Pierwsze z nich, i mniej ważne, to rosyjska wojna z Gruzją. Wojna ta pokazała bardziej niż można było się spodziewać, że Rosja odradza się jako ważna i sprawna siła w regionie.

Drugie z nich, ważniejsze, to nadejście kryzysu gospodarczego, spowodowanego przez bańkę na amerykańskim rynku kredytów typu sub-prime, która doprowadziła do podziału Europy i rozjechania się interesów poszczególnych państw Starego Kontynentu. Wpływ Europy na wschód, przy pomocy USA, zwiększał się mimo kryzysu. Rosjanie z kolei widząc to, byli zmuszeni zareagować i jednocześnie w mniejszym stopniu obawiali się konsekwencji.

W swojej istocie europejski kryzys jest dość łatwy do zrozumienia. Niemcy, czwarta największa gospodarka na świecie, osiągała ponad 50 proc. swoich zysków z eksportu, z którego połowa to handel w obszarze europejskiej strefy wolnego handlu. Euro miało zmaksymalizować korzyści europejskiej gospodarki jako całości, ale biorąc pod uwagę rozmiar Niemiec, nie będzie dużą przesadą, jeśli powiemy, że interesy europejskiej gospodarki były wyznaczane przez Niemcy. Dlatego też euro pomogło ustabilizować i podtrzymać niemiecki wzrost gospodarczy, tak samo jak unijne regulacje. To z kolei ograniczyło przedsiębiorczość w krajach, które dzięki niskim płacom osiągały wzrost gospodarczy. Zamiast wzrostu, państwa te stały się okazjami inwestycyjnymi dla Niemiec.

Wszystko to było do zniesienia przed 2008 rokiem, ponieważ członkowie Unii, którzy podpisywali Traktat z Maastricht w 1992 roku (który doprowadził do powstania wspólnej waluty), znajdowali się w okresie wyjątkowej prosperity. Ta wysoka fala prosperity unosiła wszystkie łodzie. W 2008 roku kryzys finansowy rozdarł europejską tkankę. Podczas każdego kryzysu gospodarczego najważniejszym pytaniem jest pytanie o to, kto powinien dźwigać ciężar kryzysu – dłużnicy czy wierzyciele. Ogólnie mówiąc, Europa podzieliła się właśnie wokół odpowiedzi na to pytanie. Niemcy były największym wierzycielem na Starym Kontynencie. Europa Południowa z kolei była największym dłużnikiem. Pomijając już moralne oceny i odpowiedzi na pytania, kto kogo bardziej skrzywdził, Niemcy nalegały na oszczędności. Międzynarodowe instytucje, takie jak np. MFW, przyjęły niemiecki punkt widzenia.

W ten sposób interesy Europy zaczęły biec w czterech różnych kierunkach, dzieląc Kontynent na cztery części: Europę germańską (Niemcy, Austria i do pewnego stopnia Czechy), Europę śródziemnomorską, wschodnią flankę Unii Europejskiej i resztę Europy Północnej.

Przeważającym interesem Niemiec jest istnienie Unii Europejskiej i strefy wolnego handlu. Niemcy są z natury słabym narodem – tak jako jak wszystkie te kraje, które są uzależnione od eksportu. Niemiecki dobrobyt zależy od możliwości tego kraju, aby sprzedawać swoje produkty. Jeśli możliwość ta zostanie zahamowana czy to przez kryzys gospodarczy wśród odbiorców niemieckich towarów czy też przez polityczne ograniczenia eksportu, Niemcy doświadczają zmniejszania się gospodarki, co może spowodować wewnętrzny kryzys społeczny. Berlin zatem musi robić wszystko co możliwe, aby zdyscyplinować Unię Europejską, nie pozwalając jednocześnie, aby któryś z członków opuścił Wspólnotę (nie dotyczy to strefy euro, ale ograniczeń dla niemieckiego eksportu). Widać zatem, że Europa germańska ma się całkiem nieźle. To gospodarczy silnik Starego Kontynentu, który jest jednocześnie bardzo wrażliwy. Biorąc pod uwagę podział w Europie, Niemcy muszą szukać alternatywnych partnerów handlowych, szczególnie w Rosji. Rosja nie jest sama w sobie dobrą alternatywą, ale w niekorzystnej sytuacji mogłaby być częścią niemieckiego rozwiązania. Oczywiście jest to najgorszy scenariusz, ale właśnie te najgorsze scenariusze stają się w Europie w długiej perspektywie rzeczywistością.

Europa Południowa z kolei chce się wycofać z katastrofalnej polityki oszczędności, która zdaje się blokować większy wzrost gospodarczy. Jeśli polityka oszczędności nie pomoże krajom Południa, będą one musiały zdecydować, czy lepiej zbankrutować, czy też dalej spłacać dług. Niemcy nie chcą obecnie doprowadzić do tego stanu, ale rozwiązanie to wyłania samoistnie. Tak wygląda europejska rzeczywistość: Berlin chce uratować strefę wolnego handlu, ale nie chce przyjąć części złych długów. Tymczasem Europa Południowa potrzebuje ulgi fiskalnej, dzięki czemu mogłaby rozważyć opłacalność wolnego handlu. Jak dotąd, tak się nie stało. Jeśli bowiem istnieją bariery w handlu rolnym, dlaczego nie zbudować tego samego środowiska, w jakim Niemcy wzrastały w latach 1950? Wówczas Niemcy były w stanie chronić swój rynek przed konkurencją ze strony amerykańskiego eksportu, pozwalając wzrastać swojemu przemysłowi w warunkach minimalnej konkurencji.

Kraje Europy Środkowej i Wschodniej znajdują się w skomplikowanej relacji wobec Unii Europejskiej, odkąd nie wszystkie państwa tego regionu są członkami strefy euro. Mimo to dla większości z nich, kwestia rosnącej potęgi Rosji jest ważniejsza niż kryzys finansowy w Grecji. Europa Wschodnia ma świadomość, że Europa nigdy nie zrobiła żadnych postępów jeśli chodzi o wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa, a Unia nie obroni ich przed Rosją. Co więcej, kraje tego regionu są świadome, że samo NATO nie może ich obronić, poza USA, których zaangażowanie przychodzi bardzo wolno.

Jest jeszcze czwarta część Europy, chodzi tu szczególnie o Francję, która miała być równym partnerem dla Niemiec, a w ostatnich dekadach jest znacznie od nich słabsza – tak samo, jak w XIX wieku. Francja jest częścią Europy Południowej tak samo jak Grecja, jeśli weźmiemy pod uwagę wysokie bezrobocie. Tak samo jak inne kraje Europy Południowej, Francja musi mierzyć się z problemami Morza Śródziemnego i Afryki Północnej. Francji natomiast nie można przypisać wschodowi, tak samo Paryżowi nie jest po drodze z polityką w stylu niemieckim. Kraj ten zatem jest ciągnięty w różnych kierunkach jeśli chodzi o kwestie gospodarcze i strategiczne. 

>>> Polecamy: Unię Europejską czeka rozpad, ale Europa nie jest skazana na zagładę. Wywiad z prof. Janem Zielonką

Podzielony Kontynent

Obrazek Europy ciągniętej w różnych kierunkach jest dziś najlepszym opisem Unii Europejskiej i stanowi pewną ulgę dla Rosji. Załamanie cen ropy naftowej i niezdolność Rosji do przestawienia swojej opartej o ropę gospodarki na bardziej zrównoważone tory rozwoju w istotny sposób ograniczają siłę Moskwy. Na Ukrainie, Rosjanie doświadczają bliźniaczych problemów z wywiadem i własnymi ograniczeniami wojskowymi. Rosyjski wywiad nie był w sanie wykryć czy też poradzić sobie z wydarzeniami na Ukrainie, począwszy od przewidzenia upadku ukraińskiego rządu, a skończywszy na przewidzeniu, że wschodniej Ukrainie nie groziło tego typu powstanie. Rosyjskie wojsko nigdy nie dokonało żadnej inwazji, choć Rosja zdaje się kontrolować w pewnym stopniu walczące ze sobą ugrupowania. Rosja była obecna na Krymie ze względu na traktaty, zaś jej minimalne siły i operacje na wschodzie ujawniły zarówno jej agresywne intencje jak i ograniczenia jej władzy. Rosjanie nie radzą sobie dobrze w taj kampanii, tak samo moim zdaniem, biorąc pod uwagę ograniczenia logistyczne oraz ograniczenia innego rodzaju, Rosjanie nie mogliby sobie pozwolić na udaną inwazję w kierunku całej Ukrainy.

Rosję uratował podział w Europie. Wschodni Europejczycy chcieli jakiegoś definitywnego działania ze strony Europy. Nic takiego się nie wydarzyło. Sankcje nałożone na Rosję były bolesne, ale nie zmieniły one polityki strategicznej Moskwy. Zatem w stopniu, w jakim europejskie pogranicza mają patrona, nie jest to Europa, ale USA. Niemcy nie mają ochoty, aby ze względu na Ukrainę, izolować Rosję. Francuzi są ciągnięci w różnych kierunkach, zaś Europa Południowa też nie ma ochoty zajmować się sprawami pozaeuropejskimi, za wyjątkiem kwestii imigracji muzułmańskiej.

Z mojej analizy sytuacji w Europie wynika, że Stary Kontynent wciąż pozostaje podzielony, a Rosja jest osłabiona. Mimo tego relatywna siła Moskwy, wraz z rozjeżdżaniem się interesów państw europejskich, wzrosła. Wobec tego podstawowym zmartwieniem Rosji nie jest Europa, ale USA. Niemniej to kryzys w Unii Europejskiej wpłynie na dalszą sytuację w Rosji, a obecny kryzys na Starym Kontynencie, w obecnych ramach dyskusji, wydaje się być nierozwiązywalny. Dyskusja zaś powinna ewoluować od kwestii długu i jego spłaty w kierunku tworzenia takiej Unii Europejskiej, w której Niemcy nie będą mogły eksportować wszystkiego co chcą, a Berlin będzie musiał zaakceptować pewne limity dostosowane do swoich europejskich partnerów. Do czasu, aż to nie nastąpi, podział Starego Kontynentu będzie narastał, a wraz z nim będzie rosła relatywna siła Rosji, co z kolei przyciągnie uwagę Stanów Zjednoczonych.

Tekst opublikowano za zgodą ośrodka Stratfor.

"A Net Assessment of Europe" is republished with permission of Stratfor.