Grecja

Grecja

źródło: Bloomberg

Ministrowie finansów pozostałych państw strefy euro nieoficjalnie przyznają, że ich główną troską nie jest już Grecja, lecz to jak zminimalizować skutki jej niewypłacalności. W pierwszej kolejności odczują je jednak sami Grecy. Prawdopodobnie dziś greckie banki będą nieczynne w związku ze spodziewaną decyzją rządu o wprowadzeniu kontroli przepływu kapitału, czyli limitów w wypłacaniu i przelewaniu pieniędzy. To ma uchronić je przed natychmiastowym upadkiem.

Wczoraj Europejski Bank Centralny miał zdecydować o wstrzymaniu udzielania pomocy finansowej greckim bankom, która przez ostatnie miesiące pozwalała im zachować płynność mimo coraz szybszego wycofywania z nich depozytów. Zgodnie z prawem EBC może udzielać takiej pomocy tylko w zamian za jakieś zabezpieczenie. A w sytuacji, gdy grecki rząd nie dysponuje już żadnymi pieniędzmi i nie została zawarta umowa o przedłużeniu pomocy finansowej, rządowe gwarancje stają się bezwartościowe.

Jutro do północy Ateny mają czas na oddanie Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu prawie 1,6 miliarda euro będących kolejną ratą z bailoutu. Brak tej wpłaty formalnie nie oznacza jeszcze bankructwa, bo zgodnie z procedurą MFW najpierw wyśle list ponaglający. W praktyce jednak do tego się to sprowadza – w związku ze spóźnioną płatnością wszyscy wierzyciele Grecji będą mogli natychmiast żądać spłaty całości zobowiązań. A biorąc pod uwagę, że wynoszą one 323 miliardy euro, czyli 177 proc. jej PKB, jest to niemożliwe.

>>> Czytaj też: Wyjście Grecji ze strefy euro przesądzone? "Nie pozwolimy, aby szantażowała inne kraje"

Nieunikniona niewypłacalność

Nawet jeśli Grecy poprą w referendum warunki porozumienia z wierzycielami, to będzie już za późno na uniknięcie bankructwa.

Praktycznie nie ma już szans na jakiś zwrot akcji, który pozwoliłby na zawarcie porozumienia z Grecją przed końcem miesiąca, tak aby zdążyła ona spłacić ratę pożyczki z Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Choć jeszcze kilka dni temu wydawało się, że kompromis jest blisko i zostały do uzgodnienia dwie-trzy kwestie, w miniony weekend drogi Grecji i jej wierzycieli się rozeszły całkowicie. Na dodatek w atmosferze wzajemnych oskarżeń o fiasko negocjacji. W piątek wierzyciele Grecji zaproponowali przedłużenie programu pomocowego o kolejne pięć miesięcy – w zamian za przeprowadzenie niezbędnych reform Ateny miały otrzymać 15,5 miliarda euro, z czego 1,8 miliarda natychmiast, tak aby mogły w terminie zwrócić MFW 1,6 mld euro, co niemiecka kanclerz Angela Merkel nazwała „szczodrą ofertą”.

Porozumienie rozbiło się o pięć kwestii – Grecja nie chciała się zgodzić na dalsze cięcia emerytur i pensji w sektorze publicznym, MFW nalegał, aby większy nacisk położyć na oszczędności, a nie tylko podwyżki podatków, wierzyciele domagali się zlikwidowania zapomogi dla emerytów, a także podniesienia stawki VAT na lekarstwa, elektryczność oraz dla hoteli i restauracji, Grecja zaś chciała zobowiązania wierzycieli do rozmów o umorzeniu części długu.

W sobotę grecki premier Aleksis Tsipras niespodziewanie poinformował o rozpisaniu na najbliższą niedzielę, 5 lipca, referendum, w którym Grecy wypowiedzą się, czy akceptują warunki porozumienia, na dodatek wzywając do ich odrzucenia. – Dla wierzycieli nadszedł dzień prawdy, czas, w którym zobaczą, ze Grecja się nie poddaje, że Grecja nie jest grą, która się skończyła. Jestem pewien, że naród grecki w tych historycznych okolicznościach stanie na wysokości zadania i powie głośne „nie” temu ultimatum – oświadczył szef rządu. Wczoraj rano referendum zaaprobował grecki parlament. Problem w tym, że Tsipras prawdopodobnie przeszarżował w negocjacjach.

Po pierwsze, Grecy – mimo mnóstwa zastrzeżeń co do wierzycieli – nie chcą bankrutować i wychodzić ze strefy euro. Według sondażu przeprowadzonego dla gazety „To Vima” 57,5 proc. pytanych uważa, że rząd powinien zaakceptować warunki porozumienia.

Po drugie, Grecja nie ma już czasu na robienie plebiscytów. Ministrowie finansów strefy euro nie zgodzili się na przedłużenie terminu osiągnięcia kompromisu do czasu referendum. – Prawnie rzecz biorąc, referendum będzie się odnosiło do propozycji i uzgodnień, które nie będą już wówczas aktualne – oświadczyła szefowa MFW Christine Lagarde. Czyli nawet jeśli plebiscyt wygrają zwolennicy porozumienia i grecki rząd będzie chciał je podpisać, nie wiadomo, jak odniosą się do tego wierzyciele. Zresztą w ogóle nie wiadomo, jak za tydzień będzie wyglądała sytuacja Grecji, bo sprawy zapewne nabiorą teraz przyspieszenia. Jutro mija termin, w którym Ateny mają zwrócić pieniądze do MFW, ale także upływa termin porozumienia o bailoucie dla Grecji, już dwa razy przedłużanego.

Brak porozumienia oznacza, że Grecja nie ma pieniędzy na regulowanie swoich długów zewnętrznych (chodzi nie tylko o 1,6 mld euro dla MFW, ale także 3,5 mld dla EBC 20 lipca i niewiele mniejszą kwotę miesiąc później), EBC wstrzyma udzielanie pożyczek greckim bankom w ramach mechanizmu ELA (Emergency Liquidity Assistance), co w niedługim czasie – nawet mimo ograniczenia przepływu kapitału doprowadzi do ich upadku, ale także że rząd nie będzie w stanie wypłacić pensji w sektorze budżetowym i emerytur. Trudno sobie wyobrazić, by nie spowodowało to poważnego kryzysu politycznego w kraju, szczególnie że dwie trzecie Greków chce zostać w strefie euro. Wprawdzie i grecki rząd, i ministrowie finansów strefy euro podkreślali w weekend, że brak porozumienia nie oznacza automatycznego wyjścia Grecji z unii walutowej, ale w niedługim czasie będzie to nieuniknione.

O ile Grecja teoretycznie może w ogóle przestać spłacać długi zewnętrzne, to nie rozwiązuje to sprawy bieżącego funkcjonowania państwa, czyli wypłaty pensji i emerytur, utrzymywania służb publicznych. Nie mając pieniędzy i nie mogąc liczyć na pomoc zewnętrzną, jedynym rozwiązaniem w takiej sytuacji będzie wprowadzenie własnej waluty.