Liberland to trzecie najmniejsze państwo świata po Watykanie i Monako. Zostało powołane 13 kwietnia 2015 roku przez czeskiego libertarianina Vita Jedlicka i jego dwoje przyjaciół. Ustrój państwa to republika konstytucyjna z elementami demokracji bezpośredniej. I choć władze sąsiednich państw nie uznają tej inicjatywy, sami założyciele podchodzą do tego projektu bardzo poważnie.

Zdaniem Jedlicka, Liberland nie jest ani częścią Chorwacji, ani Serbii. Po rozpadzie Jugosławii i podziale na jej na nowe państwa, ten mały obszar ziemi po zachodniej stronie Dunaju został zapomniany i stał się “terra nullius”, czyli ziemią niczyją. Ani Chorwacja, ani Serbia nie roszczą sobie do niego praw.

Rodzi się europejski Singapur?

Liberland ma już swoje motto „Żyj i pozwól żyć”. Ma też własną flagę: kolor żółty symbolizuje wolność, niebieski – Dunaj, a czarny – bunt wobec systemu. Jak mówił pod koniec kwietnia Jedlicka, cytowany przez brytyjskiego Guradiana, system prawny Liberlandu będzie kombinacją najlepszych praktyk z takich państw, jak Szwajcaria, Wielka Brytania, Estonia czy USA. Rząd Liberlandu ma liczyć około 10 osób. Państwo będzie mieć otwarte granice. Będzie w nim funkcjonować policja, ale władze nie przewidują powołania armii. Oficjalną walutą Liberlandu jest bitcoin, jednak dopuszczalne jest też używanie innych kryptowalut. Co ciekawe, w państwie tym obowiązuje zakaz zaciągania długu publicznego. Dwa oficjalne języki urzędowe w Liberlandzie to czeski i angielski.

>>> Czytaj też: Cud technologiczny na północy Europy. Jak Estonia stała się internetową potęgą i państwem bez granic

Prezydentem Liberlandu jest jej założyciel – 31-letni Vit Jedlicka, członek konserwatywno-liberalnej czeskiej Partii Wolnych Obywateli. Choć oficjalnych wyborów prezydenckich w tym mikropaństwie jeszcze nie było, Jedlicka został wybrany na głowę państwa przez dwóch pozostałych założycieli Liberlandu. Jednym z nich jest partnerka Jedlicki – teraz pierwsza dama.

Skąd pomysł na stworzenie nowego mikropaństwa? Zdaniem założycieli cel był jeden – budowa państwa, w którym uczciwi ludzi mogą prowadzić działalność przy minimalnej ingerencji scentralizowanego rządu. „Potrzebujemy więcej państw, takich jak Hongkong, Singapur czy Monako, szczególnie w Europie” – mówi Jedlicka. „Potrzebujemy prawdziwego podatkowego nieba, nie tzw. podatkowego raju”.

Czy to oznacza, że w Liberlandzie nie będzie żadnych podatków? Teoretycznie tak. Wszelkie daniny na rzecz państwa mają być dobrowolne. Usługi takie tak dostawy energii elektrycznej, opieka zdrowotna czy gospodarowanie odpadami mają być zapewniane przez prywatne firmy bądź finansowane na zasadzie crowdfundingu.

Jedlicka dąży do tego, by Liberland został oficjalnie uznany przez międzynarodową społeczność za niepodległe państwo. Chce, by jego małe państwo stało się „europejskim Singapurem”. W tym celu powołuje ambasadorów Liberlandu, którzy będą aktywnie namawiać inne kraje na świecie do poparcia tej inicjatywy. Liberland ma już swoje „ambasady” w kilku państwach, m.in. w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji i Czechach. Do końca roku Jedlicka planuje otwarcie kolejnych w ponad stu innych państwach.

>>> Polecamy: Podatki: czy państwo rzeczywiście jest pasożytem?

40 tysięcy obywateli ziemi niczyjej

Władze Liberlandu twierdzą, że ich działania są zupełnie legalne. Wykorzystują oni zasadę „zasiedzenia” mówiącą, że niezabudowane tereny, do których nikt nie rości sobie praw, mogą być zgodnie z prawem zajęte i zagospodarowane przez dowolną grupę ludzi. Niektóry prawnicy uważają jednak, że nawet jeśli ziemia, na której leży Liberland wydaje się niczyja, najprawdopodobniej i tak jest częścią Serbii.

Jak na razie w Liberlandzie nikt fizycznie nie mieszka. O to, by nie pojawili się tam pierwsi mieszkańcy dba chorwacka straż graniczna, która aresztuje każdego, kto próbuje wejść na ten teren. Nie powstrzymuje to jednak członków Liberland Settlers Association (LSA), którzy codziennie starają się dostać do Liberlandu, często ścierając się z lokalną policją. LSA to pozarządowa organizacja skupiająca ochotników, której siedziba mieści się w Serbii. Została powołana przez Liberland Settlement Corp. Jej głównym celem jest utrzymywanie aktywności na arenie międzynarodowej i promocji nowego mikropaństwa.

Prezes Liberland Settlement Corp., Niklas Nikolassen podkreśla, że jego spółkę tworzy „grupa inwestorów o wolnościowych poglądach, którzy finansują działanie organizacji LSA”. Spółka ma swoją siedzibę w Szwajcarii. Rości sobie prawo do 80 tys. metrów kwadratowych Liberlandu, wierząc, że gdy państwo to zostanie uznane na świecie, wartość tego terenu mocno wzrośnie.

>>> Czytaj też: Potrzeba więcej państwa w gospodarce? Apple i Google nie osiągnęłyby sukcesu bez pomocy rządu

Od momentu powołania Liberlandu, władze otrzymały około 400 tys. wniosków o obywatelstwo, jednak tylko 45 tys. to poważne aplikacje. Zdaniem Jedlicka, w tej chwili liczba obywateli Liberlandu to 30-40 tys. osób, przy czym nie mieszkają oni na terenie tego państwa.

W ramach kampanii crowdfundingowej w internecie rząd Linerlandu zebrał już ponad 45 tys. dolarów. Władze przyjmują wpłaty nie tylko w tradycyjnej walucie, ale także w bitcoinach. Zebrane pieniądze zostały przeznaczone na sfinansowanie siedziby rządu Liberlandu w Czechach i w Serbii, opłacenie osobistego asystenta prezydenta i ostatnie podróże służbowe głowy państwa na szczyt G-7 w Niemczech i Freedom Fest w Stanach Zjednoczonych.

Lberland nie jest jedyną tzw. mikronacją, która chce stać się niepodległym państwem. Na całym świecie istnieje około 400 samozwańczych państewek. Wśród najbardziej znanych wymienić można m.in. Sealandię założoną w 1967 roku na jednej z platform wiertniczych na Morzu Północnym czy istniejące od 2001 roku Wielkie Księstwo Zachodniej Antarktydy.

>>> Czytaj też: PiS chce zwolnić 3,8 mln ludzi z PIT. Większość to emeryci