Wejście do LOT-u strategicznego inwestora miało nastąpić w ciągu kilku tygodni. Jak poinformował wczoraj „Puls Biznesu”, Ministerstwo Skarbu Państwa postanowiło wstrzymać sprzedaż narodowego przewoźnika, pozostawiając tę decyzję nowemu rządowi. Po południu prezes LOT-u Sebastian Mikosz złożył dymisję. Będzie sprawował swoją funkcję do 17 września.

– Dla Mikosza to była kwestia honoru. MSP pozoruje działania. Na horyzoncie nie ma innych perspektyw dla pozyskania inwestora strategicznego dla LOT-u – usłyszeliśmy od osoby zbliżonej do zarządu spółki.

Potencjalnym inwestorem miał być amerykański fundusz Indigo Partners, główny udziałowiec taniej linii Wizz Air. To konkurent głównie dla irlandzkiego giganta Ryanair, chociaż też dla LOT-u. Część ekspertów przekonywała, że możliwy byłby efekt synergii: Wizz Air dowoziłby LOT-owi pasażerów do hubu w Warszawie.

Przedmiotem transakcji miało być podniesienie kapitału spółki. Dopiero w dalszej kolejności sprzedaż pakietu akcji należących do Skarbu Państwa. W ten sposób Indigo miał być gotowy zainwestować w LOT kilkaset milionów złotych.

Eksperci zastrzegają, że nie znają szczegółów oferty funduszu. Powtarza się jednak opinia, że zawiniły czynniki polityczne. Rząd kierowany przez PO nie chciał „odpalać” takiej transakcji przed wyborami, w których – jak wskazują sondaże – wygra PiS, mający bardziej krytyczny stosunek do prywatyzacji.

>>> Czytaj też: Zaskakująca decyzja rządu. LOT straci poważnego inwestora

W negocjacje zaangażowani byli resort skarbu, zarząd LOT-u i firma Rothschild. Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR zwraca uwagę na negatywne konsekwencje decyzji w sprawie LOT-u. – W ciągu dwóch i pół roku udziałem w prywatyzacji był zainteresowany British Airways, bez skutku. Jeśli kolejny potencjalny inwestor, Indigo Partners, zostanie odprawiony, nie będziemy więcej postrzegani jako poważny partner do rozmów. Po LOT nie czeka kolejka inwestorów – twierdzi.

Według Dominika Sipińskiego z portalu Pasażer.com LOT zostanie teraz bez kapitału na rozwój. – Przewoźnik odzyskał rentowność i być może w krótkim okresie jest w stanie na siebie zarabiać. Ale do dalszego wzrostu potrzebne są zakup nowych maszyn i rozbudowa siatki połączeń. Bez zaangażowania kapitałowego inwestora strategicznego będzie to trudne – twierdzi specjalista Pasażer.com.

– LOT, który miał szansę wyjść na prostą, wpadnie w dryf – przewiduje Adrian Furgalski. – Taka sytuacja może potrwać dwa, trzy lata. Potem znów usłyszymy, że przewoźnik jest zagrożony. Unijne regulacje są jednak takie, że do 2023 r. możliwość skorzystania z pomocy publicznej jest zablokowana – tłumaczy.

Branża lotnicza jest przekonana, że minister skarbu Włodzimierz Karpiński i jego zastępca Rafał Baniak byli gotowi do podpisania listu intencyjnego w sprawie prywatyzacji LOT-u już w czerwcu. Nowy szef resortu, Andrzej Czerwiński, skupił się jednak na energetyce. Dopiero w lipcu wznowił negocjacje.

LOT prognozuje, że w tym roku będzie miał 4,75 mln pasażerów. W ubiegłym zarobił na działalności podstawowej, czyli lataniu, 99,4 mln zł. To pierwszy od siedmiu lat zysk.

Pod koniec 2012 r. LOT był niewypłacalny i prosił o pomoc publiczną. W grudniu 2012 r. otrzymał ratunkowe 400 mln zł od rządu. Ostatecznie rząd przekazał LOT 527 mln zł. W zamian przewoźnik musiał zredukować zatrudnienie i zmniejszyć liczbę połączeń.

Resort skarbu stwierdził wczoraj, że nie kryje zaskoczenia decyzją prezesa i zapewnia, że prowadzi zaawansowane rozmowy z potencjalnym inwestorem.

RMF FM cytuje komunikat LOT-u, w którym napisano, że Mikosz „poinformował, że misja powierzona mu 6 lutego 2013 r. się wyczerpała. Polegała ona na uratowaniu spółki przed bankructwem, opracowaniu i wdrożeniu planu restrukturyzacji w unijnej procedurze pomocy publicznej oraz znalezieniu inwestora”.