Niektórzy, na przykład Paul Mason, autor książki „Postcapitalism” wciąż w to wierzą, a alternatywą ma być „ekonomia dzielenia się”, która odsuwa własność produktu na dalszy plan. Jeremy Rifkin w swojej książce „Zero Marginal Cost Society” omawia Internet rzeczy, kwestię współpracy oraz zmierzch kapitalizmu.

Jeśli jednak zdefiniować kapitalizm jako stosunki między jednostkami opierające się na warunkach rynkowych, mamy do czynienia z ewolucją a nie śmiercią kapitalizmu.

- Zmiany na rynku pracy dotyczą nie tylko białych kołnierzyków i zawodów twórczych. Nie ma przeszkód, by pracownik fizyczny rano wyprowadzał ludziom psy, potem jeździł po mieście jako kierowca Ubera, potem zdrzemnął się a po południu ogłaszał się w Internecie jako specjalista od skręcania mebli i drobnych prac domowych – mówi Krzysztof Zajkowski z Adecco Poland - Freelancing i panowanie nad własnym czasem przestaje być domeną najwyżej opłacanych pracowników a staje się dostępne też dla tych mniej wykwalifikowanych i fizycznych.

Takie aplikacje jak Uber czy Airbnb oferują ludziom możliwość zarabiania pieniędzy dzięki użyczaniu swojej własności, co nie jest nowością samo w sobie. Internet i stworzenie aplikacji uczyniło ten proces po prostu łatwiejszym.

Prawdą jest, że część z tych stron rozsadza istniejące modele biznesowe, tak samo jak dzielenie się plikami podkopuje firmy fonograficzne. Jednak większość inwestorów oczekuje, że te firmy prędzej czy później staną się opłacalne, tak samo jak Google, który wystartował jako darmowa wyszukiwarka, by później zacząć zarabiać na swoich usługach i zasięgu.

Przejście z gospodarki opartej na towarach w stronę opartej na dobrach intelektualnych i wiedzy najwyraźniej pozwala osiągać znacznie wyższe zwroty z inwestycji. Przychody niektórych spółek internetowych są w tej chwili wyższe niż PKB powojennych Stanów Zjednoczonych.

- To rozwój technologiczny i nieograniczone możliwości jakie daje internet spowodowały, że praca zawodowa już nigdy nie będzie wyglądała tak jak w czasach przed cyfryzacją. Kolejny istotny powód to kurczące się zasoby surowców i coraz większe znaczenie ochrony środowiska naturalnego - mówi Krzysztof Inglot, Pełnomocnik Zarządu Work Service S.A. - Coraz więcej specjalizacji i sektorów jest otwartych na zatrudnianie specjalistów, którzy mogą wykonywać swoją pracę w nienormowanych godzinach, z jakiejkolwiek lokalizacji i z dowolnego urządzenia.

Poprzez obniżenie kosztów pozyskania informacji, Internet zabija część modeli biznesowych Ale nie wszystkie. Nowe modele pojawią się i ludzie zawsze będą skłonni płacić za produkty podkreślające ich status, czy to drogi zegarek, ubrania czy luksusowe samochody. Choć za darmo będą słuchali muzyki, to nie zawahają się przed zapłaceniem za koncert.

Innym objawem nowego ładu ekonomicznego jest zmierzch pracy dla jednego pracodawcy całe życie. Coraz więcej ludzi będzie się realizowało w modelu „kariery portfolio”, regularnie zmieniając pracodawcę albo nawet branżę, wraz ze zmieniającą się sytuacją gospodarczą.

- Są ludzie, których klasyczna umowa o pracę, wręcz cała idea klasycznej pracy, po prostu ogranicza. To na przykład programiści, którzy pracują od projektu do projektu, dla jednego zleceniodawcy przez kwartał a dla innego przez rok – mówi Zajkowski - Rozwijają swoje umiejętności dzięki regularnym zmienianiu branż i pracodawców. Dla nich etat i standardowa umowa o pracę byłyby ograniczające.

Coraz więcej ludzi będzie samozatrudnionych, dzięki czemu będą oferowali usługi wielu różnym klientom. Oznacza to, że będą mikroprzedsiębiorcami, a takie działania jak sprzedaż, marketing czy prowadzenie księgowości, do tej pory pod opieką specjalistów czy bardziej doświadczonych kolegów, będą teraz w rękach jednej osoby. Taki samozatrudniony musi być znacznie bardziej wyczulony na puls rynku niż typowa biurowa mrówka - Rośnie rola freelancerów, którzy nie mogą jednocześnie wykonywać zlecenia dla wielu organizacji, właśnie dzięki internetowi czy możliwości korzystania z urządzeń mobilnych.  Tę wolność doceniają szczególnie osoby młode, dla których rozwój osobisty ma znacznie większe znaczenie niż przywiązanie do jednego miejsca pracy na wiele lat - uważa Inglot

Raport „Self-employment In Europe” przygotowany przez IPPR wskazuje, że od wielkiego kryzysu w 2008 roku wskaźnik samozatrudnienia w Europie rośnie – z około 12 proc. przed kryzysem do ponad 15 proc. po kryzysie w Wielkiej Brytanii i Holandii. Dane Eurostatu wskazują, że dla całego rynku pracy liczba samozatrudnionych pozostaje stabilna – w okolicach 30,5 mln pracujących. Duże wzrosty widać na Malcie, w Luksemburgu, na Łotwie i w Estonii. Takie kraje jak Hiszpania, Portugalia czy Polska odnotowały spadek samozatrudnionych.

- Decentralizacja rynku pracy to pewien proces, to się cały czas dzieje, nie należy się jednak spodziewać, że w ciągu dwóch lat na rynku pozostaną sami freelancerzy – uważa Zajkowski - Tak prawdopodobnie nigdy nie będzie. Jednak praca jest coraz bardziej skupiona wokół projektów.

Pozornie te przemiany powinny zaowocować skrętem pracowników w lewo, by pracodawcy zwiększyli gwarancje i ochronę przez zwolnieniem. Tymczasem najwyraźniej zmiana idzie w drugą stronę. Na popularności zyskują partie głoszące hasła wolnościowe, czasem wręcz libertariańskie. Osoby handlujące wyrobami hand made na Facebooku czy Allegro lub wynajmujące swoją kawalerkę za pośrednictwem airBnB mogą nie myśleć o sobie jako o kapitalistach, ale nimi są. I jakoś nie ma w nich wielkiej chęci płacenia podatków od tych drobnych zysków.