Rząd Aleksisa Tsiprasa powinien był zakończyć wprowadzanie pierwszego pakietu reform już trzy tygodnie temu. Tymczasem do tej pory trwają negocjacje z wierzycielami w sprawie najbardziej spornych kwestii. Chodzi o niespłacane kredyty bankowe i podatek nałożony na szkolnictwo prywatne, którego grecki rząd stara się uniknąć.

Aby go nie wprowadzić, musi znaleźć pieniądze gdzie indziej, co w praktyce oznacza podwyższenie podatków. A to z kolei budzi sprzeciw kolejnych grup społecznych. Ministrowie Aleksisa Tsiprasa codziennie wnoszą nowe propozycje, a potem się z nich wycofują. Nie mogą też przełamać impasu w ustaleniach z wierzycielami na temat regulacji niespłacanych w Grecji kredytów - to ta sprawa blokuje obecnie dalsze rozmowy. Bruksela zapowiada, że do porozumienia z Atenami dojdzie jeszcze przed końcem tygodnia.

Grecja czeka obecnie na 2 miliardy euro z pakietu pomocowego o łącznej wartości 86 miliardów euro. Kolejna transza uzależniona jest od postępów we wprowadzaniu zaleceń wierzycieli.

>>> Czytaj też: KE żąda od Grecji kolejnych cięć. Długi Aten szybują w górę