W czasie dekady swoich rządów Angela Merkel stawiała czoła niejednemu kryzysowi w Europie. Problem uchodźców, jak żaden inny nadszarpnął jednak jej pozycję. Szefowa rządu nie tylko traci popularność w niemieckim społeczeństwie. Także członkowie jej partii (CDU) z coraz większą nieufnością podchodzą do swojej przewodniczącej.

Politolog profesor Herfied Muenkler ocenia, że pierwsze pięć lat jej rządów były dość spokojne, ale kolejne pięć lat to pasmo europejskich kryzysów. Te zewnętrzne wyzwania coraz mocniej zmieniały panią kanclerz z polityka krajowego w europejskiego - ocenia naukowiec. Łączenie obu tych ról jest jednak trudne. O ile w czasach kryzysu w strefie euro Merkel cieszyła się kraju rekordowym poparciem, to teraz w obliczu wielkiej fali uchodźców jest w poważnych tarapatach. Zdaniem Muenklera to największy kryzys jej kanclerstwa. Politolog zaznacza jednak, że na horyzoncie nie widać polityka który mógłby Merkel zastąpić.

W niedawnym wywiadzie w telewizji ZDF pytano ją wprost, czy w ogóle panuje jeszcze nad tym co dzieje się w kraju. Ze spokojem zapewniała, że kontroluje sytuację, tak jak i cały rząd, choć przyznawała, że obecne czasy są wielkim wyzwaniem. Komentatorzy zauważają, że wpływowi członkowie rządu Merkel - ministrowie spraw wewnętrznych i finansów - podejmowali ostatnio kroki, które trudno uznać za wsparcie dla kanclerz. Jednocześnie zaczęły pojawiać się pytania czy Merkel dotrwa do końca swojej trzeciej kadencji.

>>> Czytaj też: Berlin miał być dla nich rajem, teraz chcą uciekać. Uchodźcy nie chcą się integrować z Niemcami