O dymisji Herberta Wirtha mówiono po cichu jeszcze przed wyborami. Najczęściej na jego następcę typowany jest Krzysztof Skóra, który szefował już koncernowi w okresie poprzednich rządów PiS. Mówi się jednak również o innej koncepcji, wedle której w fotelu prezesa KGHM miałby zasiąść obecny minister skarbu Dawid Jackiewicz. To jednak miałoby nastąpić dopiero po planowanym wygaszeniu Ministerstwa Skarbu, a więc w perspektywie mniej więcej 1,5–2 lat. Wątpliwe, czy nowa ekipa będzie chciała trzymać tak długo na stanowisku prezesa, co do którego działalności zgłasza coraz więcej zastrzeżeń.

W ubiegłym tygodniu minister Jackiewicz zapowiedział w spółce audyt, którym miałaby się zająć nowa rada nadzorcza. – Oczekuję przeglądu zagranicznych projektów inwestycyjnych przeprowadzonych przez zarząd KGHM – powiedział minister skarbu, dając jasno do zrozumienia, że wątpliwości budzi zwłaszcza zasadność zakupu kopalni w Chile. Chodzi o sztandarową dla spółki i największą jak dotychczas polską inwestycję zagraniczną – w Sierra Gorda na pustyni Atacama, uruchomioną kosztem ponad 4 mld dol. Polski koncern ma w niej 55 proc. udziałów.

>>> Czytaj też: Strategiczne gałęzie przemysłu - czy rząd zawsze musi do nich dopłacać?

Na razie to przedsięwzięcie tylko w umiarkowanym stopniu spełnia pokładane w nim nadzieje. Dochodzenie do pełnych planowanych zdolności produkcyjnych trwa dłużej, niż oczekiwano, a rekordowo niskie ceny miedzi na światowych rynkach pogarszają wyniki finansowe. Tylko w trzecim kwartale kopalnia Sierra Gorda miała 131 mln dol. straty, a KGHM stracił na tej inwestycji 270 mln zł. Wydobycie miedzi okazało się tam trudniejsze, niż przypuszczano, a i koszty transportu do portu Antofagasta to niemiła niespodzianka.

A to właśnie dzięki chilijskiej inwestycji Herbert Wirth z jednego z wielu menedżerów państwowych spółek stał się międzynarodowym graczem. Trzeba też zauważyć, że w sprawie Sierra Gorda grał va banque. W chwili gdy pod koniec 2011 r. KGHM finalizował zakup kanadyjskiej firmy Quadra, do której należały chilijskie złoża (za 9,1 mld zł), ważyły się również jego losy w KGHM. W listopadzie 2011 r. Mikołaj Budzanowski zastąpił w fotelu ministra skarbu Aleksandra Grada, a jak wiadomo, wymiana ministra – nawet jeśli jest z tej samej formacji politycznej – nigdy nie oznacza nic dobrego dla szefów państwowych spółek. Mikołaj Budzanowski miał ponoć sugerować Wirthowi dymisję, ale on się na nią nie zgodził. W rezultacie ocalił stanowisko dzięki wstawiennictwu wiceministra Zdzisława Gawlika.

Sierra Gorda sprawiło, że KGHM kierowany przez Herberta Wirtha stał się, albo przynajmniej tak był przez polityków traktowany, wizytówką polskiej gospodarki. Można powiedzieć, że przykład miedziowego koncernu ośmielił rząd do promowania ekspansji polskich firm na zagranicznych rynkach. Od lubińskiego koncernu oczekiwano zresztą, że pociągnie za sobą innych – np. podwykonawcami w Chile i innych zagranicznych inwestycjach miały być polskie firmy. Prezes nie mówił nie. Ba, snuł wizje, że jego marzeniem jest, by kopalnia Sierra Gorda była zasilana w prąd z paneli fotowoltaicznych produkowanych w Polsce. KGHM stał się głównym motorem programu GoGlobal, w ramach którego dzieli się swoimi zagranicznymi doświadczeniami z firmami, które dopiero chcą wyruszyć w świat.

>>> Czytaj też: Resort skarbu: KGHM musi zdywersyfikować biznes. Zasadność inwestycji w Chile jest wątpliwa

Pod kierownictwem Wirtha KGHM stał się również polską wizytówką innowacyjności. Jedną z idée fixe prezesa jest koncepcja inteligentnej kopalni. Projekt zakłada automatyzację większości procesów i zastąpienie na najbardziej niebezpiecznych odcinkach górników przez roboty. To program obliczony na wiele lat, ale według szacunków Wirtha może przynieść redukcję kosztów o 30 proc.

Mimo że miedziowy gigant był za kadencji Wirtha mocno zaangażowany w finansowanie innowacyjnych przedsięwzięć, co znakomicie wpisywało się w rządowe strategie, to trudno powiedzieć, by prezes był pieszczochem rządu. Wprowadzony w 2012 r. podatek od kopalin, którym w praktyce obłożony jest tylko KGHM, kosztuje koncern ponad 1 mld zł rocznie. Ten podatek plus spadające ceny miedzi przez ostatnie miesiące coraz bardziej ciążą spółce – tylko przez ostatnie pół roku jej giełdowa wycena stopniała o połowę. W ostatni piątek – w reakcji na kolejne minima cen miedzi – kurs spadał o ponad 5 proc.

Bardziej niż odejścia Wirtha inwestorzy obawiają się jednak rządowych pomysłów – wciąż nie wiadomo, jak długo będzie obowiązywał podatek miedziowy – z jednej strony minister skarbu zapowiada jego złagodzenie, z drugiej – wpływy z tego tytułu są zapisane w przyszłorocznym budżecie. Niepokojące są także zapowiedzi resortu o dywersyfikacji działalności KGHM – inwestorzy obawiają się zaangażowania w energetykę. Zadaniem nowego prezesa będzie przede wszystkim rozstrzygnięcie tych obaw, bo dla spółki najgorsza jest niepewność.

>>> Polecamy: Polska jest globalną potęgą w produkcji srebra. Czy nadal będzie ono tanieć?