Od połowy 2014 roku cena ropy naftowej na światowych giełdach obniżyła się już o ponad 70 proc. Jeszcze w lipcu 2014 roku za jedną baryłkę płacono ponad 100 dol. Teraz cena ropy typu WTI wynosi mniej niż 30 dol., a według ostatnich prognoz Goldman Sachs może spaść nawet poniżej 20 dol.

Masowe zwolnienia i straty

Zyski gigantów naftowych drastycznie spadają. Brytyjski BP zanotował w 2015 roku stratę w wysokości 6,5 mld dol. To najgorszy wynik od 20 lat. Koncern ma zamiar zwolnić 7 tys. pracowników do 2017 roku. Fatalne wyniki ogłosił ten Chervon – ubiegły rok zakończył pierwszą od 13 lat stratą sięgającą 588 mln dol., wobec 3,47 mld dol. zysku rok wcześniej. Z kolei zysk Shella zanurkował do 1,94 mld dol., o 87 proc. w porównaniu z 2014 rokiem. Po przejęciu brytyjskiej spółki wydobywczej BG Shell zapowiedział zwolnienia grupowe, teraz ich liczba jeszcze bardziej się zwiększyła. W sumie w latach 2015-2016 pracę ma stracić 10 tys. osób. Masowe cięcie etatów zapowiedział też norweski Statoil. Spółka ma do końca roku pożegnać się z 2 tys. pracowników.

To tylko niektóre przykłady fatalnej sytuacji w sektorze wydobywczym, która uderza w globalny rynek pracy specjalistów z tej branży. Z najnowszego raportu płacowego firmy rekrutacyjnej Hays „Oil & Gas Salary Guide 2016” wynika, że wyprzedaż na rynku ropy miała olbrzymi wpływ na strukturę zatrudnienia i zarobki w sektorze energetycznym. Według badania przeprowadzonego w listopadzie 2015 roku wśród 28 tys. specjalistów ze 178 państw, poziom płac w branży obniżył się o 1,4 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Tymczasem jeszcze w 2014 roku zarobki rosły o 1,3 proc., a w 2012 roku – aż o 5 proc. 93 proc. pracodawców przyznaje, że w ich miejscu pracy w ciągu 12 ostatnich miesięcy przeprowadzono pewne redukcje zatrudnienia. 32 proc. ankietowanych osób straciło pracę, a 44 proc. przedsiębiorców przyznało, że w ich firmie prowadzone są procesy restrukturyzacyjne zmierzające do ograniczenia kosztów. Jednocześnie jednak 53 proc. respondentów uważa, że sytuacja w branży zacznie się poprawiać w ciągu najbliższych 12 miesięcy.

>>> Polecamy: Co dają Polakom spadki cen ropy? Na litr paliwa wciąż pracujemy 10 razy dłużej niż Amerykanie

Branży grozi drenaż mózgów

Ze względu na trudną sytuację rynkową, specjaliści z sektora ropy i gazu próbują swoich sił w innych branżach. Według raportu firmy Hays, aż 72 proc. zwolnionych w ubiegłym roku osób rozważa zmianę profilu zawodowego. Może to fatalnie wpłynąć na kondycję całego sektora w przyszłości. Pracodawcy już teraz boją się, że gdy rynek znów się odbije, będą mieć problemy z rekrutacją odpowiednich fachowców. Ponad jedna piąta ankietowanych pracodawców uważa, że największym wyzwaniem w 2016 roku będzie dla nich niedobór wykwalifikowanych pracowników. Z drugiej strony taka tendencja pozwoli kandydatom dyktować warunki na rynku pracy i może wpłynąć na wzrost ich wynagrodzeń.

„Długotrwały spadek cen ropy naftowej stworzył więcej wyzwań niż początkowo mogło się wydawać. Te problemy to nie tylko zmniejszenie przychodów i redukcja zatrudnienia w firmach, ale również odpływ cennych kompetencji z branży oil & gas” – mówi John Faraguna, Managing Director Hays Oil & Gas. - Wstrzymanie rekrutacji w branży może się przyczynić do powstania ogromnego niedoboru talentów, który w drugiej połowie lat osiemdziesiątych był powodem załamania sytuacji na rynku energetycznym. Aby zatrzymać obecny personel i stworzyć atrakcyjną markę pracodawcy, firmy powinny skoncentrować się na rozwoju oferty szkoleń oraz atrakcyjnych ścieżek kariery – dodaje.

>>> Czytaj też: Czy światu naprawdę grozi "oilmageddon"? Oto fakty o stanie globalnej gospodarki

Ile można zarobić w sektorze?

Choć zarobki w globalnym sektorze wydobywczym spadają, ich wysokość wciąż pozostaje bardzo atrakcyjna. Przeciętne wynagrodzenie w tej branży w 2015 roku wynosiło 82 141 dol. (ok. 320,3 tys. zł) rocznie, przy czym lokalni pracownicy dostawali ok. 68 400 dol., a zagraniczni – 98 200 dol.

Gdzie można zarobić najwięcej? Przoduje branża LNG, gdzie w zależności od doświadczenia zarobki wahają się od 39 tys. dol. rocznie wśród absolwentów, do nawet 233,3 tys. dol. na stanowiskach dyrektorskich. Początkujący specjaliści w dziedzinie geologii mogą liczyć na ok. 45,8 tys. dol. rocznie, a najwyżsi menedżerowie – ponad 225 tys. dol. Z kolei wśród inżynierów naftowych wynagrodzenia w 2015 roku wahały się od 44 tys. dol. do 210 tys. dol. Najniższe zarobki deklarowały osoby zajmujące się budową i obsługą rurociągów (30,1 tys. – 110,3 tys. dol.).

Jak podkreślają autorzy raportu, zawirowania na rynku surowców w ubiegłym roku doprowadziły do licznych fuzji i przejęć w branży. Jedną z najgłośniejszych transakcji tego typu jest przejęcie brytyjskiego BG Group przez Rogal Dutch Shell za 49 mld dol. Tak wielkiej transakcji w branży paliwowej nie było od dekady. Akcjonariusze Shella zgodzili się na transakcję pod koniec stycznia tego roku. Eksperci spodziewają się, że trend łączenia się przedsiębiorstw w sektorze będzie nadal kontynuowany, z tego względu można spodziewać się kolejnej fali redukcji zatrudnienia. Firmy będą jednak też szukać doświadczonych specjalistów do asystowania w procesie integracji biznesów.

Prognozy na najbliższe 12 miesięcy nie są jednak optymistyczne. 41 proc. ankietowanych specjalistów uważa, że w 2016 roku wynagrodzenia w branży pozostaną na tym samym poziomie lub będą spadać. To największy odsetek od co najmniej sześciu lat. 62 proc. respondentów (najwięcej od 2010 roku) prognozuje, że poziom zatrudnienia w ich firmach w tym roku nie zmieni się lub spadnie.

Nowe projekty w Polsce, nowe miejsca pracy

Czy kryzys w branży energetycznej odbija się też na kondycji rynku pracy w branży surowcowej w Polsce? Połowa firm, które prowadzą działalność na polskim rynku deklaruje, że według nich największym wyzwaniem dla całego sektora energetycznego w ciągu najbliższych 12 miesięcy będzie niestabilność gospodarcza. Jednocześnie połowa ankietowanych pracodawców jest spokojna o kondycję branży w 2016 roku – wynika z raportu Hays.

„Z jednej strony obserwujemy w Polsce trudną sytuację w branży wytwarzania oraz projektowania konstrukcji na potrzeby zagranicznych przedsiębiorstw sektora offshore. Co więcej, w okresie ostatnich 12 miesięcy, sektor poszukiwania złóż ograniczył zatrudnienie do minimum i w najbliższym czasie nie będzie miał większego wpływu na sytuację na rynku” – mówi Bartosz Maciaszek, Head of Energy w Hays Poland.

Nie należy jednak spodziewać się zastoju na rynku pracy, wręcz przeciwnie – będą pojawiać się nowe oferty. „Z powodu prowadzonych i planowanych przez nasz kraj inwestycji, mających na celu dywersyfikację dostaw gazu i ropy do Polski, w roku 2016 spodziewamy się zapotrzebowania na inżynierów z doświadczeniem w projektowaniu i budowie instalacji przemysłowych. Nowe miejsca pracy powinny również powstać w sektorze chemicznym oraz budownictwie energetycznym – podkreśla Bartosz Maciaszek.

Sztandarowym polskim projektem zmierzającym do uniezależnienia się od dostaw gazu z Rosji jest terminal LNG w Świnoujściu. Gigantyczny gazoport rozpocznie normalną pracę w połowie tego roku. Rząd nie wyklucza jednak jego dalszej rozbudowy. Polska chce też wznowić plany budowy gazociągu z Norwegii – zapewniała o tym na początku lutego premier Beata Szydło podczas swojej wizyty w tym kraju.

Zawiedli się natomiast ci, którzy wiązali wielkie nadzieje z łupkowym boomem w Polsce. Choć według Państwowego Instytutu Geologicznego, zasoby tego surowca w naszym kraju wynoszą od 346 do 768 mld m szesc., droga do ich eksploatacji na szeroką skalę jest wciąż daleka. W ostatnich latach z Polski wycofały się największe zagraniczne koncerny wydobywcze, z ExxonMobil, Marathon Oil i Talisman Energy na czele. Z koncesji zrezygnował też Chevron i Conoco-Phillips. Jak wynika z najnowszych danych resortu środowiska, w Polsce obowiązują w tej chwili 32 koncesje. Dla porównania, w 2012 roku było ich aż 113. Czytaj więcej tutaj.

„Przez ostatnie cztery lata Polska była postrzegana jako najbardziej obiecujące źródło gazu łupkowego w Unii Europejskiej i największa nadzieja, na wyswobodzenie się z gazowej zależności od Rosji. Od 2010 roku powstały tu dziesiątki odwiertów, jednak tylko niewielka część z nich zakończyła się sukcesem. Z danych Bloomberga wynika, że przepływ gazu z najbardziej perspektywicznych odwiertów stanowił zaledwie 30 proc. wielkości wymaganej do rozpoczęcia wydobycia na skalę komercyjną. Po tym, jak z poszukiwań gazu w Polsce zrezygnował Chevron, Europa będzie musiała szukać alternatywnych sposobów na uniezależnienie się od Rosji” – czytamy w raporcie Hays.

>>>Polecamy:  Wynagrodzenia w Polsce. Sprawdź, ile zarabiają inni na twoim stanowisku