Rząd obiecuje nową jakość we wspieraniu polskich eksporterów i inwestorów. Skonsolidowany system – dziś rozrzucony między Polską Agencją Informacji i Inwestycji Zagranicznych, Polską Agencją Rozwoju Przedsiębiorczości, Bankiem Gospodarstwa Krajowego, Korporacją Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych i kilkoma innymi podmiotami – ma być bardziej efektywny. Centralna instytucja o roboczej nazwie Agencja Wspierania Eksportu powinna, według wstępnych szacunków, dysponować rocznym budżetem na poziomie 200-250 mln zł.

– Agencja będzie częścią Polskiego Funduszu Rozwoju, o którym mówi w swoim planie wicepremier Morawiecki – twierdzi Radosław Domagalski-Łabędzki, wiceminister rozwoju.

Więcej oddziałów

Zapowiada utrzymanie dotychczasowego wsparcia dla branż uznanych za perspektywicznie. To 12 sektorów, w tym spożywczy, meblarski, IT oraz części samochodowych. Firmy mają dostać lepszą opiekę za granicą. Ministerstwo rozwoju chce otworzyć około 20 nowych Wydziałów Promocji Handlu i Inwestycji (WPHI)

– Chcemy przenosić obecność administracji z Europy do Azji i Afryki. Będą kolejne WPHI: drugie w Indiach, nowe w Birmie, Singapurze, Wietnamie, na Filipinach, w Australii, Angoli, Tanzanii, Nigerii, Senegalu, Etiopii oraz Meksyku – to zaskakująca sytuacja, ale nie mamy przedstawicielstwa na tym obiecującym rynku – wymienia Radosław Domagalski.

Resort chce też pomagać innowacyjnym firmom w wejściu na osiem rynków priorytetowych, na których powstaną oddziały wsparcia. Już wiadomo, że będą to Niemcy, Irlandia, Wielka Brytania, USA i Chiny oraz jeden z krajów ASEAN i Zatoki Perskiej.

Program Mostów Technologicznych zaoferuje polskim firmom z potencjałem innowacyjnym m.in. refundację części kosztów zakładania działalności za granicą.

>>> Czytaj też: Niskie koszty produkcji, wysoka jakość. Polska motoryzacja bije eksportowe rekordy

– Chcemy zmienić filozofię i zdecentralizować komunikację. Dziś firmy nie mają świadomości istnienia instrumentów wsparcia. Centra Obsługi Inwestora (COI), kilku urzędników w urzędzie marszałkowskim, miały być pośrednikiem w przekazywaniu informacji przedsiębiorcom. Nie działało to efektywnie. Chcemy to zrobić inaczej. Do współpracy zaprosimy wszystkie podmioty: izby, strefy ekonomiczne, COI. Chcemy zinformatyzować system, żeby każdy przedsiębiorca miał dostęp do naszych baz danych, sprofilowanych pod kątem możliwości eksportowych – mówi Radosław Domagalski.

Jak to należy zrobić

Więcej szczegółów na razie nie ma. Jednak już te zapowiedzi wzbudziły entuzjazm krajowych przedsiębiorców i pozytywne komentarze przedstawicieli zagranicznego biznesu.

– Chcąc stworzyć taką organizację, Polska powinna spojrzeć nie dalej niż w kierunku Wielkiej Brytanii. UK Trade&Investment (UKTI), czyli brytyjska agencja handlu i inwestycji zagranicznych, jest w dużej mierze modelem, na którym Polska mogłaby bazować – mówi Patrick Ney, szef BPCC Trade, czyli wspólnej inicjatywy Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej i UKTI.

UKTI ma 2,5 tys. pracowników z czego 1,3 tys. doradza brytyjskim eksporterom w ponad 100 lokalizacjach. W 2010 r. została wybrana najlepszą agencją handlu i inwestycji na świecie W 2015 r. UKTI pomogła ponad 50 tys. indywidualnych brytyjskich eksporterów, w wyniku czego 72 proc. odniosło znaczące korzyści. UKTI prowadzi pod względem inwestycji zagranicznych i zdobyła nagrodę Agencji Promocji Inwestycji Roku na Światowym Forum Inwestycyjnym w 2014 r., wspierając ponad 1,9 tys. projektów inwestycyjnych w Wielkiej Brytanii.

– Minister Morawiecki ma rację patrząc na przykłady agencji handlowych w Niemczech, Szwecji, Danii i Korei Południowej, ale UKTI różni się od nich pod względem współpracy z sektorem prywatnym. Od 2012 r. UKTI zainwestowała w 40 nowych projektów, zagranicznych sieci inicjatyw biznesowych (Overseas Business Network Intiative – OBNI) z sektorem prywatnym uznając, że prywatne firmy konsultingowe lub handlowe mogą lepiej wspierać eksporterów – opowiada Patrick Ney.

BPCC Trade jest częścią tej inicjatywy i od 2012 r. jest liderem projektu OBNI. Pomaga ponad 1,3 tys. brytyjskich eksporterów w budowaniu strategii wejścia na rynek.

– Naszych pięciu najlepszych klientów przewiduje, że dzięki naszej pomocy ich obroty wyniosą ok. 300 mln zł w ciągu 5 lat – podkreśla Patrick Ney.

Patrick Ney podpowiada, jakie warunki powinna spełnić idealna agencja.

Po pierwsze, musi być obecna na całym świecie z oddziałami na większych rynkach, które będą zarządzać partnerami z sektora prywatnego na mniejszych rynkach.

Po drugie, środki powinny być przydzielane na podstawie m.in. długoterminowego wzrostu (np. Chiny i Indie), rynków o wysokim wzroście (np. Nigeria, Malezja, ZEA, Wietnam) i tradycyjnych rynków UE.

Po trzecie, międzynarodowa sieć musi współpracować z lokalnymi biurami i innymi organizacjami biznesowymi.

Po czwarte, ważne, by zatrudniała pracowników doświadczonych w eksporcie, logistyce lub finansach i znających priorytetowe sektory – zarówno Polaków, jak i lokalnych ekspertów z doświadczeniem w lokalnych kanałach sprzedażowych.

Po piąte, powinna korzystać z usług ważnych dla eksporterów: przeprowadzać badania możliwości biznesowych, budować strategie wejścia na rynki, organizować spotkania i – co najważniejsze – budować popyt na rynku np. wykorzystując media społecznościowe.

Po szóste, dobrze, gdyby wspierała i zachęcała małe firmy, które nigdy nie eksportowały, dając im więcej wsparcia finansowego przy pierwszych projektach.

Po siódme, warto, by mądrze wykorzystywała możliwości nowych usług cyfrowych dla polskich firm. Rejestrując się w nowym systemie polskie firmy powinny dostać coś w rodzaju paszportu eksportowego, który daje im dostęp do możliwości biznesowych na całym świecie oraz informacji o sektorach i strategiach wejściowych w czasie rzeczywistym. Tak działa exportingisgreat.com, strona stworzona przez rząd Wielkiej Brytanii.

Po ósme, powinna skutecznie promować globalną polską markę, np. ExportPoland, która będzie tworzyć lokalny popyt dla polskich towarów i usług na kanałach B2B oraz B2C i jednocześnie promować Polskę jako dobry rynek dla inwestycji zagranicznych. Na tej zasadzie działa brytyjska kampania „GREAT” – jest prosta, wielosektorowa i działa bardzo dobrze w różnych kanałach komunikacyjnych.

Po dziewiąte, należy skupić się na wynikach i rezultatach klientów, a nie organizacji. UKTI używa narzędzia zwanego „Export Win”, gdzie przedstawiciele firmy potwierdzają, ile zarobili dzięki bezpośredniej pomocy UKTI. Co roku celem – tak jak w biznesie – jest zwiększanie tych wyników.

Dziesiąta, najważniejsza rzecz: polskie firmy nie mogą dostać takiego wsparcia za darmo. Jeżeli firmy nie mają swojego wkładu w wejściu na nowe rynki – nie podchodzą do tego poważnie i nie angażują się na 100 proc.

– Polscy podatnicy zasługują na dobrej jakości agencję rządową, więc i ta agencja powinna mieć cel – w ciągu 10 lat stać się co najmniej w 50 proc. samowystarczalna finansowo i utrzymywać się z płatnych projektów wykonywanych dla polskich eksporterów – podkreśla Patrick Ney.

>>> Czytaj też: Plan Morawieckiego zapewni 14 lat podwyżek? Do 2030 roku dogonimy UE

Każdy chce synekury

Zdaniem Neya, stworzenie takiej agencji nie powinno trwać dłużej niż rok.

– Pracujemy nad ustawą o systemie wspierania promocji. Chciałbym, żeby projekt został przesłany do sejmu na koniec pierwszego półrocza. Ponieważ to priorytet rządu, liczę, że prace przebiegną sprawnie, a proces zostanie zakończony w tym roku, na koniec trzeciego czy początek czwartego kwartału – mówi Radosław Domagalski.

Wiceminister zdaje sobie jednak sprawę, że to trudne przedsięwzięcie.

– Ktoś podliczył, że było już 14 prób stworzenia jednej agencji promocji gospodarczej, w tym kilka mocno zaawansowanych – przyznaje Radosław Domagalski.

Jednym z powodów, dla którego nie udało się stworzyć mocnej agencji była niechęć kolejnych ministerstw spraw zagranicznych i gospodarki do porozumienia w sprawie ambasad. Sukces był blisko w 2006 r. Powstał wówczas projekt utworzenia Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji. MSZ i MG podpisały porozumienie dotyczące dyplomacji ekonomicznej. W związku z nim zlikwidowano 34 Wydziały Ekonomiczno-Handlowe Ambasad w 26 krajach (zniknęło 145 etatów w MSZ) i przekształcono je w Wydziały Promocji Handlu i Inwestycji będące w gestii MG, w którym przybyło 121 etatów. Dziś w 44 krajach funkcjonuje 49 placówek WPHI.

Choć po dojściu do władzy PO projekt Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji trafił do szuflady, to WPHI podlegające pod MG funkcjonowały. Jak wiadomo z taśm z restauracji „Sowa i Przyjaciele”, Radosław Sikorski stojąc na czele MSZ próbował nakłonić ówczesnego premiera Donalda Tuska do likwidacji WPHI, co miałoby przynieść „wielomilionowe oszczędności”. Janusz Piechociński oficjalnie powiedział, że zablokował ten pomysł.

Superresort nie żartuje

Tym razem ministerstwo rozwoju ma jeszcze większe zakusy i jeszcze szersze plany.

– Chcemy ujednolicić system zarządczy i przeprowadzić konsolidację instytucjonalną. Będzie to koordynowane przez ministerstwo rozwoju – zapowiada Radosław Domagalski.

Co nadzorowane przez wicepremiera Morawieckiego ministerstwo zamierza przejąć, pokazuje slajd z prezentacji Programu Rozwoju.

– Będziemy się starać łączyć nasze zasoby z jednostkami MSZ. Trwają rozmowy z resortem spraw zagranicznych. Nasi radcowie będą motywowani za efekty, wzmocnimy wydziały kadrowo – obiecuje wiceminister rozwoju.

Na celowniku MR znalazły się też podlegające pod Ministerstwo Finansów KUKE i Bank Gospodarstwa Krajowego. Pierwsza instytucja zajmuje się wspieraniem eksporterów. Bank wspiera firmy z sektora MŚP, kredytuje inwestycje, eksport, dotuje innowacyjność. Z przeznaczonego do likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa MR chce „wyjąć” PAIIZ, Agencja Rozwoju Przemysłu (ARP) i Polskie Inwestycje Rozwojowe.

Agencja inwestycji tylko formalnie podlega pod MSP, bo o jej zarządzie i budżecie zawsze decydowało Ministerstwo Gospodarki. Natomiast ARP była mocnym narzędziem resortu skarbu przydatnym swojego czasu przy restrukturyzacji państwowych molochów. Jednym słowem, MR chce przejąć kontrolę nad większą liczbą podmiotów niż samo ma do dyspozycji. I to nie będzie przyjazne przejęcie.

– Mamy informacje od przedsiębiorców, że nasze instytucje, np. KUKE czy BGK nie są do końca elastyczne. Gdy zostanie uregulowana struktura własności, ocenimy np. kwestię ryzyka. Już rozmawiamy i będą tu zmiany. Nowy PIR będzie mieć elastyczną politykę inwestycyjną, bo instrumenty finansowe są kluczowe, by zapewnić większą konkurencyjność polskim firmom w eksporcie i inwestycjach zagranicznych. Musimy być co najmniej tak samo dobrzy jak inne kraje Europy, a tak naprawdę – lepsi, bo nadganiamy – zapowiada Radosław Domagalski.

Co na to inni ministrowie? Rozmowy trwają i należy zakładać, że skoro taki slajd został opublikowany, to wszystko jest na dobrej drodze. Ministrowie obecnego rządu bez przerwy powtarzają, że czas skończyć z silosami w rządzie. Czy faktycznie w to wierzą, pokaże m.in. Agencja Wspierania Eksportu. Gdy powstanie.

Autor: Małgorzata Grzegorczyk

>>> Czytaj też: Wielki skok rozwojowy jest możliwy? Oto 5 filarów planu Morawieckiego