Prawdopodobnie większość tych pieniędzy trafiła do najbliższych – dzieci, wnuków i innych krewnych. Dary przekazane przez gospodarstwa domowe emerytów są jeszcze większe, ponieważ w części z nich są osoby, które nie pobierają emerytur, a też są uwzględniane w statystyce darczyńców.

Znacznie mniej hojne były inne gospodarstwa domowe. Na przykład osoby pracujące na własny rachunek przekazywały w ubiegłym roku co miesiąc dary na rzecz innych o wartości 46 zł, renciści – 32 zł , pracownicy – 28 zł, a rolnicy – 26 zł.

Sowite wsparcie udzielane przez emerytów nie powinno zaskakiwać. Wbrew pojawiającym się często opiniom nie są oni grupą najsilniej narażoną na ubóstwo. Potwierdzają to dane GUS. Według nich w ubiegłym roku w skrajnej biedzie egzystowało 5 proc. osób żyjących w gospodarstwach domowych emerytów, podczas gdy w gospodarstwach domowych pracowników – 5,6 proc., a rolników – 14,7 proc.

Pozostali emeryci nie są jednak krezusami. Wśród tych, którzy pobierają świadczenia z ZUS, 5,6 proc. po ubiegłorocznej waloryzacji otrzymywało emerytury w wysokości od nieco ponad 500 zł do 1000 zł – część z nich prawdopodobnie sama potrzebowała pomocy.

Najwięcej emerytów (12 proc.) otrzymywało od nieco ponad 1600 zł do 1800 zł. Część z nich i tych z jeszcze wyższymi świadczeniami miała nadwyżki finansowe. Wskazuje na to choćby fakt, że w ubiegłym roku przeciętny, miesięczny dochód rozporządzalny przypadający na osobę w gospodarstwie domowym emerytów był o 8,8 proc. wyższy niż w gospodarstwach pracowników i wyniósł 1509,50 zł. Było się czym dzielić.

>>> Czytaj też: Wyprzedaż mieszkania z braku oszczędności: emeryci powinni wynajmować zamiast posiadać?

– Największa hojność emerytów wynika z solidarności międzypokoleniowej, która znajduje odzwierciedlenie najbardziej w najstarszym pokoleniu. Żyjemy w kraju dość dużych nierówności dochodowych. A emeryci, nie wiadomo czy słusznie, są uznawani za wygranych transformacji ustrojowej ze względu na stabilność dochodu miesięcznego. W sytuacji gdy młodzi ludzie mają wiele problemów związanych między innymi z tym, że są powszechnie obciążeni kredytami, seniorzy wspierają ich finansowo – twierdzi prof. Arkadiusz Karwacki z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.

– Kwoty przekazywane innym wynikają nie tylko z zamożności darczyńców. Choć część gospodarstw emeryckich rzeczywiście radzi sobie bardzo dobrze i ma dochody, którymi mogą się podzielić z innymi. Ale są też i tacy seniorzy, którzy uznają wyższość potrzeb dzieci czy wnuków, związanych na przykład z edukacją czy opieką zdrowotną, nad własnymi potrzebami – ocenia prof. Ewa Leś z Uniwersytetu Warszawskiego.

– Emeryci mają pewne nadwyżki finansowe, którymi chętnie się dzielą, ponieważ są to osoby, które na ogół uznają, że swoje cele w życiu spełniły. Nie dorabiają się, zwykle nie mają już większych planów, na przykład zakupu domu czy mieszkania. Pytani w badaniach o swoje aspiracje twierdzą często, że skupiają się na pomocy dzieciom i wnukom – mówi dr Tomasz Grzyb z Uniwersytetu SWPS we Wrocławiu. Podkreśla, że to się opłaca. Jak twierdzi, jest cała masa badań, które pokazują, że osoby udzielające pomocy innym są ludźmi bardziej szczęśliwymi niezależnie od tego, jaką kwotę pieniędzy przekazują.

– Emeryci wyróżniają się pod względem wysokości darów przekazywanych innym gospodarstwom domowym, ponieważ mamy wśród nich nadreprezentację ludzi, których bliscy nie mieszkają z nimi. W gospodarstwach domowych pracowników rodzice są w takiej fazie życia, że na ogół mieszkają z dziećmi. Dlatego wydają mniej na pomoc innym gospodarstwom domowym – ocenia prof. Piotr Szukalski z Uniwersytetu Łódzkiego.

Jego zdaniem emeryci są niejako zmuszeni do przekazywania darów. Bo takie są oczekiwania społecznie – starsi mają wspierać młodszych. Tym bardziej że młodsi tego potrzebują. – Zwłaszcza te osoby, które karierę zawodową rozpoczynają z żenująco niskimi wynagrodzeniami, za które trudno wyżyć – uważa prof. Szukalski.

Nie jest też wyjątkiem, że wnukowie otrzymują od dziadków nawet dość wysokie kwoty tylko dlatego, że są właśnie wnukami. 

>>> Czytaj też: Rząd szykuje kolejną rewolucję. Chce połączyć OFE w jeden wielki fundusz