Przy niskich stopach procentowych, a szczególnie małej różnicy między stopami krótkookresowymi i długookresowymi, marże firm finansowych topnieją szybciej niż lody w upale. Finansiści nie mogą oczywiście wołać, że ich zyski spadają – bo po kryzysie finansowym współczucie dla tej branży jest ujemne – więc coraz częściej straszą emerytalnym armagedonem. Wskazują, że przy bardzo niskich stopach procentowych akumulacja kapitału emerytalnego będzie zbyt powolna, żeby zapewnić przyszłym emerytom godziwe wypłaty lub takie wypłaty, do jakich zobowiązały się fundusze emerytalne. I w tej sprawie mają rację, choć nie jest to argument za podnoszeniem stóp procentowych.

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

My w Polsce oczywiście jesteśmy w tej dziedzinie znacznie bardziej zaawansowani niż Zachód, co rzadko się zdarza w jakiejkolwiek dziedzinie. Zaawansowani to znaczy, że wiemy, iż przyszłość emerytów w świecie spadającej liczby osób w wieku produkcyjnym jest mizerna, i nie jest to dla nas żaden szok. System repartycyjny, czyli taki, w którym emerytury są finansowane ze składek osób pracujących, może długookresowo zapewnić emeryturę na poziomie 20–40 proc. ostatniej pensji (w zależności od skali recesji demograficznej). Żeby utrzymać na emeryturze jako taki standard życia, czyli mieć 50–60 proc. ostatniej pensji, należy odkładać ok. 10 proc. swoich miesięcznych dochodów na cele emerytalne. Taka kalkulacja oparta jest na kilku założeniach, o których w tym miejscu nie ma sensu pisać, ale jedno z nich jest szczególnie istotne – że jesteśmy w stanie osiągnąć ok. 3 proc. rocznie realnego zwrotu z aktywów. Czy rzeczywiście jesteśmy? Przyjrzyjmy się tylko najbezpieczniejszym inwestycjom, czyli lokatom bankowym i obligacjom. W zeszłym tygodniu stawiałem pytanie, czy jest sens inwestować na giełdzie, dziś poruszam temat bezpieczniejszych lokat, od których nie ma ucieczki.

Czytaj więcej w e-wydaniu Dziennika Gazety Prawnej