"Wiadomo, że w administracji prezydenta (Władimira Putina) omawiane są warianty, jak przyciągnąć ludzi na wybory i nadać im prawomocność. Jednym z nich jest realna konkurencja z silnymi kandydatami, a nie z tymi, którzy kandydują już od 20 lat z rzędu. Teraz będą tylko dwa scenariusze - z Nawalnym i bez Nawalnego" - ocenia politolog Jekatierina Szulman, cytowana przez "Nową Gazietę".

Z opinią, że udział Nawalnego może być korzystny dla władz, zgadza się cytowane przez "Wiedomosti" źródło zbliżone do Kremla. "Nawalny może być przydatny w wojnach między elitami, może być przydatny i na wyborach" - powiedziała ta osoba.

Wiceszef niezależnego ośrodka badania opinii publicznej Centrum Lewady Aleksiej Grażdankin przyznaje z kolei, że udział Nawalnego "może być wykorzystany do legitymizacji nowego, czy też +starego nowego+ prezydenta". Grażdankin zastrzega, że warunkiem jest, by udział Nawalnego nie wiązał się dla władz z ryzykiem, tj. by wskaźniki poparcia utrzymały się na obecnym poziomie.

Politolog Dmitrij Oreszkin zwraca uwagę, że przewidywanie decyzji, jaką podejmie administracja prezydenta - "dopuszczać, czy nie dopuszczać (Nawalnego do wyborów), a jeśli nie, to na jakim etapie" - nie ma sensu. "Być może spróbują zrobić to, co było w wyborach (mera) w 2013 roku w Moskwie, kiedy pomogli Nawalnemu w uczestniczeniu w nich. Wówczas wypadł dobrze, ale zwyciężył i tak ten, który miał zwyciężyć (obecny mer Siergiej Sobianin - PAP)" - powiedział Oreszkin "Nowej Gaziecie".

Eksperci oceniają jako dobry krok to, że Nawalny jako pierwszy zapowiedział swój start w wyborach, które powinny odbyć się w marcu 2018 roku. Zamiar kandydowania na prezydenta wyrażał dotychczas tylko lider opozycyjnego Jabłoka Grigorij Jawliński. Władimir Putin nie zadeklarował jeszcze udziału.

Reklama

Zdaniem Oreszkina Nawalny mógłby otrzymać 10 proc. głosów nawet, gdyby nie przeszkadzano mu w kampanii. Politolog Konstantin Kałaczew powiedział "Wiedomostiom", że w wyborach Nawalny "nie ma szans", jeśli jednak demokratyczny kandydat zdobywa ponad 5 proc., to daje mu to moralne prawo do występowania jako "lokomotywa wyborcza". "Nawalny jest młody i może pozwolić sobie na czekanie" - wskazuje Kałaczew.

Zdaniem tego eksperta udział opozycjonisty w wyborach miałby dla Kremla więcej minusów niż plusów, bowiem jeśli podniesie on swój kapitał jako polityk, to "trzeba się będzie z nim liczyć".

Obserwatorzy zwracają uwagę, że deklaracja Nawalnego nastąpiła w czasie, gdy przed sądem w Kirowie ponownie toczy się jego proces. W 2013 roku Nawalny został skazany na 5 lat kolonii karnej za zdefraudowanie 30 mln rubli (460 tys. USD) z państwowej spółki Kirowles (później karę zawieszono). Rosyjski Sąd Najwyższy w listopadzie uchylił ten wyrok i sprawa rozpatrywana jest ponownie. Jednak właśnie uchylenie wyroku przywróciło Nawalnemu prawo udziału w wyborach.

Zdaniem Oreszkina decyzja Nawalnego o starcie w wyborach wzmacnia jego pozycję we wznowionym procesie. "Jeśli potencjalnego kandydata na prezydenta zadręczą, to reakcja społeczności międzynarodowej, jak i wewnątrz kraju będzie inna, także w sprawie jego procesu sądowego. Będzie to oznaczać, że sądzony jest potencjalny uczestnik wyścigu prezydenckiego" - mówi politolog.

Na Nawalnym ciąży jeszcze inny wyrok warunkowy - w sprawie firmy Yves Rocher, jednak dotyczy on lżejszych zarzutów niż wyrok w sprawie Kirowlesu i dlatego nie stanowi przeszkody dla udziału w wyborach.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow pytany we wtorek przez dziennikarzy, jak władze odnoszą się do decyzji Nawalnego, odpowiedział jednym słowem: "Nijak".

Z Moskwy Anna Wróbel (PAP)