W strukturach Unii Europejskiej coraz głośniej mówi się o "tektonicznym przesunięciu", a eksperci nie mają wątpliwości, że jesteśmy świadkami historycznego zwrotu – pisze Eigenmann. Z kolei niemiecka historyczka Liana Fix na łamach „Financial Times” określiła obecną sytuację mianem "Zeitenwende", czyli punktu zwrotnego, który można śmiało porównać ze zjednoczeniem Niemiec.
Niemcy wydadzą na wojsko więcej niż Francja i Wielka Brytania razem wzięte
Jak zauważa Eigenmann, gabinet Friedricha Merza zamierza wpompować w armię astronomiczne 800 miliardów euro do 2030 roku. Największy szok wywołuje jednak prognoza na 2029 rok. Niemiecki budżet obronny ma wtedy sięgnąć blisko 190 miliardów euro. To dokładnie tyle, ile na wojsko wydadzą Francja i Wielka Brytania razem wzięte.
Dla pogrążonego w długach Paryża to potężny cios. Francuzi nie boją się nowej inwazji Bundeswehry, ale panicznie obawiają się marginalizacji. Francuski przemysł zbrojeniowy, stanowiący fundament tamtejszej gospodarki, może zostać po prostu zmieciony z europejskiego rynku przez niemieckich konkurentów.
Niemcy zbroją się na potęgę. Szwajcarskie media: W Polsce narasta niepokój
Z perspektywy Warszawy – zdaniem Eigenmanna – sytuacja wygląda jak klasyczny geopolityczny klincz. Polska, boleśnie doświadczona historią, od lat z niepokojem patrzy na wzrost potęgi zachodniego sąsiada. Z drugiej strony, widmo rosyjski inwazji zmusza do szukania silnych sprzymierzeńców.
Eigenmann zwraca jednak uwagę, że nad Wisłą wciąż żywa jest obawa przed najczarniejszym scenariuszem, że po zakończeniu wojny w Ukrainie "zbrojący się Niemcy znów porozumieją się z Moskwą ponad głowami Polaków i Ukraińców".
Najbardziej niepokojący fragment analizy Eigenmanna dotyczy jednak samej niemieckiej sceny politycznej. Friedrich Merz zapewnia, że nowa Bundeswehra powstaje w duchu partnerstwa i zasady "nigdy więcej sami". "Co jednak, jeśli władzę w Berlinie przejmie nieprzewidywalna i skrajna Alternatywa dla Niemiec (AfD)?" – pyta autor.
Widmo AfD nad Bundeswehrą. Rewizja powojennych granic i przyszłość armii europejskiej
Eksperci cytowani przez "Tages-Anzeiger" uważają, że politycy AfD nie tylko flirtują z Putinem, ale ich radykalne skrzydła potrafią otwarcie kwestionować nienaruszalność powojennych granic. "Jeśli dodamy do tego potężną, zreorganizowaną armię, historyczne spory o Śląsk, Sudety czy Alzację mogą nagle przestać być jedynie domeną podręczników do historii" – czytamy.
Jak zauważa Eigenmann, Europa stoi dziś przed gigantycznym wyzwaniem. Padają propozycje stworzenia wspólnej armii europejskiej lub finansowania zbrojeń ze wspólnego długu, co pozwoliłoby krajom takim jak Francja, Włochy czy Hiszpania dotrzymać kroku Berlinowi.
Na to jednak rząd Merza nie chce się zgodzić, obawiając się, że wspólny dług napędzi poparcie dla radykałów z AfD. "Niemiecki kanclerz stoi przed próbą dziejową na miarę Helmuta Kohla – musi udowodnić sąsiadom, że potężne Niemcy to dla Europy tarcza, a nie kolejne zagrożenie" – kończy Eigenmann.
