Według dostępnych danych GUS, m.in. z „Rocznika Statystycznego Województw 2025”, w Polsce w miejscowościach liczących do 20 tys. mieszkańców, a więc i na wsiach, żyje ok. 20 mln osób.
Przypada na nie 29 proc. wszystkich zaległości konsumentów widocznych w Krajowym Rejestrze Długów, które obecnie wynoszą 40,8 mld zł. Pokazuje to, że problem zadłużenia w Polsce lokalnej jest strukturalny. Z czego to wynika?
Małe miejscowości, małe dochody, duży dług
Dochód do dyspozycji mieszkańców największych miast jest o ponad jedną trzecią wyższy niż w tych do 20 tysięcy mieszkańców. Widać więc dużą dysproporcję. Na to nakładają się ograniczone możliwości zarobkowania. Według najnowszych danych GUS, przeciętny roczny ekwiwalentny dochód do dyspozycji na osobę w miastach do 20 tys. mieszkańców wyniósł niespełna 64 tys. zł.
Dla porównania w aglomeracjach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców było to 86,2 tys. zł. Największa część kłopotów finansowych koncentruje się w miasteczkach liczących od 5 tys. do 10 tys. mieszkańców.
Zaległości sięgają tam 4,93 mld zł i są udziałem 223,8 tys. osób z przeciętnym długiem wynoszącym 22 tys. zł.
- Lokalny rynek zatrudnienia jest bardzo wąski: dyskonty, mała gastronomia, szkoły, przychodnie, urzędy i niewielkie prywatne firmy. Nie ma tam ulokowanych zagranicznych inwestycji, bo te wybierają ośrodki z większą liczbą pracowników i lepszą infrastrukturą. Wiele osób dojeżdża do pracy w odległych miastach, a więc ponosi wysokie koszty transportu, które pochłaniają znaczną część pensji. Wystarczy, że ktoś z domowników straci pracę lub zaczyna nieregularnie dostawać wypłatę, a pojawiają się problemy – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
Jednak z dane GUS pokazują, że jest postęp. W latach 2015-2025 r. odsetek osób doświadczających braku możliwości zaspokojenia potrzeb materialnych i społecznych z powodu ograniczeń finansowych, obniżył się z 7,8 proc. do 2 proc., czyli o 5,8 p. proc.
Objawiało się to m.in. brakiem możliwości uczestniczenia w życiu społecznym i kulturalnym, które prowadziło do wykluczenia. Dla porównania ten wskaźnik w wielkich aglomeracjach wyniósł zaledwie 0,7 proc., a w małych miejscowościach 2,6 proc.
Dług to sprawa honorowa, a więc męska
Polska małych miasteczek pozostaje tradycyjna. Wśród dłużników dominują ci w wieku 36-45 lat – aż 149,7 tys. osób. To ponad 1/4 wszystkich konsumentów z tych miejscowości, którzy figurują w rejestrze.
Ale najwyższą łączną kwotę zaległości mają mieszkańcy pomiędzy 46. a 55. rokiem życia, którzy muszą oddać 3,8 mld zł. Jest to aż 1/3 wszystkich nieuregulowanych zobowiązań w małych miejscowościach. Właśnie w tej grupie ma również najwyższe średnie zadłużenie, przekraczające 30 tys. zł na osobę.
– Osoby w wieku 46-55 lat najczęściej są w okresie najwyższej aktywności zawodowej, ale jednocześnie ponoszą wysokie koszty utrzymania gospodarstw domowych oraz wychowania, nauki i usamodzielniania dzieci. Na to nakłada się spłata wcześniejszych, często wieloletnich, zobowiązań, jak kredyty hipoteczne czy na działalność gospodarczą. W przypadku tej grupy problem zadłużenia wynika więc głównie z długotrwałego obciążenia domowego budżetu stałymi wydatkami – zauważa Adam Łącki.
Mężczyźni stanowią blisko 70 proc. dłużników na wsiach i w małych miastach, ale odpowiadają za aż 80 proc. wszystkich zaległości. Mają do spłaty 9,3 mld zł, podczas gdy kobiety 2,5 mld zł, czyli ok. 21 proc. całej kwoty. Ich przeciętny dług też jest zdecydowanie wyższy niż u płci pięknej. Panowie mają do oddania średnio 25,3 tys. zł, a w przypadku pań jest to 14,3 tys. zł. Nie wynika to z większej gospodarności pań ale z tradycyjnego podziału ról i realnych możliwości zatrudnienia.
– W najmniejszych ośrodkach to mężczyźni mają większe możliwości zatrudnienia lub dojazdu do pracy w innych miastach. Posiadając regularne dochody, zaciągają zobowiązania na potrzeby rodziny, takie jak zakupy ratalne czy kredyty gotówkowe i to na nich spoczywa ciężar spłaty. Oni też ponoszą konsekwencje – jeśli nie pokryją zaległości, trafiają do rejestrów dłużników, a wierzyciele chcą od nich wyegzekwować zwrot pieniędzy – wyjaśnia Jakub Kostecki, wiceprezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.
