Kto będzie nowym prezesem Sądu Najwyższego? Wywiad z posłem Mularczykiem

Ten tekst przeczytasz w 11 minut
13 marca 2017, 06:00
Sąd Najwyższy
Sąd Najwyższy/PAP
Arkadiusz Mularczyk, poseł PiS, przewodniczący komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach: W Trybunale Konstytucyjnym zasiadają wybitni prawnicy i doświadczone życiowo osoby, które mają świadomość skutków – pozytywnych czy negatywnych – takich czy innych rozstrzygnięć.

… (uśmiech) O tym zadecyduje Zgromadzenie Ogólne sędziów SN zwołane, mam nadzieję, na podstawie ustawy.

Przede wszystkim chciałbym, by był to obiektywny sędzia nieangażujący się w bieżące spory polityczne po którejś ze stron. By widział dobro wymiaru sprawiedliwości jako cel nadrzędny, ale w szerszym kontekście sytuacji społecznej, gospodarczej czy nawet politycznej w kraju. Wymiar sprawiedliwości powinien realizować cel służebny wobec Rzeczpospolitej oraz społeczeństwa.

Sądownictwo nie może funkcjonować jako władza wyalienowana od społeczeństwa. Można odnieść wrażenie, że od dłuższego czasu niektórzy prominentni przedstawiciele wymiaru sprawiedliwości funkcjonują w oderwaniu od rzeczywistości.

Mam wątpliwości, czy to niezależność, czy też sytuacja, w której określona grupa zawodowa stworzyła sobie system korporacyjny, który decyduje o dystrybucji przywilejów i awansów niezależnie od efektywności pracy, jak też ocen dokonywanych przez społeczeństwo i inne władze.

Wymiar sprawiedliwości nie jest samotną wyspą, powinien uwzględniać, jak jest oceniany przez społeczeństwo. Powinien też proponować rozwiązania, które pozwolą mu funkcjonować sprawniej, szybciej, ale także w sposób bardziej przyjazny dla obywateli. Dziś natomiast każdy, kto ma na ten temat zdanie krytyczne, z góry jest traktowany jak wróg publiczny. Jak ten, który chce naruszyć niezawisłość i niezależność sądów oraz sędziów.

I prezes SN aktywnie włącza się w debatę publiczną, problem polega na tym, że wyłącznie po jednej stronie sporu politycznego. Z drugiej strony w sposób bezkrytyczny podchodzi do funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Co więcej, bierze udział w akcjach o charakterze quasi-politycznym. Tak było niedawno w Katowicach, gdzie wpływowi członkowie tego środowiska nawoływali do rozwiązań, które jeszcze rok temu wydawałyby się abstrakcyjne. Teraz zmieniają swoje poglądy o 180 st. Nie tak dawno sama pani prezes mówiła, że sędzia powinien być całkowicie apolityczny.

To kontrowersyjna teza w świetle art. 193 konstytucji dot. pytania prawnego sądu do TK oraz utrwalonego orzecznictwa SN i TK, zgodnie z którym związanie sądów ustawą, o której mowa w art. 178 konstytucji obowiązuje, dopóki ustawie przysługuje moc obowiązująca. Niestety środowiska, które niemal przez 30 lat pełniły rolę autorytetów prawniczych – mam tu na myśli znanych profesorów prawa, byłych prezesów TK – a dziś straciły wpływy, czują się zagrożone ze względu na utratę przywilejów. Kreują więc teraz narrację walki całego wymiaru sprawiedliwości z rządem, większością sejmową, z TK, traktując sędziów jak wojsko, które ma iść na ich wojnę. To budzi mój sprzeciw, że można zmieniać o 180 stopni poglądy prawne w zależności od tego, kto sprawuje władzę.

Uważam, że osoby pełniące najważniejsze funkcje publiczne, a taką osobą jest I prezes SN, oprócz tego, że reprezentuje SN na zewnątrz, powinna mieć pewien słuch społeczny – w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Powinna ważyć słowa oraz mieć skłonność do refleksji i całościowej oceny sytuacji. Nie powinna być wyłącznie najważniejszym przedstawicielem korporacji. Powinna zadać sobie także pytanie, dlaczego politycy, którzy zapowiadają głębokie reformy wymiaru sprawiedliwości, mają tak wielkie poparcie społeczne.

Może ta okoliczność zmusi elity tego środowiska do autorefleksji. Czy nie budzi pani zdumienia sytuacja, w której Sąd Apelacyjny – Cywilny pyta Sąd Najwyższy o zgodność z prawem wyboru obecnej prezes TK?

Powszechną wiedzą jest, że pani Gersdorf jest żoną b. prezesa TK Bohdana Zdziennickiego. Oboje często występują w mediach, krytykując sytuację wokół TK. To wszystko rodzi przekonanie, że decyzje podejmowane obecnie w niektórych sądach mogą być nietransparentne. Rodzą poważne pytania, czy rzeczywiście są wynikiem jakichś faktycznych wątpliwości prawnych, czy też efektem presji środowiskowej. Przecież w tej konkretnej sytuacji nie można abstrahować od powiązań rodzinnych i personalnych. W takich sytuacjach wymiar sprawiedliwości powinien być szczególnie ostrożny i zdystansowany. Jeżeli sąd okręgowy oddala wniosek pana prezesa Rzeplińskiego o zbadanie umocowania prezes Przyłębskiej, a potem, wskutek zażalenia, sąd apelacyjny uznaje, że wątpliwości są jednak tak poważne, że kieruje pytanie prawne do SN, to przepraszam – trzeba być dzieckiem, żeby nie widzieć tu pewnej gry.

Proszę go o to zapytać, czy on lub też ktoś z jego bliskich rozmawiał na temat tej sprawy w Sądzie Apelacyjnym lub Sądzie Najwyższym.

Ale co ma sąd cywilny do działań TK? Pan prezydent podjął decyzję o nominowaniu prezes Przyłębskiej. Nie widzę tu żadnego związku, który pozwoliłby o prawidłowości tej procedury rozstrzygać Sądowi Najwyższemu.

Wyobraża sobie pani, co by pisali dziennikarze, mówiła opozycja, czy też sama prezes SN, gdyby wyszło na jaw, że klub parlamentarny PiS zgłasza nowelizację dotyczącą zasad wyboru I prezesa SN?

Jeżeli wyrok TK zapadnie w nieodległym terminie i podzieli nasze wątpliwości konstytucyjne, to wówczas będzie nowelizacja ustawy o SN.

Trybunał nie musi przecież orzec zgodnie z naszym wnioskiem. W TK są wybitni prawnicy i doświadczone życiowo osoby, które mają świadomość skutków – pozytywnych czy negatywnych – takich czy innych rozstrzygnięć. Oczekuję więc, że rozstrzygnięcie trybunału będzie konstruktywne.

W mojej ocenie oboje to wyśmienici i doświadczeni prawnicy. Jako parlamentarzysta w Zgromadzeniu Rady Europy zasiadam m.in. w komisji ds. wyboru sędziów do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Przesłuchujemy tam kandydatów ze wszystkich krajów Rady Europy, oceniamy, czy się nadają, czy nie. I proszę sobie wyobrazić, że – inaczej niż w Polsce – nie tylko przedstawiciele nauki są uznawani za osoby, które się wyróżniają wiedzą prawniczą. Bardzo często bardzo poważne kraje wskazują kandydatów, którzy nie są profesorami prawa. To są praktycy – sędziowie, adwokaci, czasem też prawnicy z praktyką dyplomatyczną czy urzędniczą. W ETPC zasiadają osoby o różnym doświadczeniu prawniczym, naukowym, ale też praktycznym. Jeżeli dwudziestoletnia praktyka orzecznicza nie świadczy o wyróżnianiu się wiedzą prawniczą, to co o tym świadczy?

Uważam, że w trybunale powinny zasiadać osoby o bardzo różnym doświadczeniu prawniczym, bo to daje perspektywę szerokiego spojrzenia na sprawy. Dla mnie osoba, która przez 20 lat orzekała w sądzie okręgowym, wyróżnia się wiedzą prawniczą. Trybunał Konstytucyjny powinien łączyć zarówno wiedzę teoretyków prawa, jak i doświadczenie praktyków wymiaru sprawiedliwości.

Sędziowie są częścią władzy, ale problem polega na tym, że znaczna część społeczeństwa krytycznie ocenia tę władzę. Również wydarzenia ostatnich miesięcy rzucają poważny cień na sądownictwo. Weźmy choćby historię z Krakowa, gdzie prezes Sądu Apelacyjnego jest zamieszany w bardzo poważne patologie i nadużycia finansowe. To budzi poważne pytania o kryteria i zasady naboru i awansów w środowisku sędziowskim. Reforma w tym obszarze jest niezbędna.

Proszę zwrócić uwagę, że środowisko sędziowskie w ciągu ostatnich lat nie zaproponowało żadnych recept na te bolączki. Jestem w Sejmie od 12 lat, wcześniej byłem adwokatem. W ciągu tych wszystkich lat obserwowałem, że przepisy forsowane przez sędziów, a wprowadzane przez kolejnych ministrów sprawiedliwości głównie zmierzały ku temu, by ułatwić pracę sędziom. Prekluzje dowodowe, przedsądy, rygorystyczne terminy, kwestie formalne, zasady doręczeń pism, od góry do samego dołu – one wszystkie miały ułatwić pracę sędziom, a wiele z nich uderzało rykoszetem w strony i ich pełnomocników. Zmieniały się rządy, zmieniali się ministrowie, a kierunek tych zmian był zawsze ten sam: żeby sędziowie jak najszybciej i jak najmniejszym nakładem sił mogli się uporać ze sprawami. Ale to często nijak miało się do poczucia sprawiedliwości. Przewlekłość postępowań nadal jest ogromna, czy to z powodu złej organizacji sądów, zbyt wielu sędziów funkcyjnych, czy zbyt wielu szczebli sądownictwa? A może sędziowie mają za dużo możliwości dorabiania na różnych szkoleniach i dla zbyt licznych praca orzecznicza jest tylko dodatkiem?

Po to reformujemy sądownictwo, aby to polskie społeczeństwo miało gwarancję, że ten, kto ma rację i jest uczciwy, przed sądem uzyska zgodne z prawem i sprawiedliwością rozstrzygnięcie.

>>> Polecamy: Polacy mieli przepić 500 plus. Nie sprawdziło się

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj