Jak podkreśla Rinkevics, podczas ćwiczeń Zapad odgrywa się scenariusz ataku na państwa bałtyckie i Polskę. "To nie jest tajemnica, tak było już w 2013 roku. Druga rzecz - jest to manifestacja siły, chodzi o przekaz polityczny" - mówi.
"Tym razem martwimy się tym, że duża liczba wojsk rosyjskich wchodzi na Białoruś, do państwa sąsiadującego zarówno z Polską, jak i Łotwą. Te wojska mogą tam zostać, więc jest to sytuacja, którą uważamy za groźną dla państw sąsiadujących, nawet jeśli ze strony Rosji, czy Białorusi słyszymy zapewnienia, że wojska będą tam tylko na czas ćwiczeń" - dodaje Rinkevics.
"Trzeba pamiętać, że parę lat temu nikt by nie pomyślał, że w XXI wieku będzie możliwe, by jeden europejski kraj zabrał kawałek innego, argumentując, że jest to mówiąc: +do widzenia, musicie z tym żyć i zapomnieć o tym+" - podkreśla polityk.
"Z tego punktu widzenia powinniśmy być gotowi na każdy scenariusz i robić, co tylko możemy, by wzmocnić , bo to są bardzo ważne organizacje dla krajów wschodniej flanki. W obecnych czasach bezpieczeństwo to nie tylko kwestia twardego bezpieczeństwa, ale i miękkiego, a UE robi dobrą robotę w zwalczaniu propagandy, w kwestii cyberbezpieczeństwa" - mówi szef MSZ Łotwy.
Wspólne ćwiczenia Rosji i Białorusi Zapad odbywają się na przemian na terytorium jednego z państw. Manewry, których historia sięga czasów Związku Radzieckiego, odbywały się poprzednio w 2013 r. Według rosyjskiego ministra obrony "w pracach nad koncepcją i scenariuszem ćwiczeń (Zapad 2017) zostanie uwzględniona sytuacja związana ze zwiększeniem aktywności NATO w pobliżu granic Państwa Związkowego". O zamiarze przeprowadzenia ćwiczeń Rosja poinformowała we wrześniu ubiegłego roku, ale nie ujawniła, ilu żołnierzy ma w nich wziąć udział.
>>> Czytaj też: "Słowiańskie braterstwo 2017". Komandosi z Białorusi, Rosji i Serbii ćwiczą przy polskiej granicy
