Rosyjski ekspert: Rosja może patrzeć na sytuację wokół Korei Płn. zajadając popcorn [WIDEO]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
21 czerwca 2017, 08:00
Moskwa, Rosja
Moskwa, Rosja/ShutterStock
W tym momencie Rosja może sobie pozwolić na to, by tylko przyglądać się rozwojowi sytuacji z torbą popcornu w rękach - mówi PAP o sytuacji wokół Korei Płn. rosyjski ekspert ds. bezpieczeństwa i polityki zagranicznej Paweł Łuzin.

"Rosja ma ograniczone instrumenty wpływu na Koreę Północną i jej reżim" - uważa Paweł Łuzin, rosyjski politolog i historyk. Łuzin zwrócił uwagę, na niewielki potencjał rosyjskiego Dalekiego Wschodu. "Jeśli przyjrzymy się rosyjskiemu Dalekiemu Wschodowi, to zobaczymy, że na wschód od Bajkału mieszka sześć milionów Rosjan. Ogromne, niezasiedlone terytorium" - zauważył.

Ekspert przypomniał, że większość rosyjskiego potencjału militarnego skoncentrowana jest w zachodniej części federacji. "W pobliżu granicy z Ukrainą, krajów bałtyckich, w obwodzie kaliningradzkim - na granicy z Polską. Niewiele dywizji stacjonuje na Dalekim Wschodzie. Nawet sieć dróg nie jest wystarczająca" - podkreślił.

Zdaniem Pawła Łuzina ograniczone możliwości nie wykluczają zaangażowania militarnego Rosji, kiedy sytuacja stanie się krytyczna. "Myślę, że w obliczu konfliktu, Rosja mogłaby wysłać oddziały na teren koreańskiego poligonu nuklearnego mieszczącego się ledwie 200 km od granicy Rosji i Korei Północnej" - stwierdził. Politolog przekonuje, że do tego może dojść wyłącznie, jeśli reżim w Pjongjangu stanie w obliczu interwencji militarnej USA i Korei Południowej czy Chin. "Póki Trump nie wystrzeli w kierunku Korei Północnej Tomahawków, Rosja może się nią nie przejmować" - przyznał i dodał: "w tym momencie Rosja może sobie pozwolić na to, by tylko przyglądać się rozwojowi sytuacji z torbą popcornu w rękach".

Politolog wykluczył także możliwość, by Rosja zastosowała metody wpływu na sytuację polityczną w Korei Północnej analogiczne do tych wykorzystanych chociażby wobec USA. "Rosja wpływała na wybory w Stanach, ale robiła to za pośrednictwem hakerów. Nie łamiąc kodów, ale stosując phishing (stosowane przez hackerów techniki wyłudzanie informacji takich jak np. hasła dostępu - PAP)". Jego zdaniem to działanie możliwe tylko wobec otwartego, demokratycznego społeczeństwa, w którym polityka jest prowadzona w sposób publiczny, a, jak zaznaczył, "w Korei Północnej tego nie ma. Internet jest bardzo słabo rozpowszechniony. Od kogo zatem można wykradać informacje?"

Główną przyczyną ostatnich napięć na Półwyspie Koreańskim jest fakt, że władze północnokoreańskie kontynuują program jądrowy i próby rakietowe, mimo zakazujących tego rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ i międzynarodowych sankcji. Pjongjang zapowiada też budowę międzykontynentalnej rakiety balistycznej (ICBM), która byłaby zdolna dosięgnąć terytorium USA i przenieść głowicę nuklearną.

Prezydent USA Donald Trump w poniedziałek po raz kolejny potępił reżim w Pjongjangu. Tym razem po tym, jak zmarł amerykański student więziony wcześniej przez ponad rok w Korei Północnej.

>>> Polecamy: Szkoła przetrwania. Finlandia pokazuje światu, jak postawić się Rosji

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj