Nowy pomysł Morawieckiego. Czy jednolity obszar inwestycyjny jest nam potrzebny?

Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
8 września 2017, 16:41
Polska, mapa Europy Fot. Shuttestock
Polska, mapa Europy Fot. Shuttestock/ShutterStock
Zapowiedzi Mateusza Morawieckiego wydają się potwierdzać, że gra jest warta świeczki, choć warto pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach.

Tegoroczne Forum Ekonomiczne w Krynicy dobiegło końca. Pomijając kwestię wyboru Człowieka Roku, tym razem największą uwagę medialną skupił nowy pomysł zaprezentowany przez Ten dotyczył wprowadzenia jednolitego obszaru inwestycyjnego na terenie całej Polski, który zastąpi dotychczasowe (SSE). Według szacunków reforma przyczyni się do wzrostu skumulowanych nakładów inwestycyjnych o 117,2 mld zł oraz do utworzenia 158,3 tys. miejsc pracy do 2027 r. Zapowiedzi wydają się potwierdzać, że gra jest warta świeczki, choć warto pamiętać, że diabeł tkwi w szczegółach.

Historia specjalnych stref ekonomicznych w Polsce sięga 1994 r. Po transformacji ustrojowej powoli wchodząca na właściwe tory gospodarka borykała się m.in. z problemem braku kapitału. SSE miały zachęcić inwestorów do alokacji środków w Polsce poprzez nałożenie preferencyjnych warunków prowadzenia działalności, zwłaszcza w zakresie opodatkowania, i w ten sposób doprowadzić do przypływu kapitału. Obecnie obszar wszystkich stref wynosi 25 tys. hektarów, na którym pracuje ponad 330 tys. osób. Pomimo wielu kontrowersji (bowiem głównymi podmiotami działającymi na terenie SSE są przede wszystkim podmioty zagraniczne) specjalne strefy ekonomiczne okazały się być ważnym elementem prorozwojowym dla naszego kraju.

Jednak obecnie warto postawić pytanie:? Wydaje się, że tak, choć warto zmienić ich dotychczasowy kształt. W pierwszych latach polskiego kapitalizmu istniało ogromne zapotrzebowanie na kapitał, na znaczące zasoby wiedzy i technologii, a także na miejsca pracy. Aktualnie sytuacja jest diametralnie inna. Zasoby polskiego kapitału wyraźnie wzrosły, mamy bogatszy wybór technologii, a rynek pracy znajduje się w bardzo dobrej kondycji. Popyt na niniejsze czynniki nie zniknął, lecz ma zróżnicowane rozmiary oraz występuje w konkretnych sektorach, a nie w całej gospodarce.

Dlatego też rozwiązanie zaproponowane przez wydaje się mieć sens ekonomiczny, pod warunkiem że kryteria ilościowe oraz jakościowe, które będą decydowały o uzyskaniu przez dany podmiot specjalnych preferencji będą uwzględniały obecne realia ekonomiczne, potrzeby polskiej gospodarki, a także uwarunkowania infrastrukturalne. Z drugiej strony należy zachować dystans do zapowiedzi wicepremiera. W latach 1994 - 2016 w ramach specjalnych stref ekonomicznych skumulowane nakłady inwestycyjne wyniosły ponad 112 mld zł. Ministerstwo rozwoju szacuje, że w ciągu najbliższych 10 lat wielkość ta wzrośnie o 117 mld zł. W analogiczny sposób należy porównać przytoczone już wcześniej dane o zatrudnieniu. Dlatego też zapowiedzi z Krynicy należy uznać za ambitne, do czego przyzwyczaił już Mateusz Morawiecki, a zarazem niezwykle trudne i mało prawdopodobne do osiągnięcia w rzeczywistości.

Warto również zwrócić uwagę na fakt, że póki co nie rozwiązał kwestii kulejącej dynamiki krajowych inwestycji. Co prawda nie mamy już zapaści, jednak trwającej stagnacji nie można uznać za stan pożądany. Polskie przedsiębiorstwa nie chcą inwestować. Powodów takowego stanu rzeczy nie należy dopatrywać się w sytuacji makroekonomicznej, bo ta jest naprawdę sprzyjająca. Problemem jest brak stabilności politycznej (chociaż to z czasem się poprawia), stopień skomplikowania i zmienności przepisów prawnych, nadmierna biurokracja oraz relatywnie wysoka stopa obciążeń fiskalnych. Dlatego też Polska potrzebuje nie tylko jednolitego obszaru inwestycyjnego, ale również – a może przede wszystkim – likwidacji, czy też ograniczenia skali wyżej wymienionych mankamentów. Działania te zbudowałyby poczucie stabilności, zaufania i przyczyniłyby się do wzrostu stopy inwestycji w sektorze prywatnym.

Podsumowując, pomysł utworzenia jednolitego obszaru inwestycyjnego należy ocenić pozytywnie, choć prognoza jego potencjalnych efektów wydaje się mieć przede wszystkim charakter medialny. Ponadto warto pamiętać, że tworzenie różnego rodzaju zachęt przez polityków stanowi nierzadko alternatywę, a nie dodatkowe rozwiązanie dla problemów fundamentalnych. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku niskiego tempa wzrostu polskich inwestycji, toteż rząd powinien spojrzeć na niniejszy aspekt znacznie szerszym wzrokiem.

>>> Czytaj też: Polska zdominowała zestawienie. Oto lista największych firm w Europie Środkowo-Wschodniej

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MM Prime TFI S.A.
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj