Klinger: Co się stało z krajem Masaryka i Havla? [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 1 minutę
29 października 2017, 07:14
Nie chce mi się nawet o tym myśleć, to porażka. Jesteśmy narodem głupców – żalili mi się czescy znajomi po ogłoszeniu wyników wyborów w zeszły weekend. Ze strony niektórych publicystów padają tezy, że nie wygrała demokracja, tylko jej karykatura - pisze Klara Klinger.

Część komentatorów, ale i społeczeństwa, jest przerażona: niemal 30 proc. wyborców zagłosowało na człowieka ściganego przez policję w sprawie wyłudzeń unijnych dotacji. Chodzi o  byłego wicepremiera i ministra finansów, a zarazem drugiego najbogatszego Czecha i właściciela największego w kraju holdingu. I choć Babiš pod koniec zeszłej kadencji stracił stanowisko w rządzie (w związku z niejasnościami wokół jego majątku i właśnie kwestią dotacji), to nie utracił popularności. Ani uznania prezydenta – ten oznajmił, że da Babišowi wolną rękę przy tworzeniu rządu.

Już po poprzednich wyborach socjolodzy zastanawiali się, dlaczego Czesi nie popierają tradycyjnych partii – wówczas do Izby Poselskiej dostało się siedem ugrupowań. W tym roku padł kolejny rekord – w parlamencie jest dziewięć ruchów politycznych. A tradycyjne ugrupowania przegrały z – no właśnie z kim?

>>> CAŁY TEKST W WEEKENDOWYM WYDANIU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ"

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj