Zanim porozmawiamy o uniwersalnym dochodzie podstawowym, skorzystaj, czytelniku, z wyobraźni umeblowanej nam przez Hollywood i imaginuj sobie, że jesteś prezydentem USA. Jest trzecia nad ranem. Ty w centrum dowodzenia, otoczony generałami, oficerami i agentami CIA.
Karolina Lewestam / Dziennik Gazeta Prawna
Na jednym z ekranów widać przekaz z kamery drona, z którego zaraz ma wypaść spora bomba i uderzyć w militarną bazę śmiertelnego wroga Demokracji i Wolności. Już masz wydać rozkaz „ognia!”, kiedy podchodzi do ciebie jakaś agentka. „Panie prezydencie – mówi. – W wybuchu mogą zginąć cywile z pobliskiego gospodarstwa”.
Co robić? Zabijanie cywilów jest oczywiście niemoralne, ale bezpieczeństwo twych obywateli domaga się szybkich działań wojennych. Z pomocą może ci przyjść Tomasz z Akwinu, który jako pierwszy sformułował tak zwaną „zasadę podwójnego skutku”. Zasada ta słusznie zakłada, że wszystkie działania mają przeróżne konsekwencje – czasem dobre, czasem złe. Pytanie, które z nich są przez ciebie zamierzone. Jeśli twoją intencją jest likwidacja bazy, a nie zabicie cywilów, to za ten drugi skutek, jakkolwiek nieprzyjemny, przed Najwyższym już nie odpowiadasz. A więc „ognia!”.
Zostawmy teraz centrum dowodzenia, wkrótce tu wrócimy.

Typowe za i typowe przeciw

W dyskusji o dochodzie gwarantowanym pozycje są jasne: jedni są bardzo przeciw, drudzy bardzo za. Przeciw najczęściej są konserwatyści, neoliberałowie lub libertarianie. Zwykle wierzą w kapitalistyczny mit predystynacyjny: że rynek rozdaje ludziom sprawiedliwe nagrody, wedle ich wkładu pracy, siły motywacji i sprytu. A więc dochód gwarantowany jest niesprawiedliwy, bo obsypuje nagrodami tak zasłużonych, jak i uzurpatorów; tych, którzy harują, i tych, którzy wylegują się przed telewizorem. Jak można dawać ludziom pieniądze za nic? Poza sprawiedliwością argumentem przeciw jest też ten „z charakteru” – jakiego typu osobowość kształtujemy w obywatelach, dając im wszystko, czego potrzebują, nie oczekując żadnego wysiłku z ich strony? Toż to, mówią przeciwnicy, moralna degrengolada i schlebianie roszczeniowości; hodowanie nieudaczników i ofiar. Trzecim argumentem jest ten ekonomiczny: czy państwo w ogóle może pozwolić sobie na rzucanie banknotami w tłum? Jak to mówiła Margaret Thatcher, socjalizm działa świetnie, dopóki nie skończą się nam pieniądze innych.