To spekulacje, a ja bym wolał się nie wypowiadać na temat tego, czego jeszcze nie ma. Na razie mój kraj zajął bardzo stanowcze stanowisko wobec Rosji, która – okupując terytorium Ukrainy – zdaje się dążyć do tego, aby porządek, jaki się ukształtował po ostatniej wojnie, zmienić. I nie chodzi tylko o nałożenie sankcji na Rosję czy gesty polityczne, lecz też wysłanie do krajów bałtyckich i na samą Ukrainę kanadyjskich żołnierzy.
Ma pani rację, bo nie o liczbę żołnierzy chodzi, ale właśnie o gest, o pokazanie, że mój kraj podejmie wszelkie działania chroniące ład międzynarodowy. Diaspora ukraińska w Kanadzie, ci „ludzie w owczych kubrakach”, jak ich niektórzy nazywają, mogą liczyć na wsparcie władz. Kanada wzięła udział w I wojnie światowej, walczyła w II wojnie i bardzo docenia porządek i spokój, który po niej nastał. Współpracujemy zresztą ze Stanami Zjednoczonymi, z ich wywiadem, by go utrzymać.
Prezydenci nastają i odchodzą, a kraje zostają. Nie da się zmienić geografii, więc pewne interesy geopolityczne Kanady i USA będą zawsze wspólne. Dlatego oba nasze państwa solidarnie włączyły się w sankcje wobec Rosji za aneksję części Ukrainy.
Trzeba tutaj rozgraniczyć pojęcia: uchodźców i migrantów. W czasie wojny w Wietnamie ze Stanów do Kanady uciekały tysiące młodych mężczyzn, którzy chcieli w ten sposób uniknąć wyjazdu na front. I mój kraj jakoś dał sobie radę, choć problem był dużo większy i poważniejszy niż dziś, bo obecnie jest wyolbrzymiany przez media. Kanada nie będzie miała problemu, aby zaabsorbować nielegalnych pracowników, migrantów ekonomicznych np. z Meksyku. Natomiast realnym problemem są ludzie, którzy uciekli do USA z Bliskiego Wschodu, a teraz przyjeżdżają do nas. Większość z nich zostanie odesłana z powrotem do Stanów, gdyż nie spełniają rygorystycznych warunków, jakie mój kraj przyjął wobec emigrantów.
Cały tekst przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej
