Zimbabwe: Prezydent Mugabe pokazał się publicznie pierwszy raz od puczu

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
17 listopada 2017, 11:56
Prezydent Zimbabwe Robert Mugabe po raz pierwszy od zamachu stanu pokazał się w piątek publicznie. Wziął udział w ceremonii rozdania dyplomów absolwentom uniwersytetu w stolicy kraju, Harare.

93-letni szef państwa był ubrany w niebieską togę i pasujące do niej nakrycie głowy.

W uroczystości na Uniwersytecie Otwartym uczestniczyło kilka tysięcy absolwentów i gości. Jak relacjonuje agencja AP, , stojąc na podium, przyłączył się do tłumu i wraz z nim odśpiewał hymn narodowy, a następnie ogłosił rozpoczęcie uroczystości.

W czwartek podczas rozmów z dowódcą sił zbrojnych generałem Mugabe odmówił złożenia rezygnacji. W piątek wojsko poinformowało, że kontynuuje rozmowy z Mugabem w sprawie jego odejścia. 93-letni prezydent jest u władzy od 37 lat.

Wojsko przejęło w nocy z wtorku na środę kontrolę nad Harare, a w piątek poinformowało, że "osiągnęło znaczny postęp w operacji mającej na celu wyeliminowanie kryminalistów w otoczeniu prezydenta Mugabego". Armia podała, że zatrzymała niektóre osoby z tych kręgów.

Armii najpewniej zależy, aby Mugabe zgodził się na bezkrwawe oraz sprawne przekazanie władzy. Jego miejsce miałby zająć były wiceprezydent Emmerson Mnangagwa. Zdymisjonowanie go 6 listopada przez Mugabego wywołało obecny kryzys i było kulminacją walki o władzę wewnątrz partii rządzącej. Dymisję postrzegano jako sposób na utorowanie drogi młodszej o 41 lat żonie Mugabego, Grace, do zastąpienia go na stanowisku.

Mugabe, którego wielu mieszkańców Afryki wciąż postrzega jako bohatera walki o niepodległość kraju, na Zachodzie jest uważany za despotę, którego katastrofalne działania gospodarcze i chęć uciekania się do przemocy, by utrzymać się u władzy, zniszczyły jedno z najbardziej obiecujących państw Afryki. Opinia publiczna darzy podziwem Mugabego, ale już nie jego żonę, byłą sekretarkę, która w 2014 roku wkroczyła na scenę polityczną i to od razu w roli potencjalnej przyszłej pani prezydent.

>>> Czytaj też: Liban znów może się zmienić w beczkę prochu. Francja chce wpłynąć na politykę regionu

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj