Głównemu mocarstwu Europy grozi chaos. Jakie opcje mają teraz Niemcy [ANALIZA]

Ten tekst przeczytasz w 8 minut
21 listopada 2017, 12:44
Widok na Berlin
Widok na Berlin/ShutterStock
Zerwanie negocjacji nad przyszłą koalicją rządową w Niemczech oznacza, że nad głównym mocarstwem Europy zawisło widmo politycznego chaosu. Jakie opcje leżą teraz przed Angelą Merkel oraz co to oznacza dla Polski?

Po ostatnich wyborach w Niemczech z 24 września zwycięski blok partii chadeckich CDU/CSU uzyskał 246 mandatów w 709-osobowym parlamencie. Oznacza to, że ugrupowanie musiało szukać koalicjantów, aby uzyskać większość w Bundestagu.

Druga największa partia w Niemczech – SPD, która w czasie poprzedniej kadencji tworzyła z CDU/CSU tzw. wielką koalicję rządową, tym razem nie chciała przystąpić do rozmów o przyszłym rządzie. Ostatecznie do stołu negocjacyjnego ws. koalicji rządowej zasiadły trzy ugrupowania: blok partii chadeckich CDU/CSU, z którego wywodzi się kanclerz Angela Merkel; Partia Wolnych Demokratów (FDP), której przewodniczącym jest Christian Lindner oraz Zieloni. Potencjalna koalicja tych ugrupowań jest potocznie określana w Niemczech jako „Jamajka”, ponieważ flaga Jamajki odpowiada kolorom trzech głównych partii biorących udział w rozmowach koalicyjnych (CDU/CSU – czarny, FDP – żółty, Zieloni – zielony).

Po czterech tygodniach rozmów negocjacje ws. utworzenia przyszłej koalicji rządowej w Niemczech zostały zerwane przez FDP. Doszło do tego w nocy z niedzieli na poniedziałek (19/20.11.2017).

Przewodniczący FDP Christian Lindner decyzję o odejściu od stołu negocjacyjnego tłumaczył brakiem zaufania do potencjalnych partnerów koalicyjnych. "Czterem partiom nie udało się zbudowanie fundamentu zaufania, ani stworzenie wspólnej idei dla modernizacji kraju" – mówił Lindner. „Po wielotygodniowych rozmowach na stole leży papier zawierający liczne sprzeczności, otwarte pytania i zaprogramowane konflikty" – dodał polityk. W opinii przewodniczącego FDP w czasie rozmów doszło do zakwestionowania wcześniejszych ustaleń. "Lepiej jest zrezygnować z rządzenia, niż rządzić źle" - wyjaśnił Lindner.

Co się jednak konkretnie kryje za tymi stwierdzeniami? Nieco więcej światła na sporne kwestie rzucił biorący udział w rozmowach sekretarz generalny CSU. W opinii Andreasa Scheuera największą przeszkodą w osiągnięciu porozumienia okazała się polityka migracyjna. O ile bowiem blok partii CDU/CSU oraz FDP chciały ograniczenia liczby imigrantów, to Zieloni nie tylko się na to nie zgodzili, ale też domagali się odblokowania programu łączenia rodzin w sprawie tych migrantów, którzy nie dostali azylu, ale korzystają z tymczasowej ochrony w Niemczech. Program ten został ograniczony do marca 2018 roku.

Poważne rozbieżności w czasie rozmów koalicyjnych ujawniły się także w obszarach finansów, klimatu, energetyki, transportu oraz rolnictwa.

Definitywne zerwanie rozmów koalicyjnych oznacza, że zwycięzca ostatnich wyborów, czyli blok partii CDU/CSU, musi szukać innych rozwiązań. Obecnie na stole leżą trzy opcje.

Tuż po zerwaniu rozmów Angela Merkel spotkała się z wywodzącym się z SPD prezydentem kraju Frankiem-Walterem Steinmeierem, aby poinformować go o fiasku negocjacji. Niemiecki prezydent ma bowiem prawo rozpisać nowe głosowanie.

Nowe wybory mogłyby się odbyć na wiosnę 2018 roku. Za takim rozwiązaniem w przypadku klęski rozmów koalicyjnych CDU/CSU, FDP oraz Zielonych opowiada 68 proc. Niemców. Przeciw temu rozwiązaniu jest 29 proc. – wynika z ostatniego sondażu przeprowadzonego na zlecenie telewizji ZDF.

Takiego rozwoju wydarzeń chce jednak uniknąć zarówno sama kanclerz Angela Merkel, jak i wywodzący się z SPD prezydent kraju który zaapelował do wszystkich ugrupowań o kompromis i rozmowy.

"Znaleźliśmy się w sytuacji bezprecedensowej w historii RFN, a więc od blisko 70 lat" – powiedział Steinmeier. "To jest chwila, gdy wszyscy uczestnicy powinni się zatrzymać i jeszcze raz przemyśleć swoje postawy" – dodał prezydent i podkreślił, że wszystkie partie obecne w Bundestagu mają obowiązek pracy dla dobra wspólnego. "Oczekuję od wszystkich gotowości do rozmów, by umożliwić utworzenie rządu w nieodległym czasie" – zaznaczył.
Ponadto opcja przyspieszonych wyborów mogłaby oznaczać, że problem zostanie jedynie odsunięty w czasie, bo nowy wynik wyborczy mógłby nie przynieść żadnych rozstrzygnięć, a Niemcy do tego czasu pozostawałyby bez rządu.

Alternatywą dla wyborów mogłoby być także utworzenie tzw. wielkiej koalicji CDU/CSU z drugą największą partią – SPD, socjaldemokraci odrzucają jednak tę opcję.

Przewodniczący ugrupowania Martin Schulz wykluczył już możliwość tworzenia wspólnego rządu z Angelą Merkel, oskarżając przy tym CDU/CSU, FDP oraz Zielonych o doprowadzenie kraju do trudnej sytuacji. Schulz dodał także, że jego ugrupowanie nie boi się nowych wyborów.

3166927-podzial-mandatow-w-bundestagu.jpg
Podział mandatów w Bundestagu po wyborach z 24 września 2017 roku. Źródło: https://www.bundestag.de

Stanowisko SPD wydaje się obecnie nieprzejednane, gdyż partia ta po tym, jak tworzyła tzw. wielką koalicję z CDU/CSU w czasie ostatniej kadencji, zanotowała najgorszy wynik w swojej powojennej historii. Niektórzy komentatorzy zaznaczają jednak, że taka koalicja byłaby możliwa, ale kosztem dużych ustępstw ze strony CDU/CSU. Jednym z warunków wejścia SPD w koalicję z chadekami mogłoby być ustąpienie Angeli Merkel. Niemiecka kanclerz jednak już zaznaczyła, że nie myśli o dymisji, a w przypadku nowych wyborów znów będzie kandydowała na stanowisko szefowej rządu. „ Jestem kobietą, która ponosi odpowiedzialność i jestem gotowa do wzięcia na siebie kolejnych obowiązków" – mówiła w poniedziałek w wywiadzie dla stacji telewizyjnych ARD i ZDF.

Ostatnią z branych pod uwagę opcji jest utworzenie przez CDU/CSU rządu mniejszościowego. W takim wypadku Angela Merkel musiałaby opierać się na tworzeniu doraźnych koalicji w konkretnych sprawach na wzór szwedzki. Mniejszościowy rząd jednak miałby znacznie słabszą pozycję polityczną. Co więcej, przy tej opcji trudno byłoby niemieckiej kanclerz zapewnić obiecaną stabilność, a Niemcy, które jawiły się jako jeden z głównych reformatorów Unii Europejskiej oraz strefy euro, utraciłyby polityczne zaplecze w kraju.

Wielu komentatorów po wyborach w Niemczech podkreślało, że zwycięstwo Angeli Merkel było dla Polski opcją najbardziej korzystną, zaś próba tworzenia koalicji CDU/CSU z FDP oraz Zielonymi mogłaby wzmocnić polskie interesy w Unii Europejskiej (FDP bowiem jest przeciwne zacieśnianiu współpracy w ramach strefy euro). Zachwianie tego procesu oraz polityczny chaos w kraju, który jest największym partnerem handlowym Polski oraz najważniejszym silnikiem politycznym i gospodarczym Unii Europejskiej, to zła wiadomość dla Warszawy.

Minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski uważa, że brak rządu w Niemczech niepokoi całą Europę. "Dlatego że Niemcy są najsilniejszym państwem gospodarczym, też mają olbrzymi wpływ polityczny w Unii, w NATO, i na świecie, i brak rządu powoduje pewną bierność polityki zagranicznej" - ocenił szef polskiej dyplomacji.

Ostatnie wybory parlamentarne w Niemczech odbyły się w niedzielę 24 września 2017 roku. Zwycięzcą głosowania po raz czwarty okazał się blok partii chadeckich który zdobył 32,9 proc. głosów (w wyborach w 2013 roku blok uzyskał 41,5 proc. głosów). Na drugim miejscu znalazła się centrolewicowa . Socjaldemokracja uzyskała 20,5 proc. głosów (w 2013 roku partia osiągnęła wynik na poziomie 25,7 proc.).

Trzecią największą siła polityczną została antyimigrancka która dzięki wynikowi 12,6 proc. głosów po raz pierwszy w historii weszła do Bundestagu. W poprzednich wyborach w 2013 roku partia uzyskała 4,7 proc. głosów, nie przekraczając tym samym 5-proc. progu wyborczego.

Czwarte miejsce z wynikiem 10,7 proc. głosów, zajęła Oznaczało to, że ugrupowanie znów weszło do parlamentu po tym, jak po ostatnich wyborach w 2013 roku nie przekroczyło progu wyborczego, zdobywając 4,8 proc. głosów. FDP, tak samo jak SPD i CDU/CSU, należy do najstarszych powojennych partii politycznych w Niemczech i zasada w parlamencie od 1949 roku (oprócz roku 2013, gdy partia nie przekroczyła progu wyborczego).

Kolejne miejsca zajęli z wynikiem 9,2 proc. (w 2013 roku 8,6 proc.) orazz wynikiem 8,9 proc. (w 2013 roku 8,4 proc.).

Podział mandatów prezentuje się następująco:

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: forsal.pl
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj