Senatorowie PiS popierają ustawę, senatorowie PO wskazują, że jest ona niekonstytucyjna. O poparcie ustawy prosił Senat prezydencki minister Paweł Mucha. Jej zapisy krytykowali prezes Izby Karnej SN sędzia Stanisław Zabłocki i Rzecznik Praw Obywatelskich Adam Bodnar.

Ustawa - przygotowana przez prezydenta Andrzeja Dudę - wprowadza możliwość składania do SN skarg nadzwyczajnych na prawomocne wyroki polskich sądów, w tym z ostatnich 20 lat. W SN powstaną dwie nowe izby - Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Dyscyplinarna - z udziałem ławników wybieranych przez Senat. Ta druga będzie prowadziła postępowania dyscyplinarne wobec sędziów i przedstawicieli innych zawodów prawniczych. Ustawa przewiduje też przechodzenie sędziów SN w stan spoczynku po ukończeniu 65. roku życia, z możliwością przedłużania tego przez prezydenta RP (dziś ten wiek to 70 lat).

Senacka komisja praw człowieka, praworządności i petycji po obradach w nocy z poniedziałku na wtorek wniosła o przyjęcie ustawy bez poprawek. Komisja odrzuciła stanowiska senatorów PO o odrzucenie ustawy; zostały one zgłoszone jako wnioski mniejszości.

Wniosek o odrzucenie ustawy pod koniec debaty w Senacie powtórzył wicemarszałek Bogdan Borusewicz (PO). Podczas debaty senatorowie PO zgłosili dodatkowo kilka poprawek, m.in. dotyczących wieku 65 lat, w którym sędziowie SN mają przechodzić w stan spoczynku oraz mających "uniemożliwić przerwanie kadencji" obecnej I prezes SN Małgorzaty Gersdorf, która 65 lat skończyła. Poprawkę w sprawie tej ostatniej kwestii złożył także Marek Borowski (niez.).

Jerzy Czerwiński (PiS) odpowiadał, że celem przepisu nie jest usunięcie prezes Gersdorf, zaś wiek 65 lat na przechodzenie w stan spoczynku wynika z ogólnych zasad emerytalnych.

Reklama

Teraz ustawa wróci jeszcze do senackiej komisji, która w piątek oceni złożone w debacie poprawki. "Nie widzimy potrzeby korekty ustawy w żadnym zakresie" - mówił jeszcze w środę przed północą minister Mucha. W czwartek dodał, że będzie się odnosił do poprawek na komisji po ich przedstawieniu na piśmie przez biuro legislacyjne.

Wicemarszałek Michał Seweryński (PiS) podkreślił, że wierzy w to, iż "ogromna większość sędziów działających w Polsce to są ludzie sumienni, uczciwi, znający prawo i orzekający w sposób niezawisły". "Mam wewnętrzne przekonanie, że te ustawy nie przeszkodzą takim właśnie sędziom być sędziami niezawisłymi" - mówił.

"Ustawa jest sprzeczna z konstytucją" – podkreślał zaś Borusewicz, według którego jest ona elementem "walki z demokracją". Zdaniem PO nowe przepisy doprowadzą do "nieodwracalnych negatywnych zmian w sądownictwie" oraz zagrożą jego niezależności i niezawisłości.

W odpowiedzi Seweryński wskazał, że "jest jeszcze poza nami prezydent i Trybunał Konstytucyjny". "Zarzucany brak konstytucyjności przepisów może być jeszcze zbadany na dalszych etapach postępowania legislacyjnego" - powiedział senator.

Jak ocenił, niektóre wypowiedzi senatorów "są daleko posunięte". "Ale to, co pozwala mi spokojnie myśleć o przyszłości, to jest przekonanie, iż praktyka weryfikuje poprawność wszystkich ustaw, które przyjmuje każdy ustawodawca. Jeżeli te zamierzenia, które miał on na celu, nie spełnią się, to oczywiście ustawodawca stanie przed koniecznością zmiany" - zaznaczył Seweryński.

Dodał, że jest przekonany, iż "to nie są ostatnie kroki w celu naprawy wymiaru sprawiedliwości, której domagają się obywatele". "Będą jeszcze inne ustawy (...) na które czekamy, jak właśnie te proceduralne, które będą mogły częściowo złagodzić wielką bolączkę przedłużających się postępowań" - wskazał.

Aleksander Bobko (PiS) podkreślił, że funkcjonowanie wymiaru sprawiedliwości nikogo nie zadowala. "Sugerowanie nam niecnych intencji jest nie na miejscu" - mówił senator. On także zaznaczył, że wątpliwości odnoszące się do ustawy będą być może rozstrzygane przez TK. "Wierzę, że niezależnie od tego, jak zagłosuje Senat, procedura się nie kończy, być może są możliwe różne scenariusze, bo przecież TK funkcjonuje w sposób normalny" - powiedział Bobko.

"Nie strzelajmy z dział, kiedy naprawdę nie ma do tego powodu. Póki co, żyjemy w wolności i doceńmy to. Pozostaje mi apelować, żebyśmy wszyscy działali na rzecz powagi tego miejsca" - podkreślił.

Sędzia Zabłocki ocenił, że po zmianie ustawy, SN będzie inny, niż ten, o którym mowa w konstytucji. Prosił senatorów, by nie odbierali jego krytyki, jako "oporu politycznego" ze strony sędziów. Jak dodał wbrew głosom pesymistom - że los SN i jego sędziów jest już przesądzony - ma "pewną dozę nadziei, że to, co w ustawie jest złe, niekonstytucyjne, państwo odrzucicie, albo naprawicie".

"Senat to izba refleksji, miejsce, gdzie koryguje się błędy izby niższej" - mówił Zabłocki. Dodał, że to w Sejmie "kipią racje polityczne", gdzie jedna z posłanek mogła wygłosić frazę, że z powodu "umowy politycznej" będzie głosować tak jak jej klub, choć - jak mówiła - dany zapis jest "jaskrawie niekonstytucyjny". "Głęboko wierzę, że w Senacie prawo jest ważniejsze od umowy politycznej" - oświadczył.

Według Zabłockiego, argumenty za zmianą w SN są "instrumentalne". Ocenił, że społeczeństwo chce przyspieszenia postępowań, a temu "może służyć jedynie usprawnienie procedur"; nie może zaś temu służyć skarga nadzwyczajna. Podkreślił, że SN bada sprawy średnio w 6-7 miesięcy, co w statystykach europejskich jest bardzo dobrym wynikiem.

"Podpisuję się pod ideą oczyszczenia sądownictwa, ale SN nie jest żadną +stajnią Augiasza+, naszpikowaną komunistycznymi oprawcami" - oświadczył. Przywołując zarzuty, że w SN jest osoba, która sporządzała raporty ze stanu orzecznictwa stanu wojennego, pytał, czemu za "ewentualne niegodne działania jednostki, odpowiedzialność miałaby ponieść cała instytucja".

Powołując się na opinie, że w ustawach chodzi o zmniejszenie niezależności sądów, Zabłocki mówił, że bronił się przed daniem im wiary, aż zapoznał się z wystąpieniem sejmowym szefa sejmowej komisji sprawiedliwości Stanisława Piotrowicza (nie wymienił jego nazwiska – PAP).

Poseł mówił m.in., że chodzi o takie zmiany personalne, by sędziowie byli ludźmi o mentalności "służebnej wobec państwa". "Był taki smutny okres, gdy wiele tragedii było spowodowane tym, że sędziowie byli ludźmi o +mentalności służebnej wobec państwa" – mówił Zabłocki. Przyznał rację głosom, że tacy ludzie nie zostali rozliczeni przez środowisko. Wyraził nadzieję, że nowi sędziowie nie będą ludźmi o mentalności służebnej, bo - jego zdaniem - byłoby to "karykaturą sędziego".

"Służebny to m.in. lokaj, parobek. Czy chcecie państwo w tym kierunku przebudowywać mentalność polskich sędziów?" - pytał Zabłocki.

Bodnar ocenił, że ustawa o SN powoduje bezpośrednie zagrożenie dla niezależności sądownictwa, trójpodziału władz i w konsekwencji prawa do sądu. "Jedynie wolne sądy są gwarancją obrony praw i wolności obywatelskich, wolnych wyborów i wolnej Polski" - dodał RPO.

Wskazał, że uprawnienia organów państwa, np. prokuratury czy służb specjalnych, wciąż się zwiększają. "Państwo staje się bardzo silne wobec obywatela; jedyną tarczą powinny być dla niego sądy" – dodał. "Ale by tak się stało, sądy muszą być niezależne od organów państwa i nie obawiać się +pomruków władzy+" – podkreślił RPO. Reformę sądownictwa uznał za konieczną, ale podkreślił, że nie powinna się zaczynać od "niszczenia dorobku SN".

Ocenił, że zapisane w ustawie skrócenie wieku sędziów SN z 70 do 65 lat jest co do zasady dopuszczalne, ale na przyszłość - nie w odniesieniu do obecnych sędziów. Dodał, że ten zapis stawia 40 proc. sędziów SN w sytuacji, że muszą złożyć wnioski do prezydenta o przedłużenie możliwości orzekania, jeśli chcą pozostać w SN. Zdaniem RPO, nie powinno tak być.

Kwestionował też dopuszczane przez ustawę skrócenie kadencji prezes Gersdorf. "Ustawą zwykłą nie można skracać kadencji konstytucyjnych organów władzy" – oświadczył. "Niezależność I prezes polega na tym, że nie powinna być stawiana w sytuacji proszenia o coś kogokolwiek, nawet +strażnika konstytucji+, którym jest prezydent RP" – powiedział.

Bodnar podkreślił, że negatywne opinie o ustawie wydały m.in. Komisja Wenecka, OBWE oraz inne gremia prawnicze z Polski i z zagranicy. "Z żalem podkreślam, że te głosy pozostają bez odzewu" – dodał.

Wczesnym popołudniem, gdy po przerwie miała być wznowiona faza pytań do sędziego Zabłockiego i Bodnara, Marek Martynowski (PiS) złożył wniosek o przejście do debaty indywidualnej. Bogdan Klich (PO) był temu przeciwny. Opowiedział się za dokończeniem wysłuchania sędziego Zabłockiego. "W przeciwnym razie oznaczałoby to kneblowanie ust. Skandal niewyobrażalny w tej Izbie" - dodał. Marszałek Stanisław Karczewski (PiS) wyłączył mu mikrofon i przywołał do porządku. Zagroził mu też wykluczeniem z obrad.

"Przyjdzie taki czas, że przegracie wybory z kretesem" - mówił pod koniec debaty Grzegorz Napieralski (niez.) zwracając się do senatorów PiS.

Czwartek był trzecim dniem omawiania przez Senat ustaw dotyczących sądownictwa. Wcześniej - od wtorku - senatorowie dyskutowali nad innymi przepisami zainicjowanymi przez prezydenta - nowelizacją ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. Tamta debata również trwała kilkanaście godzin, a głosowanie odbędzie się w bloku głosowań. (PAP)

autor: Marcin Jabłoński